SadurSky blog

Od teraz na www.czlowiekpolnocy.blogspot.com!

Noworoczne wyzwanie

"A tam od razu wyzwanie. Zwykła zabawa."- tak powie każdy po tym, jak już podejmie się wyzwania. Otóż, nadejście nowego roku sprzyja podejmowaniu życiowych decyzji, snucia dalekosiężnych planów, czy po prostu chęci wprowadzenia jakiegoś urozmaicenia w swojej codzienności. Jeżeli sądzisz, Drogi Czytelniku, że to wszystko bzdura, to jest nas dwoje. Nie bądźmy jednak tak bardzo okrutni. Dlatego mam coś dla każdego, bez względu na to, czy uznaje noworoczne postanowienia, czy też nie.

Samo wyzwanie jest bardzo proste. Z okazji nowego roku i nadchodzących tuż po tym urodzinach autora, postanowiłem przygotować prezent dla wszystkich lubiących uprawianie sportu. Jest to jedyna w swoim rodzaju szansa zdeklasowania mnie w biegu na (prawie) 400 m. Z tą tylko różnicą, że bieg prowadzi cały czas pod górę, co zmusza Ciebie do pokonania około 90 m w pionie. Wzniesienie, na które należy dotrzeć, nosi nazwę Góry Witosza i znajduje się w Staniszowie, nieopodal Jeleniej Góry. Jego wysokość to 484 m.n.p.m. Start mieści się u podnóża wzniesienia, tuż przy głównej drodze, prowadzącej przez Staniszów i schodach, którymi zaczniesz swoją wspinaczkę.
Widok z Góry Witosza
I teraz najważniejsze. Wszystko, co musisz zrobić, to:
  1. Pobrać aplikację Endomondo na swój telefon i założyć bezpłatne konto na www.endomondo.com.
  2. Po zalogowaniu się, wyszukać na mapie w zakładce "Trasy" następującą pozycję: "Witosza challenge" i oznaczyć jako ulubioną (link do trasy). Teraz łatwiej będzie Tobie rozpocząć wyzwanie na Twoim telefonie. Dyscyplina przypisana do trasy to oczywiście bieganie. 
  3. Pojechać do Staniszowa i odnaleźć start przy drodze i schodach (niedaleko kościoła). GPS z lokalizacją trasy będzie bardzo pomocny.
  4. Stanąć na starcie i wybrać opcję "Podążaj trasą".
  5. Wystartować z aplikacją i przebiec dokładnie tą samą trasę.
  6. Wyłączyć zegar w Endomondo z chwilą dotarcia na szczyt (koło takiego monumentu).
  7. Pobić czas 3 minut i 49 sekund.
  8. Zapisać swój trening w aplikacji ze wszystkimi danymi.
  9. Zrobić zdjęcie widoku, który zobaczysz z góry.
  10. Po powrocie do domu, wejść na stronę www.endomondo.com i zalogować się.
  11. W zakładce "Treningi" odnaleźć swój trening i nadać mu nazwę "Witosza challenge".
  12. W danych treningu (po prawej stronie) wybrać opcję: "Publikuj". Powinno ukazać się okno, zawierające link do treningu.
  13. Skopiować link do wiadomości e- mail, z tytułem "Witosza challenge", w załączniku dodać zdjęcie z punktu 9. i wysłać na adres: sadur33@wp.pl.
Teraz, Drogi Czytelniku, masz czas do 8 stycznia, aby podjąć się tego wyzwania i sprawić sobie noworoczny prezent. Zapraszam, sprawdź, czy jesteś lepszy od SadurSky. Nagrodą jest satysfakcja, udowodnienie swojej dobrej formy i kondycji, a jak zainteresowanie będzie duże, to może nawet znajdzie się jakiś upominek dla autora najlepszego czasu. Liczę na Ciebie, powodzenia!

Gdzie ta zima?

Każdy się pewnie zastanawia, po co została podjęta decyzja odnośnie zamiany dystansów i stylów na drugim etapie Tour de Ski w Oberhofie, tuż przed rozpoczęciem całej imprezy. Przypomnę, że zamiast 9 km kobiet i 15 km mężczyzn stylem klasycznym, dziś odbyły się sprinty techniką dowolną. A stało się tak dlatego, że włodarze FIS zaczęli czytać niniejszy blog i wzięli sobie do serca zasadę nr 9 z "How to be nordic", która głosi: "Człowiek północy zawsze będzie preferował technikę łyżwową". Stwierdzili zapewne, że z takim kodeksem się nie dyskutuje i w ostatniej chwili postanowili uczynić Tour de Ski prawdziwym sprawdzianem na bycie człowiekiem północy. Taka jest moja wersja wydarzeń i nic nie poradzę, że Justyna Kowalczyk, a wraz z nią połowa naszego kraju, uważa tę decyzję za krzywdzącą. Byli też tacy, którzy dopatrywali się spisku Norwegów przeciwko reszcie świata i domagali się bojkotu zawodów. Gdy to czytałem na rozmaitych portalach i forach, coraz bardziej zacząłem skłaniać się jednak ku mojej wersji, bo była bardziej prawdopodobna. Widocznie teorie spiskowe mają swoich zagorzałych zwolenników nie tylko w polityce...

Odejdźmy więc od orzekania, kto kogo skrzywdził i jak bardzo. Nie mam zamiaru też bawić się w specjalistę i stwierdzać, czy decyzja naszej zawodniczki jest właściwa, czy też nie. O tym wie ona sama. Zawsze powtarzam, że każdy sportowiec sam steruje swoją karierą i najlepiej czuje, co będzie w danym momencie najwłaściwszym rozwiązaniem. Tak też robię w tym przypadku. Może przez to zabraknie jedynie emocji w rywalizacji kobiet, choć dla mnie od zawsze bardziej interesujące i wyrównane były biegi męskie, więc na tym nie stracę. A teraz czas na prawdziwą przyczynę wszelkich zmian w Tour de Ski. Jest nią fatalna pogoda, która panuje w Oberhofie. Dodatnie temperatury, opady deszczu i mgła (to akurat zmora Oberhofu) spowodowały, że jeszcze do niedawna zawody miały zostać całkowicie odwołane. Wreszcie w niedzielę 22 grudnia zadecydowano, że zarówno prolog TdS, jak i styczniowe zawody biathlonowego Pucharu Świata będą rozegrane na tyle, na ile pozwolą na to warunki śniegowe. Jak widać, jesienno- wiosenna aura pozwoliła na niewiele. Nie było możliwe przygotowanie torów do stylu klasycznego, jak i dłuższej pętli. Po tym, jak zobaczyłem tą pozostałość śniegu na trasach, wcale się temu nie dziwię. Ciekawe, czy zdoła się utrzymać chociaż takie warunki na zawody biathlonowe i na jakich pętlach będą rozgrywane poszczególne biegi. No i jeszcze na domiar złego ta mgła. Ciężki jest ten sezon dla sportów zimowych.

Podobnie jest na naszym podwórku. Mistrzostwa Polski w biathlonie, przeniesione wcześniej z Jamrozowej Polany do Jakuszyc, w ogóle się nie odbyły. Nie było to jednak spowodowane brakiem śniegu, lecz katastrofalnymi warunkami pogodowymi w okolicach Zakopanego i prośbą złożoną przez działaczy tamtejszych klubów o przełożenie zawodów. Przepadła więc okazja do podziwiania najlepszych zawodniczek i zawodników na Polanie Jakuszyckiej? Nie do końca. Z uwagi na to, że obecnie jest to jedyne miejsce w Polsce, gdzie można odnaleźć resztki śniegu, na trening wybrały się tam nasze kadrowiczki, a wśród nich: Krystyna Pałka, Weronika Nowakowska- Ziemniak i Monika Hojnisz. Na facebooku pani Weroniki znalazło się nawet zdjęcie z dzisiejszego dnia i krótki opis warunków pogodowych. Natomiast w drugi dzień Świąt na jakuszyckich trasach można było spotkać Justynę Kowalczyk.

Jak w tym wszystkim ma się odnaleźć amator? Takie pytanie jest moim problemem wśród tych zabaw z pogodą. Wydaje mi się, że znalazłem na to sposób. Póki było to możliwe, jeszcze przed Świętami, biegałem w Jakuszycach. Później jednak komunikaty pogodowe i widok z kamery internetowej były na tyle tragiczne, że nie miałem zwyczajnie chęci się z tym męczyć. A skoro na dole panuje prawie wiosna, to od czego są nartorolki? Nigdy bym się nie spodziewał, że pod koniec grudnia będę odwiedzał rolkostradę w Sobieszowie w wiadomym celu. Przy okazji sprawdziłem, co się tam dzieje i wypatrzyłem, że szykowana jest wypożyczalnia nart. Gdyby tylko spadł śnieg, cały ośrodek miałby szansę pokazać się wreszcie z dobrej strony i zacząć rzeczywiście działać. A póki co można się tam jedynie wybrać na trening techniki, oczywiście łyżwowej. To pewnie wszystko spisek Norwegów :-)  

Gdy spadnie wystarczająco dużo śniegu, ten budynek zamieni się w wypożyczalnię nart...

... a ten asfalt zamieni się w ubitą trasę biegową.

Wesołych Świąt

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Z tej okazji chciałbym Wam, Drodzy Czytelnicy, życzyć wszystkiego najlepszego. Aby spełniły się Wasze sportowe marzenia, nawet, gdy wydają się nierealne. Żeby niczego Wam nie zabrakło w drodze do życiowego celu. Zawodowcom życzę dużo sukcesów i motywacji, a amatorom czerpania jeszcze większej radości z posiadania tak pięknej i rozwijającej pasji, jaką jest sport. Abyście zawsze dostrzegali to, co najważniejsze i szanowali wszystko, co posiadacie. A także, żeby Waszym jedynym problemem było dopasowanie stroju na biegówki. I abyście znaleźli trochę czasu, żeby jeszcze kiedyś tu wrócić.

Dziękuję również wszystkim tym, którzy przyczynili się do powstania tego bloga i sprawiają, że jego funkcjonowanie ma sens. Tyle ode mnie. Teraz czas na życzenia bożonarodzeniowe w wielu językach od biathlonowej rodziny dla wszystkich fanów. Miło się tego słucha. 

Polskie występy na Uniwersjadzie w Trentino

Zakończyła się zimowa Uniwersjada we włoskim Trentino. Studenci- sportowcy walczyli o medale, reprezentując swoje uczelnie oraz państwa. Nie była to impreza najwyższej rangi, jednak wypada wspomnieć o występach polskiej kadry biathlonowej.

W barwach naszego kraju startowali: Weronika Nowakowska- Ziemniak, siostry Monika i Patrycja Hojnisz, Anna Mąka, Łukasz Słonina, Łukasz Szczurek, Rafał Lepel, Grzegorz Bril, Mateusz Zawół oraz Dariusz Krajewski. Niektórych mogła zdziwić obecność w Trentino dwóch naszych zawodniczek, które regularnie startowały w zawodach Pucharu Świata. Z powodu Uniwersjady nie pojawiły się przecież w Le Grand Bornand i musiały zrezygnować ze zdobycia punktów do klasyfikacji generalnej. Nic jednak nie poszło na marne. Już w biegu indywidualnym srebrny medal wywalczyła Weronika Nowakowska- Ziemniak. Mimo 5 doliczonych minut przegrała tylko o 14 sekund z reprezentantką Słowacji- Natalią Prekopovą, która zaliczyła tylko 1 błąd na strzelnicy. W sprincie było jeszcze lepiej. Nowakowska- Ziemniak zdobyła złoty, a Monika Hojnisz srebrny medal. Bieg pościgowy był kolejną demonstracją przewagi klas, jaką mają nasze dwie zawodniczki nad resztą stawki. To prawda, że Uniwersjada to zupełnie inna bajka, niż jakiekolwiek zawody Pucharu Świata. Inaczej było w biegu ze startu wspólnego, kiedy to polska medalowa dwójka pudłowała na strzelnicy. Weronice zabrakło do zwycięstwa zaledwie 0,2 sekundy. O tyle przegrała na finishu z Czeszką Jitką Landovą. Niewiele zabrakło również Monice Hojnisz do brązowego medalu. Rywalizację na ostatnich metrach z Iriną Vavrynets przegrała o nieco ponad sekundę. Trzeba zaznaczyć, że czasy biegowe uzyskiwane przez nasze zawodniczki były znacznie lepsze od rywalek, które miały na koncie mniej karnych rund. Pozwoliło to na właśnie takie wyniki pod koniec rywalizacji. Polska pokazała się więc jako potęga kobiecego biathlonu. Wystarczy spojrzeć, jak cieszą się nasze medalistki ze swoich osiągnięć: Weronika Nowakowska- Ziemniak i Monika Hojnisz.
Monika Hojnisz rozgrzewa się obok Kaisy Makarainen przed biegiem sprinterskim na MŚ w Novym Mescie.

Nazwiska panów, reprezentujących Polskę, również można kojarzyć z występami w Pucharze Świata, które jednak nie owocują większymi sukcesami. Stąd niższa rangą Uniwersjada mogła okazać się dobrym miejscem do uzyskania wysokich miejsc. Nie do końca tak się stało. W sprincie i biegu na dochodzenie, wszyscy nasi reprezentanci znaleźli się poza czołową dwudziestką, przegrywając z takimi nacjami, jak Australia i Serbia. Nie bez powodu podałem akurat te dwa państwa. Tak się składa, że jeszcze kilka sezonów temu Milanko Petrovic, zdobywca złotego medalu w sprincie na Uniwersjadzie, mógł jedynie pomarzyć o rywalizacji z Polakami. Znacznie poprawił swoje strzelanie i dołożył całkiem przyzwoity bieg, co sprawiło, że teraz nasi oglądają jego plecy. Podobnie można powiedzieć o Australijczyku- Alexeiu Almoukovie, który zdobył brąz w biegu pościgowym. W czołówce można było spotkać też inne nazwiska, które zwykle oglądamy na końcach list wyników zawodów PŚ. Jak widać, nie dotyczy to naszych biathlonistów, którzy chyba lubią być dalej, niż można się spodziewać. Za jedyny pozytywny akcent można uznać ósme miejsce w biegu indywidualnym Łukasza Słoniny, który i tak z jedną doliczoną minutą do czasu przegrał z zawodnikami pudłującymi znacznie więcej razy (przykładowo Petrovic 4 karne minuty i brązowy medal). Chyba jedyne zawody, w których reprezentant Polski będzie w czołówce, to Mistrzostwa Polski. Warto dodać, że odbędą się one już 27 grudnia w Jakuszycach. Wbrew pierwotnym planom, zawody zostały tam przeniesione z Jamrozowej Polany z powodu braku śniegu.

W ogóle chciałbym zwrócić uwagę na brak śniegu w Europie. Jakuszyce jakoś się trzymają, ale styczniowe zawody PŚ w Oberhofie prawie zostały odwołane z powodu jesiennej pogody. Ten sam problem mają organizatorzy Tour de Ski, które rusza jeszcze wcześniej, w tym samym ośrodku. Ciekawe, jak wygląda słynna trasa z Cortiny d'Ampezzo do Dobiacco, którą całą pokonywali mężczyźni stylem dowolnym. Zawsze lubiłem oglądać ten etap rywalizacji, bo przynosił ciekawe i istotne rozstrzygnięcia. Jeżeli nie starczy śniegu na tą 35- kilometrową przeprawę, będzie wielka szkoda. Trochę odszedłem od tematu, ale wydaje mi się on równie ważny (o ile nie ważniejszy) niż dyspozycja męskiej kadry biathlonowej, która jest jaka jest.

Wracając w takim razie do Uniwersjady, Polska zajęła drugie miejsce w klasyfikacji medalowej, ustępując jedynie Rosji. Zdobyliśmy łącznie 23 medale, z czego 10 złotych, 10 srebrnych i 3 brązowe. Oczywiście niemałą zasługą były wszystkie biathlonowe sukcesy, ale swoje dołożyli też przedstawiciele innych dyscyplin. Wszystkim im należą się wyrazy uznania. Nie jest więc tak źle...

Jak prezenty, to od One Way

Święta coraz bliżej, więc może z tej okazji warto zrobić najbliższym (lub sobie) prezent w postaci nowych akcesoriów lub sprzętu? A jak o tym mowa, to od razu należy zwrócić się w kierunku firmy One Way (punkt 4. "How to be nordic"), a co za tym idzie przeglądnąć ofertę dystrybutora tej marki w Polsce, czyli sklepu PR- SPORT. Zobaczmy więc, co może przydać się tej zimy.

Jak zapewne zauważyliście, na blogu pojawiła się ostatnio nowa strona, zatytułowana "How to be nordic". Umieściłem tam zasady, jakimi powinien kierować się miłośnik narciarstwa biegowego, aby móc nazywać się człowiekiem północy. Przykładowo, w kwestii ubioru warto wziąć pod uwagę zasadę nr 5, która głosi: "Wszystkie części Twojego stroju muszą do siebie pasować pod kątem koloru i marki. Nie chcesz przecież, żeby ktoś zobaczył Ciebie noszącego czerwone rękawiczki Odlo przy czarno- żółtej reszcie od OW. Dotyczy zarówno stroju na zawody, jak i na treningi. Patrząc na punkt 4 już wiesz, jakiej firmy powinien być ten strój." Tak też zrobiłem i jeszcze przed inauguracją sezonu zaopatrzyłem się w nowe rękawiczki oraz opaskę od OW.


Opaska z lycry pasuje wzorem do spodni Carbon, o których możecie przeczytać tu. Można więc sobie dopisać +50 do bycia człowiekiem północy, posiadając te dwie rzeczy. Rękawiczki natomiast to model Extoc 75. Takie same mogliście widzieć na rękach Lukasa Hofera podczas niektórych biegów biathlonowego Pucharu Świata. Ich zaletą jest przede wszystkim dobre trzymanie ciepła. Są dedykowane na bardzo niskie temperatury, stąd osoby, którym szybko marzną ręce, nie będą już odczuwali tego dyskomfortu. Wszystko ma na celu uczynienie z wypadu na biegówki czystej przyjemności, nie zaś walki z zimnem.

To tylko dwie z wielu rzeczy, które są dostępne w sklepie PR- SPORT. Pojawiły się również nowości, takie jak: rękawice Tobuk 40, kurtki treningowe Nella (specjalnie dedykowana dla kobiet) i Cata oraz spodnie Calio. Wedle zapowiedzi, będzie jeszcze więcej. Więc może warto poprosić Świętego Mikołaja, aby pod choinką znalazło się coś z logo One Way? W końcu on też jest człowiekiem północy... I nie zapomnijcie o odpowiednim ubiorze na biegówkach :-)

Jak nie Larsio, to Jasio

Muszę przyznać, że nie tego Norwega wskazałem w roli "czarnego konia rywalizacji". Dzisiejszy sprint wygrał młody Johannes Thingnes Boe i stał się jednocześnie najmłodszym zwycięzcą zawodów Pucharu Świata w ostatnich 23 latach. Natomiast "mój" Os uplasował się dopiero na 60. pozycji. Nie mniej jednak triumf młodszego z braci Boe jest dużym zaskoczeniem, może nawet większym, niż jakby udało się to Alexandrowi. Wysoko był również Lars Berger. Zwycięzca z Hochfilzen był dwunasty, notując taki sam rezultat na strzelnicy, jak przeszło tydzień temu. Zawiódł murowany faworyt gospodarzy- Martin Fourcade. Każdy chciał zwycięstwa, a jest "tylko" trzecie miejsce.
Martin Fourcade i jego twarz z serii "disappointment". Dziś będzie mógł dodać kolejną taką do swojej kolekcji.

Ależ ci Norwegowie są bezczelni. Wygrać z dominatorem na jego własnym podwórku, w dodatku przyjeżdżając w rezerwowym składzie. Tutaj każdy spodziewał się łatwego zwycięstwa Martina, tymczasem mądrzy Wikingowie wygrali podwójnie. Bo przecież największe sławy (starszy Boe, Svendsen i Bjoerndalen) odpoczną od startów przed IO, a Fourcade nie dość, że nie zdobył kompletu pucharowych punktów, to jeszcze zabrał mu je właśnie Norweg z tej "gorszej" kadry. Upokorzenie dla Francuzów? Być może, ale należy zauważyć, że zarówno ubiegłotygodniowy zwycięzca- Lars Berger, jak i Jasio Boe to nie są ludzie z przypadku. O tym pierwszym dość już napisałem, zaś drugiego obserwuję od końcówki zeszłego sezonu i jestem pod wielkim wrażeniem. To, jaki postęp uczynił ten młody biathlonista, jest zadziwiające i jednocześnie bardzo obiecujące. Już przed jego przystąpieniem do rywalizacji w gronie seniorów mówiło się, że dysponuje jeszcze większym talentem, niż jego starszy brat, który przecież w swoim drugim pełnym sezonie zdobył dużą kryształową kulę. Z początku byłem co do tego sceptyczny, bo wiadomo, jak dużą przepaścią jest przejście z juniorów na najwyższy poziom rywalizacji. Okazało się jednak, że Jasio zbytnio się nią nie przejął. Pamiętam, że już podczas pierwszych zawodów rzuciło mi się w oczy jego bardzo szybkie strzelanie w pozycji stojącej. Z celnością bywało różnie, podobnie jak z samym biegiem, ale dzisiaj wszystko zagrało idealnie. I zobaczyliśmy tego efekty. Nie należy jednak odebrać tego jako "pompowanie balona", czy tym bardziej robienie sensacji z niczego (tu od razu narzuca się słowo Biegun). Johannes Thingnes naprawdę dobrze się rozwija i coraz wyraźniej zaznacza aspirację wejścia na stałe do pierwszej kadry Norwegii. Jest na dobrej drodze, ale czy uda mu się przed Soczi? Tego nie wiadomo, bo mogą się jeszcze przytrafiać wahania formy, jak to u młodych bywa. Natomiast w przyszłym sezonie ten żartobliwie nazywany Jasiem biathlonista może okazać się najstraszniejszym koszmarem Martina Fourcade. A może nawet własnego brata? W tym kontekście radzę spojrzeć na mój pierwszy post na tym blogu.
Młody Johannes Thingnes Boe i jego twarz z serii "In your face, Martin!". Być może doda kilka podobnych w tym i przyszłym sezonie.

Nie jest więc tak, że nie ma komu walczyć z Martinem Fourcade. Nawet, gdy najgroźniejsi rywale zawodzą, znajduje się taki Larsio, czy Jasio i z chęcią pozbawia Francuza kolejnego pucharowego zwycięstwa. Biedny Martin się jakiegoś kompleksu norweskiego nabawi i już nie będzie chciał mieszkać w Oslo...

Mój typ- sprinty w Le Grand Bornand

Po biegach sztafetowych w Le Grand Bornand wiemy już więcej na temat samego obiektu, jak i całych zawodów w tej francuskiej miejscowości. Przede wszystkim potwierdziło się pierwsze wrażenie dotyczące tras. Są one rzeczywiście bardzo łatwe i mało urozmaicone. Na próżno szukać trudnych, naturalnych podbiegów i odcinków prowadzących przez las. Wszystko odbywa się na dość małej powierzchni, na której sztucznie wyznaczono pętle do odpowiednich biegów. W dodatku, albo mi się wydaje, albo tak pokazują to kamery, co chwila trafiają się zjazdy. Zawodników widzimy w rozmaitych miejscach obiektu, np. przy punktach pomiaru czasu, i akurat wtedy muszą oni przemknąć przed kamerą z dużą prędkością. Miejsc do walki jest niewiele. Praktycznie tylko początek pętli jest dość ciekawy, a potem do mety, czy strzelnicy, biegnie się tak łatwo, że każdy mógłby to przebiec razem z zawodnikami. Sam stadion jest zaaranżowany tylko na te zawody, nie imponuje wyglądem i wielkością. Nie jest to więc obiekt, który zasługuje na stałe miejsce w kalendarzu Pucharu Świata. Ale dość już o tym, czas przejść do typowania faworytów na sprinty. Przy nieobecności wielu sław, nie będzie to łatwe zadanie. Tym razem zacznę od rywalizacji mężczyzn.

1. Murowany faworyt:

  • Martin Fourcade- to nie ulega wątpliwości. Jest "na własnym podwórku" i w dodatku jego najgroźniejsi rywale są nieobecni. Najbliższe biegi wydają się więc być spacerkiem po kolejne zwycięstwa. Czy tak będzie na pewno? Myślę, że są zawodnicy, którzy mogą mu to zadanie utrudnić. 

2. Drugie skrzypce:

  • Andreas Birnbacher- po chorobie i słabszych występach w Hochfilzen, pokazał w sztafecie, że nie można go lekceważyć. Ogólnie cała drużyna niemiecka spisuje się we Francji bardzo dobrze. Celne i szybkie strzelanie oraz przyzwoity czas biegu to cechy, z którymi kojarzymy Andiego. Zobaczymy, czy uda mu się powalczyć o podium w jutrzejszym sprincie.

3. Czarny koń rywalizacji:

  • Alexander Os- nikt na niego nie stawia, podobnie jak na Bergera tydzień temu w Hochfilzen. W zasadzie tamten strzał w dziesiątkę był z mojej strony pewnego rodzaju żartem. Bo kto inny mógł być wtedy czarnym koniem rywalizacji, jak nie Lars ze swoimi zdolnościami do sprawiania niespodzianek. Tak pomyślałem, ale sam nie wierzyłem w to, że uda mu się wygrać. I proszę, wyszło jak wyszło. Z Alexandrem jest jednak inaczej. Zdarzały mu się takie wyskoki w okolice podium, jak na Mistrzostwach Świata w Pyeong Chang (zajął wtedy 4. miejsce), czy w zawodach Pucharu Świata w Hochfilzen w sezonie 2008/2009 (był wtedy drugi w sprincie, przegrywając z Bergerem), ale nigdy nie udało mu się stanąć na jego najwyższym stopniu. Później forma znacznie spadła, aż w końcu w zeszłym sezonie prawie w ogóle nie oglądaliśmy go na trasach PŚ. W dodatku nie zmieścił się (podobnie jak Berger) do składu Norwegii w czasie letnich przygotowań. Do obecnych startów trenował więc razem z Larsem z dala od kadry. W poprzednim tygodniu zobaczyliśmy tego efekty u pierwszego "wygnańca". Zobaczymy, jaką dyspozycję zaprezentuje Os. Osobiście życzę mu jak najlepszego startu, głównie z sentymentu. Bo po pierwsze Norweg, a po drugie, tak samo jak ja, leworęczny. 
Wiemy więc wszystko, co może (lub nie) wydarzyć się w biegu sprinterskim mężczyzn. Czas poznać sytuację u pań. I tutaj zaskakująco obędzie się bez murowanej faworytki. Tak będzie najlepiej. Na szczęście obecny sezon raczy nas nieprzewidywalnymi wynikami (przynajmniej w gronie kobiet) i na próżno szukać na podium wciąż tych samych "betoniarek". Równe szanse na podium i zwycięstwo ma więc szeroka grupa zawodniczek, a należą do niej: liderka klasyfikacji generalnej- Gabriela Soukalova, Tora Berger, Andrea Henkel, Irina Starykh i Kaisa Makarainen. Ponadto ostatnio formą zachwyciły: Valj Semerenko, Selina Gasparin oraz Olga Vilukhina. Jeżeli zaś chodzi o miano "czarnego konia rywalizacji" to przypada ono reprezentantce Kanady- Zinie Kocher. Tak, wiem, że to niedorzeczne, ale jej ostatnia zmiana w sztafecie, bardzo zresztą udanej dla Kanady, była zabójcza. Swoją dobrą postawą wywalczyła historyczne czwarte miejsce. Poza tym, taka jest rola "czarnego konia", żeby nikt się nie spodziewał choćby miejsca w dziesiątce, nie mówiąc już o wskoczeniu na podium. Bo w końcu taki jest biathlon i wszystko może się zdarzyć. A poza tym ten różowy karabin pani Kocher... Nie sposób nie życzyć jej dobrych wyników.

Pierwsza zawodniczka wystartuje do sprintu jutro o godzinie 10:30. Natomiast rywalizacja mężczyzn rozpocznie się o 13:15. Nie zapomnijcie obejrzeć.