"Witam Państwa w ometkowanym świecie...". Tym razem sprawdzimy, jak spisują się najnowsze buty One Way Premio 9 Skate. Mówiąc szczerze, to razem z ich pierwszym użyciem, swoją szansę na prawdziwy test dostały również narty tego samego modelu fińskiego producenta. Czekały długo, bo od stycznia zeszłego roku. Cierpliwość się opłaciła? Zobaczmy.
6 stycznia, Polana Jakuszycka. Słonecznie i mroźno, a ostatnio o podobną pogodę nawet w Jakuszycach było trudno. Takie warunki oraz dzień wolny od pracy z pewnością przyciągnęły turystów, którzy wylegli na trasy w tak dużej liczbie, że miejscami ciężko było się przebić. Sprawy nie ułatwiało wciąż dające o sobie znać kolano. Czego jednak nie robi się dla chwil na nartach? Zawsze można spędzić trochę mniej czasu, wybrać bardziej płaski teren, przechodzić co jakiś czas na double poling. Wszystko to pozwoliło sprawdzić zestaw Premio 9. Pierwsze, co rzuca się w oczy ze strony butów to ich sztywność. Wcześniej biegałem w Salomonach Equipe 8 Skate, o segment niższych od obecnych. Trudno więc porównywać cokolwiek, bo przy Premio 9 ich sztywność przypomina kapcie. Zastosowanie twardszego korpusu oraz podeszwy z włókna węglowego powoduje, że zmiana jest zauważalna. Obecnie stopa jest odpowiednio trzymana, dzięki czemu każdy ruch może być odpowiednio kontrolowany. Podobnie jest z pozycją. System podeszwy, o który tak się martwiłem wcześniej, to SNS Pilot 3. Dokładnie jak przypuszczałem, nie odczułem zmiany w kontroli nart, podobnie jak w wygodzie wyprowadzania kroków. Jest po prostu dobrze. Jedynie przy wpinaniu do wiązań można było stwierdzić, że rzeczywiście belka mocująca została przesunięta w tył. Sporą poprawę natomiast odczuły moje piszczele. Sławne problemy, które przeżywa Justyna Kowalczyk, w moim przypadku rozwiązały się za sprawą lepszych butów. Choć trzeba przyznać, że w lecie pracowałem trochę nad techniką, co mogło wspomóc usunięcie tej przypadłości. Tak czy inaczej, w funkcji przytrzymywania części ponad kostką, Premio 9 spisują się również bardzo dobrze.
Narty miały okazję dotknąć śniegu pod koniec zeszłego beznadziejnego sezonu. Nie było jednak mowy o czymś więcej poza pierwszymi odczuciami. Tu możecie je przeczytać. Podczas normalnych warunków mogłem wykorzystać ich zalety w stu procentach. Wciąż najbardziej cieszy mnie ich niska masa. Czuć to przede wszystkim na podbiegach. W połączeniu z właściwymi butami, wszystko idzie znacznie lepiej niż dawniej.
Kończąc, mogę tylko zapytać sam siebie, dlaczego wybrałem akurat buty Premio 9. Odpowiedź nie może być prostsza niż taka, że pasują do nart. Czegokolwiek od nich oczekiwałem, dostałem to. Są wygodne, lekkie, z urzekającym designem i logo... Czego chcieć więcej?
"Bo to ważne, żeby mieć logo
Stać dumnie wyprostowany,
A nie garbić się jak Quasi Modo."
SadurSky blog
Od teraz na www.czlowiekpolnocy.blogspot.com!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One Way. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One Way. Pokaż wszystkie posty
Mikołaj przychodzi z Finlandii
Ależ odkrywcze stwierdzenie w tytule. Każdy przecież wie, że Święty Mikołaj ma swoją siedzibę w Finlandii na dalekiej Północy. Gdzie dokładnie? W Vantaa, bo tam mieści się oficjalny sklep One Way Sport ;). Poza tym adresem, można spróbować jeszcze na owstore.fi. Właśnie stamtąd przyszły do mnie pierwsze bożonarodzeniowe prezenty. A jak powszechnie wiadomo, najbardziej trafione prezenty to te, które sami sobie wybieramy. I tak oto kilka dni po zamówieniu, otrzymałem solidną paczkę prosto z Finlandii. W niej zaś nowe buty Premio 9 Skate oraz T- shirt z najnowszej kolekcji ubrań Endless Winter.
Nie będzie to zaskoczenie, że nie udało mi się jeszcze przetestować moich nowych butów w akcji. Po przymiarce mogę jedynie powiedzieć, że są bardzo sztywne, co zapewne wpłynie na lepszą kontrolę nart. O tym przekonamy się jednak później, gdy wyleczę drobny uraz stopy i przede wszystkim spadnie wreszcie śnieg. Nie wiem, czy ktoś z Was zdążył zauważyć, że mamy już końcówkę grudnia, a wciąż rozpoczęcie sezonu w każdym możliwym miejscu w Polsce jest odkładane na później. Sytuacja co najmniej dziwna i niepokojąca. Dlatego zostawiam Wam jedynie zdjęcia moich Premio 9 w świątecznej oprawie.
Więcej można powiedzieć natomiast o T- shircie. Polar, bo tak brzmi jego nazwa, należy do nowej kolekcji ubrań Endless Winter od One Way. Dla wszystkich, którzy jeszcze nie słyszeli o tym rodzaju produktów, należy się wyjaśnienie. Fińskiej marce zależało na stworzeniu ubrań codziennego użytku, które nawiązują do skandynawskich, północnych klimatów. Stąd na kurtkach, swetrach i bluzach, znalazły się charakterystyczne dla Skandynawii wzory. Trzeba przyznać, że wygląda to ciekawie. Więcej produktów, jak i szczegółowy opis kolekcji Endless Winter, znajdziecie tu. Wracając do koszulki, jej design oddaje dokładnie zamierzenia One Way. Nadruk ze zdjęciami polarnych krajobrazów oraz wyhaftowana mapa Półwyspu Skandynawskiego to esencja Endless Winter. W oczy rzuca się również pewnego rodzaju odznaka z napisem "Nordic Champion 2014". Całość jest wykonana w bardzo dobrej jakości, zaś materiał stanowi bawełna. Cena 29,90 EUR jest porównywalna do T- shirtów innych producentów. Jeżeli jeszcze nie masz prezentu dla bliskiej osoby, która lubi skandynawskie klimaty lub po prostu nie lubisz stać w sklepowych kolejkach, może warto wybrać właśnie coś z Endless Winter? T- shirt Polar możecie zamówić przez Internet tu. W sklepie znajdziecie również inne ubrania z kolekcji. Radzę się spieszyć, bo Święta coraz bliżej. Ponadto One Way wprowadziło z tej okazji darmową wysyłkę dla wszystkich zamówień w obrębie całej Unii Europejskiej. Aby dowiedzieć się więcej i poznać kod promocyjny, potrzebny przy składaniu zamówienia, polecam odwiedzić profil facebookowy One Way tu. Nie przegapcie okazji na podarowanie czegoś unikalnego.
![]() |
| One Way Polar T- shirt. |
Więcej można powiedzieć natomiast o T- shircie. Polar, bo tak brzmi jego nazwa, należy do nowej kolekcji ubrań Endless Winter od One Way. Dla wszystkich, którzy jeszcze nie słyszeli o tym rodzaju produktów, należy się wyjaśnienie. Fińskiej marce zależało na stworzeniu ubrań codziennego użytku, które nawiązują do skandynawskich, północnych klimatów. Stąd na kurtkach, swetrach i bluzach, znalazły się charakterystyczne dla Skandynawii wzory. Trzeba przyznać, że wygląda to ciekawie. Więcej produktów, jak i szczegółowy opis kolekcji Endless Winter, znajdziecie tu. Wracając do koszulki, jej design oddaje dokładnie zamierzenia One Way. Nadruk ze zdjęciami polarnych krajobrazów oraz wyhaftowana mapa Półwyspu Skandynawskiego to esencja Endless Winter. W oczy rzuca się również pewnego rodzaju odznaka z napisem "Nordic Champion 2014". Całość jest wykonana w bardzo dobrej jakości, zaś materiał stanowi bawełna. Cena 29,90 EUR jest porównywalna do T- shirtów innych producentów. Jeżeli jeszcze nie masz prezentu dla bliskiej osoby, która lubi skandynawskie klimaty lub po prostu nie lubisz stać w sklepowych kolejkach, może warto wybrać właśnie coś z Endless Winter? T- shirt Polar możecie zamówić przez Internet tu. W sklepie znajdziecie również inne ubrania z kolekcji. Radzę się spieszyć, bo Święta coraz bliżej. Ponadto One Way wprowadziło z tej okazji darmową wysyłkę dla wszystkich zamówień w obrębie całej Unii Europejskiej. Aby dowiedzieć się więcej i poznać kod promocyjny, potrzebny przy składaniu zamówienia, polecam odwiedzić profil facebookowy One Way tu. Nie przegapcie okazji na podarowanie czegoś unikalnego.
W pogoni za niską wagą
Spokojnie, to nie będzie post o anoreksji. Korzystając z okazji, że sezon za pasem, rozwinę jeszcze bardziej temat butów biegowych, który poruszyłem wcześniej. Jakoś nie daje mi to spokoju, szczególnie, że niedługo mam zamiar wyposażyć się w nową parę. Tym razem przyjrzymy się technologiom zastosowanym w najnowszych modelach butów do techniki dowolnej, które są dostępne na rynku. Jaki jest ich cel? Zapewne niska masa przy jednoczesnej maksymalnej sztywności buta. Zobaczmy, który z producentów jest najbliżej ideału.
Zaczynamy od Salomona, który przebojem postanowił zdobyć rynek, wypuszczając model Carbon Skate LAB. Wiele emocji budzi limitowana edycja 800 egzemplarzy na cały świat, odznaczająca się odważnym designem, nietypowym dla francuskiego producenta. Tak więc, prawdopodobnie w momencie, w którym to czytasz, modelu nie ma już w sprzedaży. Zresztą i tak nikogo normalnego nie byłoby na taki stać, bowiem jego cena wynosi 849,95 EUR! Wiem, że to najlżejszy but na rynku (para waży jedynie 860g) i limitowana edycja, ale to chyba przesada. Przecież poza tym jest wyposażony w zwykłą podeszwę SNS Pilot (nie wygląda mi to na Pilot 3) i dwa zapięcia. Zastosowanie karbonu, jako głównego materiału obniżyło masę i zapewniło sztywność, co potwierdziły testy znanych sportowców. Najbardziej zastanawia mnie jednak, co będzie po wyczerpaniu zapasów tego modelu. Czy Salomon pomaluje go w swoje zwykłe barwy i ponownie wypuści na sprzedaż, czy też powróci do modelu S- LAB Skate Pro, który już niską masą nie grzeszy (1230g/para)? Zobaczcie poniżej, jak bardzo różnią się te dwa modele.
Było coś z systemem SNS, to teraz może coś z oferty NNN. Fischer ze swoim modelem RCS Skate Carbon nie odbiega znacznie masą od poprzedniego konkurenta i może być dla niego alternatywą. Para waży bowiem jedynie 930g. Niestety, cena jest adekwatnie wysoka- wynosi 699,95 EUR. Porównując to z Salomonem, różnica 70g "kosztuje" 150 EUR mniej, co daje około 2,1 EUR/g. Austriacki producent może jednak pochwalić się szeregiem systemów, które wpływają na wygodę użytkowania. Jest to między innymi potrójna membrana, która zapewni ciepło i suchość w każdych warunkach oraz dwuczęściowa najlżejsza podeszwa Super Skate Race. Poniżej możecie zobaczyć, co zmienił Fischer w stosunku do poprzedniej wersji swojego flagowego modelu.
Czas na odpowiedź kolejnego producenta pod system SNS. One Way może się w tej dziedzinie pochwalić modelem Premio 10, który opisałem we wcześniejszym poście o butach. I tutaj niespodzianka, bo propozycja fińskiej firmy jest najtańsza w stawce, kosztuje "jedynie" 289,00 EUR. Jednym z powodów takiego stanu rzeczy jest niestety waga, która wynosi 1200g na parę. W tym przypadku różnica 340g do Salomona wyniosła 560,95 EUR, co daje około 1,6 EUR/g. Jeżeli zaś chodzi o resztę udogodnień, to OW nie odstaje od konkurentów. Co ciekawe, poprzednia wersja modelu Premio 10 ważyła nieznacznie mniej (1150g/para), mimo że w nowej odsłonie widoczny jest minimalizm. Można to tłumaczyć użyciem dodatkowej warstwy karbonu dla lepszej sztywności, co dodało kilka gramów. Zobaczcie tę różnicę w wyglądzie na poniższym obrazku.
Zaczynamy od Salomona, który przebojem postanowił zdobyć rynek, wypuszczając model Carbon Skate LAB. Wiele emocji budzi limitowana edycja 800 egzemplarzy na cały świat, odznaczająca się odważnym designem, nietypowym dla francuskiego producenta. Tak więc, prawdopodobnie w momencie, w którym to czytasz, modelu nie ma już w sprzedaży. Zresztą i tak nikogo normalnego nie byłoby na taki stać, bowiem jego cena wynosi 849,95 EUR! Wiem, że to najlżejszy but na rynku (para waży jedynie 860g) i limitowana edycja, ale to chyba przesada. Przecież poza tym jest wyposażony w zwykłą podeszwę SNS Pilot (nie wygląda mi to na Pilot 3) i dwa zapięcia. Zastosowanie karbonu, jako głównego materiału obniżyło masę i zapewniło sztywność, co potwierdziły testy znanych sportowców. Najbardziej zastanawia mnie jednak, co będzie po wyczerpaniu zapasów tego modelu. Czy Salomon pomaluje go w swoje zwykłe barwy i ponownie wypuści na sprzedaż, czy też powróci do modelu S- LAB Skate Pro, który już niską masą nie grzeszy (1230g/para)? Zobaczcie poniżej, jak bardzo różnią się te dwa modele.
![]() |
| Po lewej Salomon S- LAB Skate Pro, po prawej Salomon Carbon Skate LAB Worldwide 800. |
![]() |
| Po lewej Fischer RCS Carbonlite Skate 2013/2014, po prawej Fischer RCS Skate Carbon 2014/2015. |
![]() |
| Dwie wersje One Way Premio 10 Skate. |
Pozostajemy w Skandynawii, bo oto propozycja od norweskiego Madshusa. Jego kosmicznie wyglądający model RED Super Nano Skate z systemem NNN waży 1138g/para. Wartość może i niezbyt imponująca, ale za to ten but może pochwalić się wykonaniem z jednego kawałka karbonu, co minimalizuje ilość materiału między stopą a nartami i zapewnia pełną kontrolę. Cena wynosi 499,95 EUR. Licząc stosunek wagi do ceny, jak w poprzednich przypadkach, mamy różnicę 278g za 350 EUR, co daje około 1,3 EUR/g.
![]() |
| Madshus REB Super Nano Skate. |
Czas więc na kolejnego producenta z podeszwą SNS Pilot 3. Atomic proponuje nam model Worldcup Skate w cenie 329,95 EUR. Sposób zapięcia przypomina nieco poprzednią wersję modelu Premio 9 Skate od One Way. Waga pary wynosi 1180g, przy zastosowaniu karbonowej podeszwy i wielu rozwiązań podobnych do reszty zaprezentowanych butów. Daje nam to różnicę 320g przy cenie niższej o 520 EUR od Salomona. Zatem w tym przypadku "dociążenie" buta o 1 gram powoduje spadek ceny o około 1,6 EUR.
![]() |
| Atomic Worldcup Skate. |
Propozycje SNS już nam się wyczerpały (właściwie to jest jeszcze czeski Botas, ale nigdzie nie znalazłem danych o masie butów tego producenta). Czas zatem na Alpinę. Słoweńska firma od lat specjalizuje się w wyrobie tylko i wyłącznie butów. W swojej ofercie ma między innymi znakomity model do techniki łyżwowej- ESK PRO Racing Elite Skate. Zastosowany system karbonowej podeszwy NNN X- celerator Skate odpowiada za najlepszy przekaz sił odbicia. W oczy rzuca się również silne nachylenie buta do przodu w stosunku do poprzedniej wersji (obrazek poniżej). Waga pary wynosi 1100g, zaś cena 399,95 EUR. Wskazuje to, że za różnicę 240g więcej zapłacimy o 450 EUR mniej, czyli około 1,9 EUR/g.
![]() |
| Zobaczcie, jak zmienił się model ESK Skate od Alpiny. |
Ostatnia propozycja, podobnie jak pierwsza, pochodzi z Francji. Model X- IUM Premium Skate od Rossignola może pochwalić się wagą 980g/para. Karbonowa podeszwa X- celerator systemu NNN dba o przekaz siły odbicia, zaś szkielet wykonany z tego materiału zapewnia dobrą sztywność. Mamy więc wszystko, czego potrzeba w cenie 449,95 EUR. Różnica do Salomona wynosi równe 400 EUR, za jedyne 120g masy więcej. Tak więc w tym przypadku za możliwie najlżejszy but zapłacimy najmniej, bo dodanie 1g wagi skutkuje obniżeniem ceny aż o około 3,3 EUR. Poniżej zobaczcie, jak zmienił się model X- IUM Skate od poprzedniego sezonu.
![]() |
| Po lewej model X- IUM Skate dostępny do końca sezonu 2013/2014, zaś po prawej nowa wersja która weszła do sprzedaży na początku 2014 roku. |
Ile kosztuje lekkość? O tym przekonaliśmy się na przykładzie zaprezentowanych modeli. Jeżeli zależy nam na najlepszym stosunku wagi do ceny, powinniśmy zdecydować się na zakup butów Rossignola. Jest to jednak propozycja z systemem NNN, a Salomon, do którego porównywaliśmy wszystkie egzemplarze, posiada podeszwę SNS. Z uwagi na jej inną konstrukcję (m.in. dwie belki mocujące) osiągnięcie niskiej masy może być trudniejsze. Tym większe brawa należą się Salomonowi za model Carbon Skate LAB. Jeżeli jednak poszukujemy dla niego alternatywy, pozostaje nam kwestia wyboru pomiędzy propozycją marek Atomic i One Way. Nie musicie mnie pytać, którą bym wybrał. Premio 10 Skate jest po prostu najtańszym i jednocześnie najlepiej wyglądającym modelem w stawce SNSów. Osobiście mogę zdradzić, że mam zamiar kupić jego poprzednią wersję.
Nie sposób jednak pominąć Alpiny. Ta marka najlepiej zna się na butach. Taki, a nie inny wygląd modelu ESK PRO Elite Skate jest dobrze przemyślany. Zapewnia świetną kontrolę w każdych warunkach. Ponadto ulepszono wiele w stosunku do i tak bardzo udanej poprzedniej wersji. Mimo nie najlepszego stosunku wagi do ceny, warto się zastanowić nad propozycją słoweńskiego producenta. Szczerze mówiąc, gdybym miał zdecydować się na buty z systemem NNN, wybrałbym właśnie Alpinę.
Przyszłością butów biegowych możemy nazwać model Carbon Skate LAB od Salomona, któremu udało się zachować sztywność przy bardzo niskiej masie. Pozostaje tylko pytanie, jak daleko da się pójść w pogoni za niską wagą i czy 860 gramów jest tego granicą, czy dopiero początkiem. Należy bowiem pamiętać, że w narciarstwie biegowym nie liczy się tylko lekkość...
Jakie buty biegowe wybrać?
Zima jest już coraz bliżej, więc może warto pomyśleć o zmianie kilku rzeczy w nadchodzącym sezonie? Można przykładowo zainwestować w nowe buty biegowe. Tym bardziej, że na rynku pojawiło się ostatnio kilka ciekawych modeli w systemie SNS. A jako, że uwielbiam wszystko związane za sprzętem, czuję się zobligowany, aby je ogarnąć i Wam tu przedstawić. Jakie będą najodpowiedniejsze dla amatorów, a jakie dla zawodowców? Dzięki otrzymanemu niedawno katalogowi One Way, postaram się odpowiedzieć na wszystkie możliwe pytania.
Wraz z sezonem 2014/2015 do sprzedaży wchodzą odświeżone modele butów narciarskich firmy One Way. Dotychczas znane nam Premio 9, Premio 10 oraz Tigara zmieniły nieco design oraz technologię. Na pierwszy rzut oka te zmiany mogą wydawać się kosmetyczne, w rzeczywistości jednak różnica może okazać się bardziej widoczna w porównaniu do poprzednich wersji. Mam na myśli przede wszystkim model Premio 9, w którym zastosowano nowe zapięcie system podeszwy SNS Pilot 3 Racing. W swojej pierwszej wersji korzystał on ze standardowego SNS Pilot Sport. Oznacza to, że belki, którymi but mocuje się do wiązania, zostały cofnięte w porównaniu do wcześniejszego rozwiązania. Buty nie przestaną być jednak kompatybilne ze starszymi wiązaniami, takimi jak SNS Pilot SK Premio, SNS Pilot Sport SK/CL oraz SNS Propulse Premio CL. Warto zauważyć, że wersja skate będzie mogła korzystać z zupełnie nowego wiązania do stylu łyżwowego SNS Pilot RS Carbon, które wymaga podeszwy Pilot 3.
Nowe wiązanie RS Carbon waży jedynie 254 gramy i jest wyposażone między innymi w zabezpieczenie zapobiegające samoistnemu otwarciu zapięcia.
Skoro już mowa o najwyższym modelu wiązania, to nie sposób nie wspomnieć o butach Premio 10. To produkt flagowy fińskiego producenta, stąd nie dziwi zastosowanie najlepszego materiału. But posiada całkowicie karbonową cholewkę i podeszwę oraz specjalną piankę 3D, pozwalającą na możliwie najdokładniejsze dopasowanie buta do stopy. System podeszwy to oczywiście Pilot 3, który w przypadku tego modelu znajdował się już w jego starszej wersji. Premio 10 są dostępne w konfiguracji do stylu dowolnego (kompatybilne wiązania: Pilot SK Premio, Pilot RS Carbon), klasycznego (Propulse CL Premio, Pilot Sport CL) oraz skiathlonu (Pilot SK Premio, Propulse CL Premio, Pilot RS Carbon).
Godny uwagi jest również nieco niższy model butów, a mianowicie Tigara. W tym przypadku mamy do czynienia ze standardową podeszwą Pilot Sport. Praktycznie oznacza to, że przednia belka mocująca jest umieszczona na wysokości naszych palców. Co ciekawe, takie rozwiązanie jest stosowane we wszystkich butach z systemem NNN. Poza tym, cena butów Tigara jest znacznie bardziej przystępna, niż w przypadku modeli Premio. Wszystkie biegające panie powinny być natomiast zainteresowane damską wersją, która ma nieco inną, łagodną kolorystykę. Dostępne są egzemplarze do stylu dowolnego (wiązania Pilot SK Premio, Pilot Sport SK, Pilot Universal), klasycznego (Pilot Sport CL, Profil CL) oraz skiathlonu.
Zastanawiając się, który model wybrać, należy wziąć pod uwagę przede wszystkim nasze osobiste preferencje. Gdybym miał to zrobić teraz, najprawdopodobniej zdecydowałbym się na Premio 9 lub Tigarę. Jedyną kwestią do rozstrzygnięcia byłaby właśnie podeszwa. Z jakiegoś powodu system SNS Pilot ewoluował do modelu z oznaczeniem 3, cofając belki mocujące. Według producenta, właśnie ta odmiana zapewnia najlepsze czucie nart i przekaz sił odbicia, co, obok wprowadzenia drugiej belki, ma stanowić przewagę nad systemem NNN. Trudno jednak mi wytłumaczyć, dlaczego przykładowo limitowana edycja niedorzecznie drogich butów Salomon Carbon Skate LAB korzysta mimo wszystko ze "zwyczajnego" Pilota Sport, podczas gdy niższy model już z Pilota 3. Ponadto, ścigający się na sprzęcie od One Way Sami Jauhojärvi, w sezonie 2012/2013 używał do stylu łyżwowego butów Premio 9, których poprzednia wersja posiadała podeszwę Pilot Sport, zamiast najwyższych Premio 10. Biorąc to pod uwagę, być może rzeczywiście umiejscowienie przedniej belki mocującej na samym czubie buta jest najbardziej wygodne i naturalne. Jeżeli kierować się tymi przesłankami, to pozostaje nam wybór modelu Tigara lub po prostu pierwszej wersji Premio 9. Natomiast ja powstrzymałbym się od jednoznacznej oceny, który system jest lepszy. Prawdopodobnie ta różnica nie będzie aż tak bardzo wyczuwalna dla zwykłego amatora. Podobnie jak masa, która jest większa w przypadku Premio 9 o 60g, przez zastosowanie solidniejszych materiałów. Poza tym, oba modele nie różnią się znacznie technologią zapewniającą wysoki komfort. Warto wziąć jednak pod uwagę fakt, że być może w przyszłości wiązania typu SNS Pilot RS Carbon zaczną być powszechnie stosowane, przez co buty z niekompatybilnym systemem podeszwy wyjdą z użytku.
Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od naszych nowych butów. Dla zawodowców ważna jest niska masa i jednocześnie wygoda, dlatego w tym przypadku najlepszym wyborem byłyby Premio 10. Ambitni amatorzy mogą natomiast zdecydować się na Premio 9, które zapewnią doskonałe czucie zbliżone do najwyższego modelu. Jeżeli zależy nam jedynie na dobrej jakości w rozsądnej cenie, Tigara w zupełności wystarczy. Tak więc zakup odpowiedniego modelu powinien zadowolić nawet najbardziej wymagających ludzi północy. A jeżeli już mowa o kupowaniu, to produkty One Way znajdziecie oczywiście w PR-Sport.
Wraz z sezonem 2014/2015 do sprzedaży wchodzą odświeżone modele butów narciarskich firmy One Way. Dotychczas znane nam Premio 9, Premio 10 oraz Tigara zmieniły nieco design oraz technologię. Na pierwszy rzut oka te zmiany mogą wydawać się kosmetyczne, w rzeczywistości jednak różnica może okazać się bardziej widoczna w porównaniu do poprzednich wersji. Mam na myśli przede wszystkim model Premio 9, w którym zastosowano nowe zapięcie system podeszwy SNS Pilot 3 Racing. W swojej pierwszej wersji korzystał on ze standardowego SNS Pilot Sport. Oznacza to, że belki, którymi but mocuje się do wiązania, zostały cofnięte w porównaniu do wcześniejszego rozwiązania. Buty nie przestaną być jednak kompatybilne ze starszymi wiązaniami, takimi jak SNS Pilot SK Premio, SNS Pilot Sport SK/CL oraz SNS Propulse Premio CL. Warto zauważyć, że wersja skate będzie mogła korzystać z zupełnie nowego wiązania do stylu łyżwowego SNS Pilot RS Carbon, które wymaga podeszwy Pilot 3.
| Buty One Way Premio 9 (po lewej wersja Skate, po prawej Classic). |
Nowe wiązanie RS Carbon waży jedynie 254 gramy i jest wyposażone między innymi w zabezpieczenie zapobiegające samoistnemu otwarciu zapięcia.
| Wiązanie One Way SNS Pilot RS Carbon |
| Buty One Way Premio 10 (po lewej wersja Skate, po prawej Classic). |
| Buty One Way Tigara Skate w wersji męskiej (z lewej) oraz damskiej (z prawej). |
| Buty One Way Tigara Classic w wersji męskiej (z lewej) oraz damskiej (z prawej). |
Wszystko zależy od tego, czego oczekujemy od naszych nowych butów. Dla zawodowców ważna jest niska masa i jednocześnie wygoda, dlatego w tym przypadku najlepszym wyborem byłyby Premio 10. Ambitni amatorzy mogą natomiast zdecydować się na Premio 9, które zapewnią doskonałe czucie zbliżone do najwyższego modelu. Jeżeli zależy nam jedynie na dobrej jakości w rozsądnej cenie, Tigara w zupełności wystarczy. Tak więc zakup odpowiedniego modelu powinien zadowolić nawet najbardziej wymagających ludzi północy. A jeżeli już mowa o kupowaniu, to produkty One Way znajdziecie oczywiście w PR-Sport.
Uzależniony od treningu
Dobrze jest wrócić po przerwie i znów coś napisać. Muszę się przyznać, że nigdy do końca nie wierzyłem w to, co kiedyś opublikował na swojej stronie One Way. Chodzi o motywujące zdanie, które mówi, że najtrudniejszą rzeczą w treningu jest to, aby zacząć. Później, przy regularnym wykonywaniu ćwiczeń, najtrudniej jest przestać to robić. Poniżej zresztą możecie zobaczyć to w oryginale. Dziś jednak przyznaję, że jest to stuprocentowa prawda, czego jestem przykładem.
Nie myślałem o tym wcześniej, kiedy miałem czas, miejsce i warunki do treningu. Zwykle przecież tak jest, że nie doceniamy tego, co mamy. Wszystko zyskuje na wartości dopiero wtedy, gdy rozmaite okoliczności zabierają nam jedną z tych rzeczy, albo nawet wszystkie naraz. Tak samo było ze mną, gdy niedawno musiałem zmierzyć się z trudem życia w wielkim mieście, o którym jak na ironię zawsze marzyłem. Do tego studia, które wbrew pozorom nie polegają na nieustannym posiadaniu wolnego czasu na przeróżne rzeczy. Jakoś nie mogę się w tym wszystkim odnaleźć. Może to kwestia przyzwyczajenia się do innych warunków. W końcu nie powinno być żadnych ograniczeń w treningu, lecz cały czas nie mogę sobie wyobrazić biegania wśród zatłoczonych ulic, zamiast pustych, rozległych łąk i lasów. Wcześniej trening równał się zazwyczaj z odkrywaniem coraz to nowszych i piękniejszych miejsc. W wielkim mieście nie widzę takiej możliwości.
![]() |
| Od razu przepraszam za jakość zdjęć, ale na bieganie nie wezmę ze sobą lustrzanki. |
A wewnętrzny głos wciąż wymaga treningu. Najwyraźniej przez długie SadurSummer zdążyłem się od tego uzależnić i jednocześnie przyzwyczaić do niezliczonych opcji miejsc. Wcale nie jest to zła sytuacja. Zmusiła mnie ona jednak do kilku przemyśleń, które mnie samego trochę przeraziły. Czasem może po prostu trzeba się przebudzić i zapytać, czy droga, którą wybrałem dla mojego dalszego życia, jest najlepszym wyjściem. I dlatego postanowiłem kilka rzeczy pozmieniać i mam nadzieję, że wyjdzie mi to na dobre...
![]() |
| Niby mamy jesień, ale podczas dzisiejszego biegu było bardzo ciepło. |
Natomiast jaki jest cel tego, co tutaj do Ciebie piszę, Drogi Czytelniku? Chciałbym, abyś zawsze potrafił się cieszyć każdą wolną chwilą przeznaczoną na trening oraz każdym pojedynczym widokiem, jakiego wtedy doświadczysz. Postaraj się szanować to, co masz, odwiedzaj swoje ulubione miejsca, bo kiedyś możesz za nimi tęsknić. A gdy tylko możesz, pobiegnij po prostu przed siebie, jak najdalej. Nie ograniczaj się, bo tak naprawdę tylko Ty możesz pokonać swoje własne limity. Spraw, aby każdy udany trening stał się najlepszym momentem dnia, a nie koniecznością. I korzystaj z tego wszystkiego, tak jak ja za każdym razem, gdy mogę wyrwać się na weekend do domu. Bo nigdy nie wiadomo, kiedy czegoś zabraknie...
Pulsometr dla amatora?
Zbliża się jesień, pogoda już coraz częściej o tym przypomina. Taki czas sprzyja przemyśleniom. Ostatnio przy okazji kolejnego szarego dnia przypomniałem sobie o napisie na moich nartach, który dumnie głosi: "Nordic sports is a spirit. It's about doing the things you want and looking the way you want", przywołując prawdziwą wolność płynącą z biegania. Hipokryzjo, imię twoje SadurSky- pomyślałem. Przecież na każdy trening zabieram ze sobą telefon z włączoną aplikacją, która ma liczyć pokonany dystans, czas, tempo itd. I żeby jeszcze robiła to skutecznie. Zwykle albo GPS straci zasięg, albo telefon się zawiesi. Wtedy radość z biegania zmienia się w irytację z powodu telefonu. Dlatego zacząłem myśleć o pulsometrze. Ale czy mimo wszystko warto sobie tym zaprzątać głowę? To zależy...
Najważniejsze jest to, do czego potrzebujemy pulsometru. Jeżeli startujesz w zawodach i podczas każdego treningu potrzebujesz danych, a szczególnie tętna, jest to zrozumiałe. Jednak gdy bieganie na nartach ma postać czysto rekreacyjną, a na zawodach pojawiasz się rzadko, to warto przemyśleć zakup jeszcze raz. Tym bardziej, że jest to wydatek rzędu 400 zł, jak w przypadku modelu RS300X firmy Polar, który ma wszystkie potrzebne funkcje.
Pytanie brzmi, po co zaprzątać sobie głowę ciągłym patrzeniem na zegarek i zastanawianiem się, czemu danego dnia przebiegłem ten sam dystans wolniej niż innego? Z drugiej jednak strony obserwowanie własnych postępów i zwiększanie wydolności, które pokaże nam internetowy profil na stronie producenta, jest zawsze czymś budującym. Zwłaszcza, gdy ktoś określił sobie cel do osiągnięcia, jak na przykład przebiegnięcie Jizerskiej 50. Wyjściem z sytuacji może być również zakup nadajnika Bluetooth, kompatybilnego z naszym telefonem i używaną aplikacją, który po umieszczeniu na klatce piersiowej będzie przesyłał dane o tętnie do aplikacji. W tym przypadku wydatek jest mniejszy, bo około 200 zł. Trzeba jednak uważać, aby nie wpaść w studnię bez dna, proponowaną na przykład przez Endomondo. Ma ona świetne funkcje, z planem treningowym włącznie, pod warunkiem używania wersji Premium, co zaś wiąże się z comiesięczną opłatą. Poza tym, dzisiejsze telefony mają co najwyżej dwuletni okres przydatności do użytku. Przy takim zestawieniu, inwestycja w droższy pulsometr wydaje się rozsądniejsza.
Kolejna rzecz to wygoda. Z telefonem jest ten problem, że nie zawsze łatwo go ze sobą zabrać. Zwykle ciąży nam w kieszeni, uwiera i przeszkadza. A przecież nie ma nic bardziej irytującego w trakcie treningu. Wiem, że są na rynku przeróżne akcesoria, jak na przykład pokrowce pozwalające umieścić telefon w opasce na ramieniu. Ostatnio zrobiło się to modne, zwłaszcza wśród ludzi, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę ze sportem w postaci wieczornego joggingu i uwielbiają się tym chwalić wszystkim swoim znajomym na facebooku. Jeżeli zaś chodzi o mnie, to telefon chowam do kieszeni w swoim termo- bidonie na pasku na biodrach. A to dlatego, że wszystko, co zakłada się na rękę, bardzo mi przeszkadza, tak jakoś mam. Nie lubię nosić nawet zegarków, stąd również do pulsometru musiałbym się długo przyzwyczajać. Wiadomo, że nie zawsze zabiera się ze sobą termo- bidon, dlatego wtedy jestem zmuszony biec bez żadnej wiedzy o swoim treningu. I muszę się przyznać, że mi z tym dobrze. Nie słucham przynajmniej denerwującego głosu Endomondo. Wiem, że można go wyłączyć, ale wtedy jakaś instynktowna psychoza każe mi się zastanawiać, czy już przebiegłem te kilometry, czy jeszcze nie.
I gdybym miał teraz zdecydować, czy kupować pulsometr, dałbym sobie z tym spokój. Oczywiście ma on funkcje, bez których wiele treningów nie może się obejść, jak na przykład interwały i fartlek. Osobiście wolę jednak tę samą kwotę wydać na jakieś ładne ubranie od One Way. Tym bardziej, że do sprzedaży weszła oczekiwana kolekcja Endless Winter. A do liczenia kilometrów, pozostanę przy pełnym wad Endomondo Pro (nigdy w życiu nie zakupując Premium), z tym że postaram się nie wpadać w złość za każdym razem, gdy GPS odmówi współpracy. Bo na nartach najważniejsza jest niczym niezmącona radość ze świetnych warunków. I takich właśnie wszystkim życzę w nadchodzącym sezonie.
Najważniejsze jest to, do czego potrzebujemy pulsometru. Jeżeli startujesz w zawodach i podczas każdego treningu potrzebujesz danych, a szczególnie tętna, jest to zrozumiałe. Jednak gdy bieganie na nartach ma postać czysto rekreacyjną, a na zawodach pojawiasz się rzadko, to warto przemyśleć zakup jeszcze raz. Tym bardziej, że jest to wydatek rzędu 400 zł, jak w przypadku modelu RS300X firmy Polar, który ma wszystkie potrzebne funkcje.
![]() |
| Polar RS300X. |
![]() |
| Nadajnik Bluetooth firmy Polar. |
I gdybym miał teraz zdecydować, czy kupować pulsometr, dałbym sobie z tym spokój. Oczywiście ma on funkcje, bez których wiele treningów nie może się obejść, jak na przykład interwały i fartlek. Osobiście wolę jednak tę samą kwotę wydać na jakieś ładne ubranie od One Way. Tym bardziej, że do sprzedaży weszła oczekiwana kolekcja Endless Winter. A do liczenia kilometrów, pozostanę przy pełnym wad Endomondo Pro (nigdy w życiu nie zakupując Premium), z tym że postaram się nie wpadać w złość za każdym razem, gdy GPS odmówi współpracy. Bo na nartach najważniejsza jest niczym niezmącona radość ze świetnych warunków. I takich właśnie wszystkim życzę w nadchodzącym sezonie.
Jamrozowa Polana
Odwiedzenie Jamrozowej Polany było tylko kwestią czasu. Po tym, jak obiecałem to sobie rok temu oraz ponownie w jednym z poprzednich postów, pozostało tylko zabrać niezawodny zespół na trasy nartorolkowe w Dusznikach- Zdroju. A skoro pogoda i towarzystwo dopisało, połowa sukcesu została osiągnięta już przed wyjazdem. Aby dotrzeć na miejsce, potrzeba nam było dwóch godzin jazdy samochodem.
Do jazdy na nartorolkach są dostępne dwie pętle. Początek obu jest taki sam. Po opuszczeniu stadionu kierujemy się przez most do lasu. Wspomniany most jest miejscem, na którym każdy przekonuje się, że ma do czynienia z prawdziwymi trasami wyczynowymi. Stromy zjazd z jego szczytu przyprawia o mocne wrażenia. Żeby zobrazować jego nachylenie (którego nie odzwierciedlają zdjęcia) powiem, że zjazd z Samolotu w Jakuszycach to płaska przejażdżka.
Na miejscu przywitał nas znajomy dźwięk strzałów z KBKSów biathlonistów, którzy akurat mieli trening. Podobno jeszcze przed naszym przyjazdem było tak wielu zawodników, że brakowało stanowisk na strzelnicy. A jest ich przecież 30, tyle ile w każdym ośrodku biathlonowym, znanym wszystkim choćby z zawodów Pucharu Świata. Imponująca frekwencja. Przed wyruszeniem na trasy jeszcze obowiązkowa wizyta w PR-SPORT u jego miłej obsługi. Będąc tam, nie można się powstrzymać od kupienia czegoś. Tym razem padło na bidon termiczny od One Way.
Znacie już więc pierwszy powód, dla którego warto odwiedzić Duszniki- Zdrój. Przejdźmy dalej. Tuż przed rozpoczęciem naszego treningu, wszyscy biathloniści opuścili Jamrozową Polanę, zapewne na przerwę obiadową. Tym samym mieliśmy wszystkie trasy tylko i wyłącznie dla siebie. Lepszego początku nie można było sobie wyobrazić.
| Widok na stadion. |
| Zjazd z mostu, widoczny z jego podnóża. |
W dalszej części trasa prowadzi pod górę do rozwidlenia. Wybierając kierunek w prawo, udamy się na pętlę długości 1,4 km. W lewo prowadzi 2,5- kilometrowa trasa i to właśnie ją zobaczymy na kolejnych zdjęciach.
![]() |
| Widok na rozwidlenie tras. |
Warto przy okazji nadmienić, że jest wiele takich miejsc, z których można przejść na trasy nieasfaltowe. W zimie są one oczywiście przygotowywane dla narciarzy. Wracamy jednak na naszą dużą pętlę. Czeka tam na nas kilka stromych zjazdów i jeszcze bardziej wymagających podbiegów. Po raz kolejny mam wrażenie, że zdjęcia tego nie przekażą.
| Po zjeździe od razu pod górę. |
| I jeszcze bardziej pod górę. Nachylenie tego podbiegu przypomina trochę drogę na Przełęcz Karkonoską. |
| Oto najtrudniejszy zjazd na całej trasie. Oprócz stromizny, trzeba również radzić sobie z zakrętami. |
| Będąc tak rozpędzonym, dojeżdża się do ostatniego wzniesienia tej pętli. Teraz pozostaje już tylko łagodniejszy zjazd w kierunku stadionu. |
Dwie pętle schodzą się ponownie niedaleko przed stadionem.
| Widok ze skrzyżowania pętli na część krótszej trasy. |
Po pokonaniu ostatniego zjazdu na trasie, już znacznie łatwiejszego, docieramy ponownie na stadion. Mijamy 30 stanowisk strzeleckich, na których pozostały jeszcze łuski z nabojów po treningu biathlonistów. Szybki rzut oka na tarcze, napis "centrum polskiego biathlonu", trybuny, stanowiska dla trenerów i można poczuć się jak Martin Fourcade podczas biegu sprinterskiego. Jednak "nam strzelać nie kazano", więc ruszamy od razu na kolejną pętlę. No, może czasem zrobimy jedną, czy dwie karne rundy dla zabawy. I tak mijają dwie godziny treningu, podczas których coraz bardziej przekonujemy się, że wypisane na strzelnicy określenie Jamrozowej Polany nie jest przypadkowe. Trasy są wymagające technicznie i kondycyjnie, czyli takie, jakie powinny być, aby spełniać swoją nadrzędną rolę. Jest nią oczywiście stanowienie miejsca kształcenia biathlonistów i narciarzy biegowych. Po zakończeniu naszego treningu, grupy zawodników wróciły po przerwie obiadowej. Można było zaobserwować wśród nich zarówno młodzież, jak i dzieci, uczące się dopiero jazdy na nartorolkach. Ten system stwarza szansę na więcej takich wyników, jak ostatni srebrny medal Mateusza Janika w biegu sprinterskim juniorów na Mistrzostwach Świata w biathlonie na nartorolkach w Tymeniu. Oczywiście nie samo miejsce decyduje o późniejszych sukcesach, ale jest ważną ich częścią. W dodatku zawody i imprezy organizowane przez Jamrozową Polanę wciąż przypominają, że nartorolki i narty biegowe mogą być świetną zabawą dla każdego.
Wizyta w Dusznikach- Zdroju potrafi czegoś nauczyć. Przede wszystkim respektu do nartorolek. "Sport to zdrowie", ale jeżeli ktoś wybierze się na długą pętlę mając je pierwszy raz na nogach, nie mogę zrobić nic innego, jak życzyć szczęścia. Sam na tym treningu zweryfikowałem swoje umiejętności i nie zawsze czułem się pewnie. Dlatego odwiedzenie Jamrozowej Polany polecam każdemu ambitnemu amatorowi, który ma zamiar się sprawdzić. Po drugie, można na własne oczy zobaczyć, że istnieją w Polsce miejsca przeczące idei trzech słów: "nie da się". Trasy są czyszczone i zadbane, podobnie jak strzelnica. Człowiek Północy czuje się tam jak w domu, a to bardzo mocny argument. Mam nadzieję, że będzie tak przez cały czas, zaś kolejną wizytę zapowiadam w zimie.
| Trybuny wkrótce zapełnią się kibicami podczas Mistrzostw Polski w biathlonie na nartorolkach. |
Wizyta w Dusznikach- Zdroju potrafi czegoś nauczyć. Przede wszystkim respektu do nartorolek. "Sport to zdrowie", ale jeżeli ktoś wybierze się na długą pętlę mając je pierwszy raz na nogach, nie mogę zrobić nic innego, jak życzyć szczęścia. Sam na tym treningu zweryfikowałem swoje umiejętności i nie zawsze czułem się pewnie. Dlatego odwiedzenie Jamrozowej Polany polecam każdemu ambitnemu amatorowi, który ma zamiar się sprawdzić. Po drugie, można na własne oczy zobaczyć, że istnieją w Polsce miejsca przeczące idei trzech słów: "nie da się". Trasy są czyszczone i zadbane, podobnie jak strzelnica. Człowiek Północy czuje się tam jak w domu, a to bardzo mocny argument. Mam nadzieję, że będzie tak przez cały czas, zaś kolejną wizytę zapowiadam w zimie.
Odważny krok One Way
W poprzednim poście przy okazji planu treningowego wspomniałem o aktywnościach, które mogą nam pomóc w przygotowaniu do zimy. Wśród nich znalazło się kolarstwo górskie i szosowe. Idąc tym tropem firma One Way postanowiła stać się jeszcze bardziej przyjazna narciarzom biegowym w trzymaniu formy. Na targach ISPO w Monachium zaprezentowała swoje projekty rowerów szosowych i MTB, a niedawno wprowadziła je do sprzedaży. Przyjrzyjmy się zatem, jak bardzo odważny krok wykonali Finowie, wchodząc na nowy dla siebie rynek.
One Way słynie z innowacji i designu najwyższej klasy. A jak prezentują się najnowsze produkty tego producenta z nieco innego działu niż ten, do którego przywykliśmy? Zacznijmy więc od rowerów MTB. Obecnie w sprzedaży znajdują się dwa modele, oznaczone podobnie jak narty i kije, czyli Premio 9 HD i 10 HD. One Way uwielbia karbon, stąd też ramy obu rowerów nie mogły być z innego materiału. Niższy z definicji model Premio 9 oferuje już całkiem przyzwoity osprzęt, bo jest to pełna grupa Shimano XT. Ponadto amortyzator Rock Shox oczywiście z blokadą skoku przy kierownicy. Koła są produkcji firmy Mavic, zaś siodełko Selle Italia. Stery i sztyca to robota FSA. Znając te firmy i ich reputację na rynku od razu można rozpoznać, że jest to produkt z wysokiej półki. Jak na takowy przystało, odpowiednia jest również cena. Obecnie za rower One Way Premio 9 HD należy zapłacić 1790 EUR. Szczegółową specyfikację techniczną znajdziecie na E- Nordicworld.com.
One Way słynie z innowacji i designu najwyższej klasy. A jak prezentują się najnowsze produkty tego producenta z nieco innego działu niż ten, do którego przywykliśmy? Zacznijmy więc od rowerów MTB. Obecnie w sprzedaży znajdują się dwa modele, oznaczone podobnie jak narty i kije, czyli Premio 9 HD i 10 HD. One Way uwielbia karbon, stąd też ramy obu rowerów nie mogły być z innego materiału. Niższy z definicji model Premio 9 oferuje już całkiem przyzwoity osprzęt, bo jest to pełna grupa Shimano XT. Ponadto amortyzator Rock Shox oczywiście z blokadą skoku przy kierownicy. Koła są produkcji firmy Mavic, zaś siodełko Selle Italia. Stery i sztyca to robota FSA. Znając te firmy i ich reputację na rynku od razu można rozpoznać, że jest to produkt z wysokiej półki. Jak na takowy przystało, odpowiednia jest również cena. Obecnie za rower One Way Premio 9 HD należy zapłacić 1790 EUR. Szczegółową specyfikację techniczną znajdziecie na E- Nordicworld.com.
Czas na wyższy model, czyli Premio 10 HD. Jest on dostępny w dwóch wersjach: z osprzętem Shimano XT oraz XTR. Cena może wynieść 2490 EUR lub 3490 EUR odpowiednio dla pierwszej i drugiej wersji. Droższy egzemplarz posiada lepsze siodełko- Selle Italia SLR XP oraz inne koła- od firmy BOR. Ten pierwszy natomiast oferuje siodełko X1 oraz koła Mavic. Rama nie różni się niczym. Więcej na temat One Way Premio 10 HD pod tymi linkami: wersja XT, wersja XTR.
A teraz przejdźmy do prawdziwej poezji, jakby to określił pan Adam Probosz z Eurosportu. Czas więc na rowery szosowe. One Way prezentuje tutaj jeden model Premio 10 HD z karbonową ramą, lecz znów w dwóch wersjach. Tańsza z nich oferuje grupę Shimano 105, siodełko Selle Italia X1, koła FFWD oraz stery i sztycę Cont Tech. Cena to 2290 EUR. Więcej na jej temat znajdziecie tu. Wersja droższa to osprzęt Shimano Ultegra, koła Mavic Cosmic, siodełko Selle Italia SLS XC, sztyca i stery FSA. Pełna specyfika roweru One Way Premio 10 HD road znajduje się tu.
Kto może być adresatem takich rowerów? Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Pokuszę się o stwierdzenie, że raczej rowery One Way będą wybierali narciarze biegowi i zarazem miłośnicy tej firmy. Przykładowo, gdybym miał za dużo pieniędzy, to zdecydowałbym się na zakup takiego Premio 9 HD z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że obecnie nie mam górskiego roweru, a po drugie ten model jest obiektywnie bardzo dobry pod kątem osprzętu. Poza tym, już całkiem subiektywnie, to owoc współpracy świetnej firmy OW z renomowanymi producentami na rynku rowerowym, więc nie mogło z tego wyjść nic innego, jak taki obiekt pożądania. Z modelem szosowym może już być inaczej. W podobnej cenie możemy znaleźć inne podobne rowery bardziej renomowanych firm. Szosa ma swoją tradycję, współtworzoną przez takie firmy jak Bianchi, czy Colnago. Więc jeżeli miałbyś wydać tyle samo pieniędzy na zupełnie nieznany w tej sferze rower producenta nart biegowych, to chyba lepszym wyborem byłoby pozostanie przy tradycyjnych rozwiązaniach. Z drugiej jednak strony, jeżeli niezbyt przejmujesz się całą otoczką wokół kolarstwa i patrzysz na rower szosowy tylko przez pryzmat przygotowania do sezonu na biegówkach, to ten model może być dla Ciebie.
Wprowadzając do sprzedaży rowery, firma One Way stała się jeszcze bardziej wszechstronna i pokazała, że nie ma rzeczy niemożliwych. Pozostaje tylko pytanie, jak będą sprzedawały się ich nowe "narzędzia treningowe". Czas pokaże, czy było to dobre posunięcie.
P.S: This post is now available in English! Just click here.
Wygięte kije- innowacja czy tylko marketing?
Wracam po przerwie z czymś dla takich jak ja "sprzętowych spalaczy". Kilka dni temu na specjalnej konferencji prasowej Ole Einar Bjoerndalen poinformował, że od przyszłego sezonu będzie używał kijów firmy Exel. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nowe kije króla nie będą proste. OEB postanowił zaufać innowacyjnej technologii wygięcia kijów biegowych w taki sposób, jak można to zaobserwować w narciarstwie alpejskim. Oczywiście pierwszym pytaniem, jakie się nasuwa, jest: "dlaczego to zrobił?". Spróbuję na nie odpowiedzieć.
Jako konserwatysta w sprawach narciarstwa biegowego, mam sceptyczne podejście do tej nowości. Podobno taki kształt kija powoduje większą efektywność odbicia (do 20% w porównaniu do tradycyjnego). Widoczne jest to zwłaszcza przy technice double- polingu, kiedy tradycyjny kij ulega działaniu ogromnej siły i wygina się. Nowy kij natomiast będzie całą siłę używaną przy odbiciu przekształcał w faktyczny ruch kija, nie zaś na jego wygięcie. Brzmi logicznie. Z drugiej strony są takie kije, jak na przykład One Way Premio HD, które charakteryzują się niebywałą sztywnością i strata energii związana z wygięciem jest znikoma. Poza tym kije z najwyższej półki cenowej są wykonane w całości z carbonu. Podobnie jest w przypadku firmy Exel. Jednak carbon lubi się łamać, co obserwujemy często na zawodach Pucharu Świata. W związku z tym, wygięte kije musiały zostać dodatkowo wzmocnione, aby nie pękły w miejscu zakręcenia przy mocniejszym odepchnięciu. Być może pociągnęło to za sobą minimalny wzrost wagi. Przykładowo "stare" kije Bjoerndalena Madshus Nano Carbon Race 100 UHM charakteryzowały się wskaźnikiem wagi 58 gramów na metr. Natomiast w przypadku Exel producent sprytnie nie podaje tej wartości, a dobrze byłoby to porównać. Przypuszczam jednak, że nie jest to znaczna różnica na korzyść tradycyjnych kijów.
Jak działa to efektywniejsze odbicie w praktyce? Dzięki lepszemu przekazywaniu energii, zawodnik jest w stanie szybciej osiągnąć prędkość maksymalną na nartach. Również mniejszy jest wysiłek związany z jej długim utrzymaniem. Sam Bjoerndalen twierdzi, że dzięki temu jest w stanie zaoszczędzić od 10 do 15 sekund w biegu na dystansie 10 km. Na efektywność odepchnięcia wygiętymi kijami wpływa również fakt, że wbijają się one dalej od linii butów biegacza, dzięki czemu odbicie trwa dłużej. Można to zaobserwować w poniższym filmie wraz z opisem reszty zalet.
Każda innowacja przyjmuje się bardzo trudno w środowisku, gdzie wszystko wydaje się być poukładane od lat. Tak samo jest w przypadku wygiętych kijów firmy Exel. Nie jest to znana marka wśród producentów kijów dla zawodowców. Ich produktów używa jedynie fiński talent biegów narciarskich- Iivo Niskanen. Być może nową technologią Exel zyska nową pozycję na rynku, a jeżeli nie tym, to na pewno faktem, że korzysta z niej sam Ole Einar Bjoerndalen. Natomiast król postąpił bardzo odważnie przecierając szlak, którym być może za kilka lat będzie podążać cała czołówka Pucharu Świata w biegach narciarskich i biathlonie. Polegając na jego doświadczeniu, można przewidywać, że tak właśnie będzie.
| Jeden z modeli kijów firmy Exel |
Jako konserwatysta w sprawach narciarstwa biegowego, mam sceptyczne podejście do tej nowości. Podobno taki kształt kija powoduje większą efektywność odbicia (do 20% w porównaniu do tradycyjnego). Widoczne jest to zwłaszcza przy technice double- polingu, kiedy tradycyjny kij ulega działaniu ogromnej siły i wygina się. Nowy kij natomiast będzie całą siłę używaną przy odbiciu przekształcał w faktyczny ruch kija, nie zaś na jego wygięcie. Brzmi logicznie. Z drugiej strony są takie kije, jak na przykład One Way Premio HD, które charakteryzują się niebywałą sztywnością i strata energii związana z wygięciem jest znikoma. Poza tym kije z najwyższej półki cenowej są wykonane w całości z carbonu. Podobnie jest w przypadku firmy Exel. Jednak carbon lubi się łamać, co obserwujemy często na zawodach Pucharu Świata. W związku z tym, wygięte kije musiały zostać dodatkowo wzmocnione, aby nie pękły w miejscu zakręcenia przy mocniejszym odepchnięciu. Być może pociągnęło to za sobą minimalny wzrost wagi. Przykładowo "stare" kije Bjoerndalena Madshus Nano Carbon Race 100 UHM charakteryzowały się wskaźnikiem wagi 58 gramów na metr. Natomiast w przypadku Exel producent sprytnie nie podaje tej wartości, a dobrze byłoby to porównać. Przypuszczam jednak, że nie jest to znaczna różnica na korzyść tradycyjnych kijów.
Jak działa to efektywniejsze odbicie w praktyce? Dzięki lepszemu przekazywaniu energii, zawodnik jest w stanie szybciej osiągnąć prędkość maksymalną na nartach. Również mniejszy jest wysiłek związany z jej długim utrzymaniem. Sam Bjoerndalen twierdzi, że dzięki temu jest w stanie zaoszczędzić od 10 do 15 sekund w biegu na dystansie 10 km. Na efektywność odepchnięcia wygiętymi kijami wpływa również fakt, że wbijają się one dalej od linii butów biegacza, dzięki czemu odbicie trwa dłużej. Można to zaobserwować w poniższym filmie wraz z opisem reszty zalet.
Każda innowacja przyjmuje się bardzo trudno w środowisku, gdzie wszystko wydaje się być poukładane od lat. Tak samo jest w przypadku wygiętych kijów firmy Exel. Nie jest to znana marka wśród producentów kijów dla zawodowców. Ich produktów używa jedynie fiński talent biegów narciarskich- Iivo Niskanen. Być może nową technologią Exel zyska nową pozycję na rynku, a jeżeli nie tym, to na pewno faktem, że korzysta z niej sam Ole Einar Bjoerndalen. Natomiast król postąpił bardzo odważnie przecierając szlak, którym być może za kilka lat będzie podążać cała czołówka Pucharu Świata w biegach narciarskich i biathlonie. Polegając na jego doświadczeniu, można przewidywać, że tak właśnie będzie.
Money makes the world go round
Nie od dziś wiadomo, że pieniądz rządzi światem, również tym sportowym. Przyjrzymy się więc dwóm przypadkom działania tego mechanizmu w narciarstwie biegowym na najwyższym poziomie. Chodzi o wszystko, co prowadzi do sukcesu i w ogóle pozwala na starty w Pucharze Świata.
Wiadomo, że do startów w zawodach potrzebny jest sztab trenerski, serwisowy oraz techniczny. Ponadto oczywiście sprzęt. Zwykle w kadrze A danego kraju jest to finansowane przez odpowiedni związek (organizację). Czyli przykładowo w Polsce, pieniądze na przygotowania i starty biathlonistów pochodzą od PZBiath, a dokładniej od jego sponsorów. Nietrudno się więc domyślić, że tych środków nie jest nieskończenie wiele, stąd nie każdy kraj może sobie pozwolić na szeroką kadrę trenującą na najwyższym poziomie. Po to każdy sportowiec musi spełnić dane kryterium (np. być powyżej konkretnego miejsca w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata), aby zapewnić sobie miejsce w reprezentacji. Jednak to nie wszystko. Po pierwsze, nie każdy zawodnik występujący w barwach danego kraju musi być w jego kadrze (trochę dziwne, prawda?). Tak było z Alexandrem Osem i Larsem Bergerem, którzy przed sezonem 2013/2014 trenowali poza kadrą. Po drugie, zawodnik może mieć swoich indywidualnych sponsorów i tu po raz kolejny posłużę się przykładem wyżej wymienionych Norwegów. Dzięki wsparciu, mogli przygotowywać się do startów bez ingerencji Norweskiego Związku Biathlonowego.
I tak oto przechodzimy do naszego pierwszego dzisiejszego bohatera. Jest nim Noah Hoffman. Sezon 2013/2014 zakończył na 31. pozycji w klasyfikacji dystansów w Pucharze Świata. Nie zmieścił się tym samym do tak zwanej Czerwonej Grupy, jaką jest najlepsza trzydziestka tej listy. Był to warunek na dostanie się do kadry A Stanów Zjednoczonych, czyli uzyskanie pełnego finansowania jego przygotowań i startów. W związku z tym musi liczyć na wsparcie własnych sponsorów. Całą sytuację opisał na swoim blogu w tym poście. I jak się okazało, nie na wszystko wystarczyło funduszy. A konkretniej na wysłanie technika od smarowania nart na szkolenie do Madshusa. Można powiedzieć, że to nic ważnego i nie trzeba się tym nawet przejmować. Prawda jest natomiast taka, że z każdym sezonem zmieniają się zarówno smary, jak i narty. Przy bieganiu na światowym poziomie, dobra znajomość struktury ślizgu każdego producenta jest na wagę złota i wymiernie wpływa na wyniki. A przecież narty, w zależności od marki, różnią się między sobą. Dość opowiadać, że od razu po sezonie odbywają się sesje testowe sprzętu z udziałem najlepszych przedstawicieli firmy. Przykładowo Madshus urządził testy w śnieżnym Beitostølen a One Way w Gålå. Dlatego szkolenie dla serwisanta to istotny element przygotowania do startów. Każdy może pomóc Hoffmanowi w osiągnięciu celu, przekazując dowolną sumę w podanym poniżej serwisie na podróż technika do Norwegii. Do końca akcji pozostał jeszcze miesiąc. Być może warto się dołożyć, bo, jak wiadomo, sukces ma wielu ojców i Ty możesz być jednym z nich.
Ale są też tacy, którzy z miejsca w kadrze narodowej rezygnują z własnej woli. Tak było z Petterem Northugiem. Norweg znany jest ze swojej charyzmy, więc i w tym przypadku zwrócił na siebie uwagę. W zeszłym roku wystąpił z reprezentacji. Był to czas przygotowań do Igrzysk Olimpijskich, dlatego wielu kibiców zaniepokoiła ta decyzja. Podobnie zaskoczony był Norweski Związek Narciarski, który zagroził nawet Northugowi wykluczeniem ze startu w Pucharze Świata i również na IO. Jakby tego było mało, Petter przeszedł pod skrzydła Red Bulla, co też nie spodobało się władzom. Odejście takiej gwiazdy wiązało się z potencjalnymi stratami oficjalnego sponsora reprezentacji i mogło zniechęcić inne firmy od wspierania związku. Dotychczas było dozwolone posiadanie własnych sponsorów, ale jako dodatek do wsparcia zespołu narodowego (jeżeli zawodnik się do niego kwalifikował), nie zaś jako jedyne źródło finansowania. Sam zainteresowany tłumaczył, że zmiana wynikała z potrzeby do zwiększenia motywacji, nie zaś zwiększenia zarobków. Jak był tego efekt? O tym przekonaliśmy się w minionym sezonie, który nie był udany dla Northuga. Przypuszczam, że faktycznie na koncie gwiazdy biegów narciarskich pojawiło się więcej NOK i to wcale nie przez wyniki. Całą sytuację opisuje najlepiej stwierdzenie Åge Skinstada: "Narciarstwo biegowe to dużo więcej, niż Petter Northug. Marit Bjoergen jest najpopularniejszą przedstawicielką tego sportu w kraju, a Therese Johaug jest tak samo znana, jak Petter. Żaden sportowiec jednak nie może być większy od całej kadry.". Pozostaje tylko pytanie, czy narciarstwo biegowe to dużo więcej, niż pieniądze, bo przy dwóch powyższych przykładach można odnieść wrażenie, że są one niekiedy najważniejsze.
Wiadomo, że do startów w zawodach potrzebny jest sztab trenerski, serwisowy oraz techniczny. Ponadto oczywiście sprzęt. Zwykle w kadrze A danego kraju jest to finansowane przez odpowiedni związek (organizację). Czyli przykładowo w Polsce, pieniądze na przygotowania i starty biathlonistów pochodzą od PZBiath, a dokładniej od jego sponsorów. Nietrudno się więc domyślić, że tych środków nie jest nieskończenie wiele, stąd nie każdy kraj może sobie pozwolić na szeroką kadrę trenującą na najwyższym poziomie. Po to każdy sportowiec musi spełnić dane kryterium (np. być powyżej konkretnego miejsca w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata), aby zapewnić sobie miejsce w reprezentacji. Jednak to nie wszystko. Po pierwsze, nie każdy zawodnik występujący w barwach danego kraju musi być w jego kadrze (trochę dziwne, prawda?). Tak było z Alexandrem Osem i Larsem Bergerem, którzy przed sezonem 2013/2014 trenowali poza kadrą. Po drugie, zawodnik może mieć swoich indywidualnych sponsorów i tu po raz kolejny posłużę się przykładem wyżej wymienionych Norwegów. Dzięki wsparciu, mogli przygotowywać się do startów bez ingerencji Norweskiego Związku Biathlonowego.
I tak oto przechodzimy do naszego pierwszego dzisiejszego bohatera. Jest nim Noah Hoffman. Sezon 2013/2014 zakończył na 31. pozycji w klasyfikacji dystansów w Pucharze Świata. Nie zmieścił się tym samym do tak zwanej Czerwonej Grupy, jaką jest najlepsza trzydziestka tej listy. Był to warunek na dostanie się do kadry A Stanów Zjednoczonych, czyli uzyskanie pełnego finansowania jego przygotowań i startów. W związku z tym musi liczyć na wsparcie własnych sponsorów. Całą sytuację opisał na swoim blogu w tym poście. I jak się okazało, nie na wszystko wystarczyło funduszy. A konkretniej na wysłanie technika od smarowania nart na szkolenie do Madshusa. Można powiedzieć, że to nic ważnego i nie trzeba się tym nawet przejmować. Prawda jest natomiast taka, że z każdym sezonem zmieniają się zarówno smary, jak i narty. Przy bieganiu na światowym poziomie, dobra znajomość struktury ślizgu każdego producenta jest na wagę złota i wymiernie wpływa na wyniki. A przecież narty, w zależności od marki, różnią się między sobą. Dość opowiadać, że od razu po sezonie odbywają się sesje testowe sprzętu z udziałem najlepszych przedstawicieli firmy. Przykładowo Madshus urządził testy w śnieżnym Beitostølen a One Way w Gålå. Dlatego szkolenie dla serwisanta to istotny element przygotowania do startów. Każdy może pomóc Hoffmanowi w osiągnięciu celu, przekazując dowolną sumę w podanym poniżej serwisie na podróż technika do Norwegii. Do końca akcji pozostał jeszcze miesiąc. Być może warto się dołożyć, bo, jak wiadomo, sukces ma wielu ojców i Ty możesz być jednym z nich.
Ale są też tacy, którzy z miejsca w kadrze narodowej rezygnują z własnej woli. Tak było z Petterem Northugiem. Norweg znany jest ze swojej charyzmy, więc i w tym przypadku zwrócił na siebie uwagę. W zeszłym roku wystąpił z reprezentacji. Był to czas przygotowań do Igrzysk Olimpijskich, dlatego wielu kibiców zaniepokoiła ta decyzja. Podobnie zaskoczony był Norweski Związek Narciarski, który zagroził nawet Northugowi wykluczeniem ze startu w Pucharze Świata i również na IO. Jakby tego było mało, Petter przeszedł pod skrzydła Red Bulla, co też nie spodobało się władzom. Odejście takiej gwiazdy wiązało się z potencjalnymi stratami oficjalnego sponsora reprezentacji i mogło zniechęcić inne firmy od wspierania związku. Dotychczas było dozwolone posiadanie własnych sponsorów, ale jako dodatek do wsparcia zespołu narodowego (jeżeli zawodnik się do niego kwalifikował), nie zaś jako jedyne źródło finansowania. Sam zainteresowany tłumaczył, że zmiana wynikała z potrzeby do zwiększenia motywacji, nie zaś zwiększenia zarobków. Jak był tego efekt? O tym przekonaliśmy się w minionym sezonie, który nie był udany dla Northuga. Przypuszczam, że faktycznie na koncie gwiazdy biegów narciarskich pojawiło się więcej NOK i to wcale nie przez wyniki. Całą sytuację opisuje najlepiej stwierdzenie Åge Skinstada: "Narciarstwo biegowe to dużo więcej, niż Petter Northug. Marit Bjoergen jest najpopularniejszą przedstawicielką tego sportu w kraju, a Therese Johaug jest tak samo znana, jak Petter. Żaden sportowiec jednak nie może być większy od całej kadry.". Pozostaje tylko pytanie, czy narciarstwo biegowe to dużo więcej, niż pieniądze, bo przy dwóch powyższych przykładach można odnieść wrażenie, że są one niekiedy najważniejsze.
![]() |
| Petter Northug. Foto: SkiStar |
Champions' Race w Moskwie 2014
W sobotę na stadionie olimpijskim w Moskwie odbyły się pokazowe zawody biathlonowe Champions' Race. Udział wzięły największe sławy tego sportu ze zwycięzcami Pucharu Świata w tym sezonie na czele, czyli Kaisą Makarainen i Martinem Fourcade. Na początku rozegrano biegi masowe, zaś później sztafetę mieszaną. Emocji było wiele. O numerach startowych decydowały eliminacje strzeleckie, polegające na czterokrotnym strzelaniu w naprzemiennych pozycjach. Kto najszybciej strącił 20 krążków, startował z numerem 1. Wśród kobiet najszybszą i najcelniejszą strzelczynią była Olga Vilukhina, zaś eliminacje mężczyzn wygrał Anton Shipulin.
Bieg masowy mężczyzn wygrał Jakov Fak. Słoweniec z Chorwacji wyprzedził o zaledwie sekundę Antona Shipulina i niewiele więcej Emila Hegle Svendsena. Wszystko rozstrzygnęło się na ostatniej rundzie biegowej, a konkretnie na trudnych zakrętach na stadionie, gdzie Fak zachował się bardzo przytomnie. Choćby z poprzedniego roku pamiętamy, jak decydujący był właśnie ten odcinek.
Pełne wyniki prezentują się tak:
1. Jakov Fak (Slovenia) — 16:32,2 (0)
2. Anton Shipulin (Russia) +1,1 (0)
3. Emil Hegle Svendsen (Norway) +1,3 (0)
4. Martin Fourcade (France) +16,5 (1)
5. Simon Schempp (Germany) + 18,4 (1)
6. Bjoern Ferry (Sweden) +21,5 (1)
7. Dominik Landertinger (Austria) +25,3 (2)
8. Simon Fourcade (France) +27,8 (3)
9. Evgeny Ustyugov (Russia) +30,7 (0)
10. Ondrej Moravec (Czech Republic) +51,8 (1)
W biegu masowym kobiet zwyciężyła Marie Dorin- Habert. Wyprzedziła o 3,8 sekundy Torę Berger i o 6,7 sekundy Daryę Domrachevą. Francuzka zawdzięcza swoją wygraną przede wszystkim dobremu strzelaniu, bo jako jedyna ze stawki była bezbłędna. Warto jednak zwrócić uwagę, że karna runda za niecelny strzał jest krótsza na tego typu imprezach, bo wynosi jedyne 50 m.
Pełne wyniki biegu pań:
1. Marie Dorin- Habert (France) — 18.04,5 (0)
2. Tora Berger (Norway) +3,8 (2)
3. Daria Domracheva (Belarus) +6,7 (2)
4. Kaisa Makarainen (Finland) +12,2 (1)
5. Olga Vilukhina (Russia) +17,7 (1)
6. Gabriela Soukalova (Czech Republic) +22,2 (2)
7. Olga Zaitseva (Russia) +23,3 (4)
8. Valj Semerenko (Ukraine) +38,7 (1)
9. Vita Semerenko (Ukraine) +56,6 (2)
10. Selina Gasparin (Switzerland) +1.39,9 (3)
Na podstawie wyników tego biegu ustalano składy sztafety mieszanych. Każda z pań mogła wybrać swojego partnera ze stawki 10 biathlonistów. Pierwszeństwo miały te zawodniczki, które przybiegły na metę pierwsze. Tak więc Marie Dorin- Habert wybierała na początku i oczywiście jej partnerem został rodak- Martin Fourcade. Tora Berger wybrała zwycięzcę biegu mężczyzn- Jakova Faka. Darya Domracheva stworzyła rosyjsko- białoruski duet z Antonem Shipulinem. Natomiast Kaisa Makarainen zdecydowała się wystartować z kończącym karierę Bjoernem Ferrym. Dalsze pary prezentowały się tak: Olga Vilukhina i Emil Hegle Svendsen, Gabriela Soukalova i Simon Schempp, Olga Zaitseva i Simon Fourcade, Valj Semerenko i Dominik Landertinger, Vita Semerenko i Evgeny Ustyugov oraz Selina Gasparin i Ondrej Moravec.
W przerwie między biegami była okazja na podziękowania rosyjskim sztafetom, które zdobyły złoty i srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w Sochi. W składzie srebrnej sztafety kobiet pobiegły: Iana Romanova, Olga Zaitseva, Ekatarina Shumilova i Olga Vilukhina. Natomiast złoto zdobyli: Dimitry Malyshko, Alexey Volkov, Anton Shipulin i Evgeny Ustyugov.
Dla Ustyugova była to szczególna chwila. Zawodami na moskiewskim stadionie zakończył swoją sportową karierę. Zaskakująca decyzja, bo wcześniej nic tego nie zapowiadało. Był to przecież wciąż młody zawodnik i na pewno mógłby biegać jeszcze do IO w Pyeong Chang.
Przejdźmy do rywalizacji sztafet. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety, pokonywali odcinek trasy dwukrotnie, z dwoma strzelaniami za każdym razem. Sytuacja zmieniała się niemal po każdej wizycie na strzelnicy. W końcu na przedostatniej zmianie świetnie pobiegła Marie Dorin- Habert, dając prowadzenie swojej parze. Tuż za nią skończyła Domracheva i stało się jasne, że o zwycięstwo powalczą tylko te dwa zespoły. Ostatnie strzelanie w pozycji stojącej bezbłędnie wykonał Anton Shipulin i biegł po zwycięstwo. Jedno pudło Martina Fourcade nie pozwoliło na nawiązanie walki w biegu, tak jak miało to miejsce rok temu. Tym razem górą był rosyjsko- białoruski duet.
Pełne wyniki rywalizacji par:
1. Daria Domracheva (Belarus)/Anton Shipulin (Russia) — 38:15,9 (1)
2. Marie Dorin- Habert (France)/Martin Fourcade (France) +1,5 (3)
3. Gabriela Soukalova (Czech Republic)/Simon Schempp (Germany) +24,6 (3)
4. Olga Zaitseva (Russia)/Simon Fourcade (France) +28,5 (4)
5. Tora Berger (Norway)/Jakov Fak (Slovenia) +28,9 (7)
6. Kaisa Makarainen (Finland)/Bjoern Ferry (Sweden) +37,4 (2)
7. Olga Vilukhina (Russia)/Emil Hegle Svendsen (Norway) +1:11,0 (3)
8. Valj Semerenko (Ukraine)/Dominik Landertinger (Austria) +1:48,1 (3)
9. Vita Semerenko (Ukraine)/Evgeny Ustyugov (Russia) +2:32,3 (6)
10. Selina Gasparin (Switzerland)/Ondrej Moravec (Czech Republic) +3:59,3 (6)
Nie brakowało oczywiście upadków. Trasa była przygotowana na miarę śniegowych możliwości, ale i tak szybko się rozryła. Problemy spotkały Torę Berger oraz Martina Fourcade na tym samym podbiegu.
Jak może zauważyliście, Martin Fourcade ma taki niefrancuski strój. Bardziej przypomina ten, w którym ściga się Anastasyia Kuzmina. Można się zastanawiać, czy Adidas nie stał się czasem nowym sponsorem braci Fourcade (bo starszy był też tak ubrany). Przypomnę, za stroje dla francuskiej kadry przygotowuje One Way i to raczej w tej marce powinniśmy zobaczyć ich na starcie. Na twitterze @martinfkde pojawiła się informacja "dziękuję Adidas", ale co dokładnie to ze sobą niesie, nie wiadomo. Ciekawe, czy na zawodach rangi Pucharu Świata bracia Fourcade będą mogli używać strojów innych, niż reszta kadry. Raczej nie powinno to nastąpić, ale nic nie jest wykluczone. Mimo to, znacznie lepiej wygląda, gdy wszyscy zawodnicy jednego kraju mają takie same ubrania, bo łatwiej ich zidentyfikować na trasie.
Bieg masowy mężczyzn wygrał Jakov Fak. Słoweniec z Chorwacji wyprzedził o zaledwie sekundę Antona Shipulina i niewiele więcej Emila Hegle Svendsena. Wszystko rozstrzygnęło się na ostatniej rundzie biegowej, a konkretnie na trudnych zakrętach na stadionie, gdzie Fak zachował się bardzo przytomnie. Choćby z poprzedniego roku pamiętamy, jak decydujący był właśnie ten odcinek.
Pełne wyniki prezentują się tak:
1. Jakov Fak (Slovenia) — 16:32,2 (0)
2. Anton Shipulin (Russia) +1,1 (0)
3. Emil Hegle Svendsen (Norway) +1,3 (0)
4. Martin Fourcade (France) +16,5 (1)
5. Simon Schempp (Germany) + 18,4 (1)
6. Bjoern Ferry (Sweden) +21,5 (1)
7. Dominik Landertinger (Austria) +25,3 (2)
8. Simon Fourcade (France) +27,8 (3)
9. Evgeny Ustyugov (Russia) +30,7 (0)
10. Ondrej Moravec (Czech Republic) +51,8 (1)
W biegu masowym kobiet zwyciężyła Marie Dorin- Habert. Wyprzedziła o 3,8 sekundy Torę Berger i o 6,7 sekundy Daryę Domrachevą. Francuzka zawdzięcza swoją wygraną przede wszystkim dobremu strzelaniu, bo jako jedyna ze stawki była bezbłędna. Warto jednak zwrócić uwagę, że karna runda za niecelny strzał jest krótsza na tego typu imprezach, bo wynosi jedyne 50 m.
Pełne wyniki biegu pań:
1. Marie Dorin- Habert (France) — 18.04,5 (0)
2. Tora Berger (Norway) +3,8 (2)
3. Daria Domracheva (Belarus) +6,7 (2)
4. Kaisa Makarainen (Finland) +12,2 (1)
5. Olga Vilukhina (Russia) +17,7 (1)
6. Gabriela Soukalova (Czech Republic) +22,2 (2)
7. Olga Zaitseva (Russia) +23,3 (4)
8. Valj Semerenko (Ukraine) +38,7 (1)
9. Vita Semerenko (Ukraine) +56,6 (2)
10. Selina Gasparin (Switzerland) +1.39,9 (3)
Na podstawie wyników tego biegu ustalano składy sztafety mieszanych. Każda z pań mogła wybrać swojego partnera ze stawki 10 biathlonistów. Pierwszeństwo miały te zawodniczki, które przybiegły na metę pierwsze. Tak więc Marie Dorin- Habert wybierała na początku i oczywiście jej partnerem został rodak- Martin Fourcade. Tora Berger wybrała zwycięzcę biegu mężczyzn- Jakova Faka. Darya Domracheva stworzyła rosyjsko- białoruski duet z Antonem Shipulinem. Natomiast Kaisa Makarainen zdecydowała się wystartować z kończącym karierę Bjoernem Ferrym. Dalsze pary prezentowały się tak: Olga Vilukhina i Emil Hegle Svendsen, Gabriela Soukalova i Simon Schempp, Olga Zaitseva i Simon Fourcade, Valj Semerenko i Dominik Landertinger, Vita Semerenko i Evgeny Ustyugov oraz Selina Gasparin i Ondrej Moravec.
W przerwie między biegami była okazja na podziękowania rosyjskim sztafetom, które zdobyły złoty i srebrny medal na Igrzyskach Olimpijskich w Sochi. W składzie srebrnej sztafety kobiet pobiegły: Iana Romanova, Olga Zaitseva, Ekatarina Shumilova i Olga Vilukhina. Natomiast złoto zdobyli: Dimitry Malyshko, Alexey Volkov, Anton Shipulin i Evgeny Ustyugov.
Dla Ustyugova była to szczególna chwila. Zawodami na moskiewskim stadionie zakończył swoją sportową karierę. Zaskakująca decyzja, bo wcześniej nic tego nie zapowiadało. Był to przecież wciąż młody zawodnik i na pewno mógłby biegać jeszcze do IO w Pyeong Chang.
| Evgeny Ustyugov podczas eliminacji. |
Przejdźmy do rywalizacji sztafet. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety, pokonywali odcinek trasy dwukrotnie, z dwoma strzelaniami za każdym razem. Sytuacja zmieniała się niemal po każdej wizycie na strzelnicy. W końcu na przedostatniej zmianie świetnie pobiegła Marie Dorin- Habert, dając prowadzenie swojej parze. Tuż za nią skończyła Domracheva i stało się jasne, że o zwycięstwo powalczą tylko te dwa zespoły. Ostatnie strzelanie w pozycji stojącej bezbłędnie wykonał Anton Shipulin i biegł po zwycięstwo. Jedno pudło Martina Fourcade nie pozwoliło na nawiązanie walki w biegu, tak jak miało to miejsce rok temu. Tym razem górą był rosyjsko- białoruski duet.
Pełne wyniki rywalizacji par:
1. Daria Domracheva (Belarus)/Anton Shipulin (Russia) — 38:15,9 (1)
2. Marie Dorin- Habert (France)/Martin Fourcade (France) +1,5 (3)
3. Gabriela Soukalova (Czech Republic)/Simon Schempp (Germany) +24,6 (3)
4. Olga Zaitseva (Russia)/Simon Fourcade (France) +28,5 (4)
5. Tora Berger (Norway)/Jakov Fak (Slovenia) +28,9 (7)
6. Kaisa Makarainen (Finland)/Bjoern Ferry (Sweden) +37,4 (2)
7. Olga Vilukhina (Russia)/Emil Hegle Svendsen (Norway) +1:11,0 (3)
8. Valj Semerenko (Ukraine)/Dominik Landertinger (Austria) +1:48,1 (3)
9. Vita Semerenko (Ukraine)/Evgeny Ustyugov (Russia) +2:32,3 (6)
10. Selina Gasparin (Switzerland)/Ondrej Moravec (Czech Republic) +3:59,3 (6)
Nie brakowało oczywiście upadków. Trasa była przygotowana na miarę śniegowych możliwości, ale i tak szybko się rozryła. Problemy spotkały Torę Berger oraz Martina Fourcade na tym samym podbiegu.
Jeżeli nie udało Wam się obejrzeć tej ciekawej imprezy na żywo, to nic straconego. W internetach pojawiły się już nagrania z transmisji, które umieściłem w poście. Dostępna jest również pełna relacja telewizyjna z Champions' Race. Na koniec jeszcze przypominam, że ostatnie zawody biathlonowe w tym sezonie odbędą się w przyszłym tygodniu w Tyumieniu.
Wiosenne bieganie
Zaraz po ostatnich biegach ze startu wspólnego w ramach biathlonowego Pucharu Świata w Oslo, stało się coś niemożliwego. W Jakuszycach zaczął intensywnie padać śnieg. A był to 23. dzień marca, czyli w kalendarzu wiosna. Zazwyczaj o tej porze panuje tam jeszcze zima, ale nie w tym sezonie. Śnieg zniknął bowiem z Polany przed Biegiem Piastów, co znacznie utrudniło jego rozegranie. Od tego czasu nie było nadziei na odmianę sytuacji. Tymczasem w zeszłą niedzielę sympatycy narciarstwa biegowego otrzymali od pogody miły prezent.
Po bardzo ciepłych dniach nikt chyba nie przypuszczał, że wiosna w Jakuszycach przywita nas śniegiem. Od niedzieli do wtorku spadło około 40 cm śniegu, co pozwoliło na przygotowanie tras. Mi natomiast pozwoliło na oczekiwane założenie po raz pierwszy nart Premio 9 Skate od One Way. Zapraszam zatem na zdjęciową relację w stylu Noah Hoffmana z ostatnich dni na śniegu w tym sezonie.
Pierwszego dnia (wtorek) pogoda była idealna. Zachodzące słońce ładnie oświetlało Polanę Jakuszycką, co koniecznie musiałem wykorzystać na zrobienie kilku zdjęć.
Jednak nie dla samych zdjęć odwiedziłem Jakuszyce, więc czym prędzej udałem się na trasy. Po opadach ratrak ubił część z nich, ale typowa dla tego miejsca wysoka wilgotność powietrza znacznie utrudniła zadanie. Przekonałem się o tym osobiście. Na początek wybrałem Górny Dukt, który był przygotowany w miarę możliwości.
Na trasie było miękko. Kije zapadały się w śniegu przez zbyt mały koszyczek. Narty natomiast radziły sobie bardzo dobrze, jak na te warunki. Pierwsze wrażenie, jakie na mnie wywarły, to niesamowita lekkość. Producent podaje, ze ich waga wynosi jedynie 1270 g dla długości 186 cm, co i tak nie jest najlepszym wynikiem w kategorii performance skate (Fischery RCR o długości 187 cm ważą 1190 g). Różnica pomiędzy Premio 9, a moimi dotychczasowymi Fischerami Skatecut jest zauważalna. Przede wszystkim nowe są krótsze (179 cm w porównaniu do wcześniejszych 182 cm), a co za tym idzie, lepiej się je kontroluje. Podczas pokonywania podbiegów bardzo pomaga dobre rozłożenie masy na nartach. Przód jest odciążony, co pozwala na dynamiczną i efektywną pracę w kroku asynchronicznym. Jak dobrze się przyjrzeć, od wiązań po czuby znajdują się specjalne wyżłobienia, które są za to odpowiedzialne. Osobiście czuję się na nich jak na nartorolkach i bardzo mnie to cieszy. Właśnie takiej pewności i swobody oczekiwałem. Porównanie z nartorolkami jest również adekwatne przy szybkości Premio 9. Na tępym, miękkim śniegu i niespecjalnie stromym zjeździe udało się osiągnąć taką prędkość, że trochę zacząłem się bać. A (nie chwaląc się) trudno mnie przestraszyć na zjazdach. Na koniec dodam jeszcze, że ich taliowanie to 44/43/45. Tak więc krótki, ale udany test nart napawa mnie optymizmem przed następnym sezonem. Mam nadzieję, że warunki będą już normalne i uda się wykorzystać w stu procentach właściwości OW Premio 9.
Jakuszyce odwiedziłem jeszcze w piątek. Temperatura w nocy nie spadła poniżej zera, dlatego wiedziałem, że będzie to ostatni dzień nadający się na narty. Było bardzo trudno, a do pracy zaciągnąłem swoje stare Fischery. Śnieg już nie stanowił dobrego podłoża. Zapadały się zarówno kije, jak i narty. Tylko w kilku miejscach można było choć trochę pobiegać.
Reszta była już w fazie rozkładu i nadawała się raczej do przechadzki, niż do biegania.
Pamiętam, że zazwyczaj ostatni pobyt na nartach w sezonie poświęcałem na szukanie zwiastunów wiosny w okolicy. W tym przypadku nie musiałem. Były wszędzie, gdzie tylko spojrzeć: płynące potoki, wystająca trawa itp.
Tak właśnie zakończyłem sezon 2013/2014. Był on bardzo trudny pod kątem pogody, która skutecznie pokrzyżowała plany zawodowców i amatorów. Oczywiście cieszę się z tych ostatnich dni na śniegu, bo takiego czegoś zupełnie się nie spodziewałem po tym, jak już odłożyłem narty na letnią przerwę. Aura potrafi zaskakiwać i na pewno przekonamy się o tym jeszcze nie raz. A tymczasem można udać się na krótki odpoczynek, a zaraz po tym na kolejne przygotowania do sezonu. Nie zabraknie treningów na nartorolkach i ciekawych wydarzeń. Czeka nas kilka fajnych imprez, zarówno dla amatorów, jak i zawodowców. W Czechach odbędzie się Silvini Skiroll Classics z finałowym wjazdem na Jested w Libercu. Planowany jest również nartorolkowy uphill z Dusznik Zdrój do Zieleńca. SadurSummer zapowiada się pracowicie...
P.S.: Był to post numer 100 na blogu.
Po bardzo ciepłych dniach nikt chyba nie przypuszczał, że wiosna w Jakuszycach przywita nas śniegiem. Od niedzieli do wtorku spadło około 40 cm śniegu, co pozwoliło na przygotowanie tras. Mi natomiast pozwoliło na oczekiwane założenie po raz pierwszy nart Premio 9 Skate od One Way. Zapraszam zatem na zdjęciową relację w stylu Noah Hoffmana z ostatnich dni na śniegu w tym sezonie.
Pierwszego dnia (wtorek) pogoda była idealna. Zachodzące słońce ładnie oświetlało Polanę Jakuszycką, co koniecznie musiałem wykorzystać na zrobienie kilku zdjęć.
![]() |
| One Way Premio 9 Skate gotowe do pierwszej jazdy... |
![]() |
| ... kije Diamond 930 również. |
![]() |
| Widok na pustą, słoneczną Polanę był niesamowity. |
Jednak nie dla samych zdjęć odwiedziłem Jakuszyce, więc czym prędzej udałem się na trasy. Po opadach ratrak ubił część z nich, ale typowa dla tego miejsca wysoka wilgotność powietrza znacznie utrudniła zadanie. Przekonałem się o tym osobiście. Na początek wybrałem Górny Dukt, który był przygotowany w miarę możliwości.
![]() |
| Widok na Kopalnię Stanisław. |
Jakuszyce odwiedziłem jeszcze w piątek. Temperatura w nocy nie spadła poniżej zera, dlatego wiedziałem, że będzie to ostatni dzień nadający się na narty. Było bardzo trudno, a do pracy zaciągnąłem swoje stare Fischery. Śnieg już nie stanowił dobrego podłoża. Zapadały się zarówno kije, jak i narty. Tylko w kilku miejscach można było choć trochę pobiegać.
![]() |
| Widok na Samolot |
Reszta była już w fazie rozkładu i nadawała się raczej do przechadzki, niż do biegania.
![]() |
| I już po bieganiu... |
P.S.: Był to post numer 100 na blogu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































