SadurSky blog

Od teraz na www.czlowiekpolnocy.blogspot.com!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruhpolding. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ruhpolding. Pokaż wszystkie posty

Io amo l'Italia

Po tragicznych warunkach śniegowych w Oberhofie oraz dość nieprzyjemnej i zmiennej pogodzie w Ruhpolding, włoska Anterselva przywitała biathlonistów w pięknym stylu. Temperatury poniżej zera oraz świecące słońce to coś, czego było trzeba zarówno kibicom na trybunach, jak również biathlonistom. Można by rzec, że wreszcie oglądaliśmy biathlon w prawdziwej zimowej odsłonie. W takich okolicznościach, na pięknych trasach w Tyrolu Południowym, przyszło się ścigać tego weekendu zawodnikom i zawodniczkom. Jak się jednak okazało, nie tylko biathlonem żyły tego weekendu Włochy.

Chyba nie trzeba ukrywać, że lubi się Anterselvę. To samo powie Król Biathlonu Ole Einar Bjoerndalen, który odnosił tam najwięcej ze swoich licznych zwycięstw. Podobnie powiedzą też ci, którzy po prostu dobrze czują się na dużych wysokościach. A wśród takich zawodników z pewnością możemy wskazać Evgenya Garanicheva, Simona Schemppa oraz Jakova Faka. Trzej panowie zakończyli zmagania w czwartek na podium, co w sumie było do przewidzenia. Schempp najwyraźniej w ostatnim czasie złapał bardzo wysoką formę, co potwierdzał już w Ruhpolding. Ponadto rok temu zwyciężył w Anterselvie, wówczas uzyskując taki sam czas jak faworyt gospodarzy- Lukas Hofer. Trudno więc było oczekiwać innego rozwiązania tego roku. Evgeny Garanichev też bywał we Włoszech na podium i to również na drugim miejscu w sezonie 2011/2012. Sezon później natomiast na "swoim" stopniu podium zameldował się Jakov Fak. Historia zatoczyła więc koło, zabierając ze sobą różnych znajomych zawodników. Osobiście natomiast bardzo cieszę się ze świetnej postawy Ole Einara Bjoerndalena, który w swoich indywidualnych startach tego weekendu chybił tylko raz na trzydzieści oddanych strzałów. Skuteczność imponująca nawet jak na Króla, co wystarczyło jednak tylko na 9. miejsce w sprincie i 4. na dochodzenie. Poziom był więc wysoki, o czym przekonali się również: Emil Hegle Svendsen i Martin Fourcade. Oboje zajęli pozycje w trzeciej dziesiątce. 

U pań, można by rzec, po staremu. Darya Domracheva zaliczy z pewnością weekend w Anterselvie do udanych. W piątek wygrała sprint z imponującą przewagą, zaś w sobotę w biegu pościgowym powiększyła ją do niemal półtorej minuty. Tak dużej różnicy czasowej pomiędzy pierwszą a drugą zawodniczką nie potrafię sobie przypomnieć, podobnie jak komentujący ten bieg panowie Krzysztof Wyrzykowski i Tomasz Jaroński, którzy też już wiele widzieli. Dzień później, podczas sztafety, swoich celów nie widziały natomiast zawodniczki. Tuż po rozpoczęciu drugiej zmiany zaczął wiać tak silny wiatr, że strzelanie stało się loterią. Gwałtowne podmuchy podrywały śnieg, co wyglądało tak, jak na poniższym screenie. 

Pogoda rozdała więc karty, zmieniając sytuację na trasie, jak w kalejdoskopie. Najwięcej szczęścia miały w tym wszystkim Niemki, które zwyciężyły z dorobkiem dwóch karnych rund, przed Czeszkami (0 karnych rund) i Ukrainą (3 karne rundy). Rekordzistkami w niecelnym strzelaniu były Koreanki z wynikiem aż 11 karnych rund. Nabiegały się, bidusie... Warto również wspomnieć, że nie po raz pierwszy pojawiły się problemy na strzelnicy podczas sztafety kobiet w Anterselvie. Rok temu ta sama konkurencja została przerwana i odwołana właśnie z powodu wiatru i braku widoczności. Najwyraźniej w tym miejscu zdarzenia lubią się powtarzać.

Nawet zsumowany dystans wszystkich Koreanek z niedzielnej sztafety nie może równać się z tym, co pokonali uczestnicy 42. edycji włoskiego maratonu Marcialonga. Przyznam, że wcześniej nie przywiązywałem większej wagi do biegów maratońskich (FIS Marathon Cup i Worldloppet), uznając je (jakże mylnie!) za zbyt długie, a przez to nudne do oglądania. Dziś chętnie przywaliłbym sobie samemu w twarz za takie podejście. A oto dlaczego. W niedzielę po raz pierwszy udało mi się obejrzeć całą transmisję Marcialongi. Dla tych, którym ta nazwa jest obca, śpieszę z wyjaśnieniem. To jeden z legendarnych maratonów zaliczanych do Worldloppet, obok Vasaloppet i Birkebeinerrennet, rozgrywany techniką klasyczną. Trasa ma zazwyczaj 70 km, ze startem w Moenie i metą w Cavalese. Przebiega przez najpiękniejsze miejsca Trydentu, zahaczając między innymi o znane z organizacji Tour de Ski i MŚ Val di Fiemme. W tym roku, z powodu gorszych warunków śniegowych, skrócono dystans do 57 km z Mazzin do Cavalese (link do mapy), co i tak stanowiło nie lada przeprawę dla licznie zgromadzonych zawodników. Wśród nich można było znaleźć kilka znajomych nazwisk, jak na przykład Øystein Pettersen, czy Katerina Smutna. A co, oprócz nazwisk, czyni Marcialongę godną zobaczenia? Odpowiedź jest prosta i brzmi: Trydent. Jak napisałem wcześniej, trasa wiedzie z jednej miejscowości do drugiej, przez co mamy do czynienia z obserwowaniem czegoś podobnego do etapu Tour de Ski z Cortiny d'Ampezzo do Toblach. Dostajemy więc piękne widoki, obserwowanie zawodników ze skutera śnieżnego i helikoptera oraz coś bardzo unikatowego- trasę w samym środku miasta. Podobnie jak w przypadku Vasaloppet, Marcialonga kończy się w mieście. Nie inaczej było w niedzielę, co oglądałem z przyjemnością. Do tego warto dodać, że większość stawki poruszała się na nartach bez smarowania "na trzymanie", przez co na całej długości trasy preferowaną techniką był dobrze nam już znany double poling. Przy tym, ostatni podbieg do położonego na wzgórzu Cavalese był wręcz morderczy. Od razu lepiej oglądało się walkę o zwycięstwo pomiędzy wspomnianym już Pettersenem, Andersem Auklandem oraz Tord Asle Gjerdalenem. Ten ostatni okazał się najmocniejszy i osiągnął swoje pierwsze zwycięstwo we włoskim maratonie. Drugi przybiegł Aukland, zaś trzecie miejsce zajął popularny "Pølsa". Wśród pań najlepsza była Katerina Smutna. Teraz już wiem, co można zrobić, gdy Puchar Świata przestaje już tak emocjonować. Wystarczy przerzucić się na maratony. Polecam, zaś do Trydentu muszę się kiedyś wybrać, choćby nawet na Marcialongę...

Wyzerowany licznik Svendsena

Super Svendsen wreszcie dopiął swego. Wyzerował złośliwy licznik, który wciąż naliczał kolejne dni bez bezbłędnego strzelania w indywidualnej konkurencji w ramach biathlonowego Pucharu Świata. Z wynikiem zera pudeł na strzelnicy wygrał dzisiejszy bieg pościgowy w Ruhpolding. Tym samym pokazał, że potrafi celnie strzelać, jak również znacznie zbliżył się do nieobecnego w Bawarii lidera klasyfikacji generalnej- Martina Fourcade. Francuz, przebywający obecnie na treningu wysokościowym w Anterselvie, powinien zacząć się bać tak dobrej dyspozycji EHS, zwłaszcza w kontekście zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Soczi. Przypomnijmy, że już za tydzień czekają nas ostatnie zawody PŚ przed wyjazdem do Rosji.

Emil Hegle Svendsen na mecie biegu pościgowego w Novym Mescie. Prawie rok minął wówczas od bezbłędnego strzelania.

Emil Hegle Svendsen, przed dzisiejszym biegiem, ostatni raz strzelał "na czysto" 1401 dni temu. Miało to miejsce w Kontiolahti, w sprincie. Zajął wówczas drugą lokatę. Od tego czasu wygrywał wiele zawodów PŚ, jak również zdobywał tytuły mistrza świata, jednak zawsze było to okupione choćby jedną karną rundą lub doliczoną minutą. Norweska prasa zaczęła w końcu liczyć dni, upływające od bezbłędnego strzelania Emila, których przybywało i przybywało... aż przekroczyły magiczną liczbę 1000. Stało się to niepokojące, nie tylko dla pana Krzysztofa Wyrzykowskiego z Eurosportu, lecz również dla samego Svendsena i całego sztabu szkoleniowego norweskiej kadry. Przyszedł wreszcie sezon olimpijski i kolejne biegi, w których niestety licznik nabijał coraz to wyższe liczby. Emil wygrał co prawda biegi w Oberhofie, ale cóż z tego, skoro każdej nocy śniły mu się te cyferki, zmieniające się na tablicy jego niechlubnego rekordu. To wszystko na stałe zagościło w jego głowie, jako przeciwnik groźniejszy od samego Martina Fourcade, czyli on sam i jego psychika.

Jak już dowiedzieliście się we wstępie, dziś się to zmieniło. Nie ma już licznika, nie ma dni, nocy, miesięcy i lat, w ciągu których Emil Hegle Svendsen pudłował na strzelnicy. Zobaczcie sami, jak do tego doszło.



Radość po ostatnim oddanym i, co najważniejsze, celnym strzale była wielka. Chyba nawet większa, niż po zdobyciu tytułu mistrza świata. I nie ma w tym nic dziwnego. EHS wygrał z własną blokadą, z czymś, co na pewno bardzo mu przeszkadzało i czego wszyscy mu wypominali. Na tym przykładzie doskonale widać, jak wiele w sporcie znaczy psychika człowieka. Zwłaszcza w biathlonie, gdzie każde strzelanie jest próbą nerwów, którą potrafi nawet oblać sam Ole Einar Bjoerndalen, jak miało to miejsce w biegu pościgowym w Oberhofie. Dlatego nikomu nie życzę jakiegokolwiek uprzedzenia, które mogłoby stać na drodze do sukcesu. A jeżeli już takie coś się pojawi, to zwalczenie problemu przynosi niebywałą satysfakcję. Zobaczcie ją sami w osobie Emila Hegle Svendsena.



Tak się zastanawiam, co teraz będą liczyć norwescy dziennikarze sportowi i trochę się boję. Otóż, od ostatniego pucharowego zwycięstwa Ole Einara Bjoerndalena minęło sporo czasu, a wielokrotnie było do tego bardzo blisko. Raz zabrakło szczęścia, raz jednego celnego strzału, a ostatnio nawet 0,4 sekundy. Nie ma łatwego życia nasz król i oby nie było to powodem do kolejnych odliczań, a co za tym idzie niepotrzebnej wewnętrznej blokady. Pozostaje chyba tylko zostawić wszelkie problemy obok i iść dalej, wierząc, że to tylko przesąd, jak śpiewa Coldplay: "It's only superstition".

Mój typ- zawody w Ruhpolding cz.2

Dziś, po biegu indywidualnym kobiet dowiedzieliśmy się kilku rzeczy. Między innymi tego, że typowanie Evi Sachenbacher- Stehle jako czarnego konia rywalizacji było błędem oraz, że straty czasowe poniesione w biegach długich będą dzielone na pół przed startem do zmagań pościgowych. Czas więc na określenie grona faworytów w rywalizacji mężczyzn.

Do Ruhpolding nie zdecydowali się przyjechać dwaj wspaniali zawodnicy: Ole Einar Bjoerndalen oraz lider klasyfikacji generalnej PŚ- Martin Fourcade. Ten weekend może być szansą na odrobienie strat punktowych dla zawodników będących blisko Francuza. W pierwszej kolejności dotyczy to Emila Hegle Svendsena, który zajmuje drugą lokatę w "generalce". Norweg nie ma jednak zdobycia kryształowej kuli za swój główny cel. Odpuścił już starty w Le Grand Bornand i najprawdopodobniej nie pojawi się również w Anterselvie. Wszystko po to, aby wypaść jak najlepiej w Soczi. Ponadto EHS nie zaliczył bezbłędnego strzelania w zawodach od ponad 1000 dni, więc bieg indywidualny nie może być jego ulubionym. Patrząc dalej, mamy dwóch kolejnych wikingów- nieobecnego OEB oraz strzelającego w kratkę Jasia Boe. Później koalicja Rosjan, a konkretniej Anton Shipulin oraz Evgeny Ustyugov, którzy ostatnio złapali dobrą formę. Ich kolega z kadry- Dimitry Malyshko jest na ósmym miejscu, zaś czołową dziesiątkę klasyfikacji generalnej uzupełniają: Simon Eder, Dominik Landertinger oraz Ondrej Moravec. Wśród tych wszystkich nazwisk będziemy szukać murowanego faworyta jutrzejszego biegu.

1. Murowany faworyt:

  • Simon Eder- Austriak był drugi w biegu otwarcia w Oestersund, a zapewniło mu to jego dobre strzelanie. Ma dużą szansę na odrobienie punktów, dzielących go od nieobecnych zawodników i jeżeli chce liczyć się w walce o podium na koniec sezonu, musi ją wykorzystać. Druga kwestia, która przemawia za wskazaniem go do roli faworyta to fakt, że Austriakom zawsze dobrze wychodzą biegi indywidualne. Widocznie dobrze rozkładają siły na strzelanie i bieg. Jeżeli tak będzie i tym razem, Eder może odnieść sukces.

2. Drugie skrzypce:

  • Rosjanie- w sztafecie było wyraźnie widać, że są już gotowi na bardzo dobre wyniki. Anton Shipulin lub Evgeny Ustyugov mogą zapewnić swojej nacji zwycięstwo, jednak muszą spisać się dobrze na strzelnicy. Stawka jest wyrównana i właściwie wszystko może się zdarzyć.
    Anton Shipulin zwyciężający w biegu pościgowym w Novym Mescie w 2011 roku.

3. Czarny koń rywalizacji:

  • Ukraińcy: Deryzemlya, Sednev, Semenov, Pryma- znani są z dobrego strzelania i słabego biegu. Przy jakimś zbiegu okoliczności i potknięciach rywali, któryś z nich może zakręcić się w okolicach podium. Tym bardziej, że historia biathlonu zna takie przypadki.
Bieg indywidualny mężczyzn odbędzie się jutro o 12:45. Do przebiegnięcia będzie 20 km z naprzemiennym strzelaniem. Każdy niecelny strzał będzie skutkował minutą doliczoną do czasu.

Mój typ- zawody w Ruhpolding cz.1

Jesteśmy już po biegach sztafetowych w Ruhpolding. Dużo się działo, szczególnie jeżeli weźmiemy pod uwagę spektakularne wpadki na strzelnicy podczas pierwszych zmian, zarówno w męskiej, jak i żeńskiej drużynie Norwegii. Tiril Eckhoff i Johannes Thingnes Boe zostali chyba pokonani przez stres. Oboje walczą o miejsce w kadrze na Igrzyskach Olimpijskich, więc tak nieudane występy mogą oddalić ich od tego celu. Mam nadzieję (a raczej jestem przekonany), że był to jedynie wypadek przy pracy i norweska młodzież będzie w najwyższej formie psychicznej i fizycznej w Soczi. Dziś zajmiemy się jednak rywalizacją indywidualną kobiet, która czeka nas już jutro. Kto ma największe szanse, a kto może wskoczyć na podium "znikąd"?

Bardzo ważny jest fakt, że zawody w Ruhpolding obejmują biegi indywidualne i pościgowe (rozgrywane na podstawie jutrzejszych wyników). Najistotniejszym elementem w rywalizacji będzie więc rozłożenie sił pomiędzy celnym strzelaniem i przyzwoitym biegiem. A stać na to niewiele zawodniczek...

1. Murowane faworytki:

  • Berger, Makarainen, Domracheva... Czegoś Wam to nie przypomina? Tak, powróciły zawodniczki dobrze nam znane jako "betoniarki", które były pewnymi kandydatkami do miejsc na podium w poprzednich sezonach. Ostatnie zawody w Oberhofie pokazały, że wszystkie trzy są już w dobrej formie, bo w końcu do Igrzysk coraz bliżej. Któraś z nich może się pokusić o sukces również w Ruhpolding. 
    Tora Berger wygrywa bieg pościgowy w Novym Mescie w 2011 roku.

2. Drugie skrzypce:

  • Valj Semerenko i Gabriela Soukalova- obie mają najlepszy sezon w historii swoich startów. Czeszka jest obecnie liderką klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, zaś Ukrainka zajmuje drugą lokatę. Czy zdołają odeprzeć atak "betoniarek"? To się jeszcze okaże. Na pewno są do tego zdolne. Większe szanse w biegu indywidualnym ma jednak Gabriela Soukalova. Dobrze strzela, co udowodniła wygrywając już tę konkurencję w Oestersund.

3. Czarny koń rywalizacji:

  • Evi Sachenbacher- Stehle- była biegaczka zaimponowała formą w sztafecie. Wyprowadziła niemiecką drużynę z dalekiego miejsca na pierwszą lokatę. Za ten występ chwalił ją sam Uwe Mussigang. Taki ktoś jest obecnie bardzo potrzebny Niemkom, które od początku sezonu ani razu nie stanęły na podium w rywalizacji indywidualnej. Czyni to jednocześnie najgorszym wynikiem tej nacji w historii startów w PŚ. Może czas, aby zmienić to na swojej ziemi? Evi będzie musiała się szczególnie przyłożyć do strzelania, z którym bywa u niej różnie.
Bieg indywidualny kobiet rozpocznie się jutro o 14:15. Zawodniczki pokonają dystans 15 km z czterokrotnym, naprzemiennym strzelaniem. Za każdy niecelny strzał będzie doliczona minuta do czasu.

Witamy w Ruhpolding

Biathlonowy Puchar Świata powrócił do nas na dobre po świąteczno- noworocznej przerwie. Już jutro odbędą się kolejne zawody. Tradycyjnie z Turyngii biathlonowa rodzina przeniosła się do bawarskiej miejscowości Ruhpolding. Zostaną tam rozegrane następujące konkurencje: sztafety, biegi indywidualne i biegi pościgowe. Pamiętacie może, jak bardzo dziwiłem się, że w programie zapisany jest bieg na dochodzenie, a nie ma sprintu i uznałem to za błąd w zapisie? Otóż, okazało się to być prawdą. Nie przypominam sobie takiej sytuacji, aby na podstawie wyników biegów indywidualnych, gdzie przecież są 4 strzelania i za każde pudło doliczamy minutę, zawodnicy startowali dzień później do "pursuitu". Różnice czasowe na pewno będą duże. Zawodnikom pudłującym na strzelnicy nie będzie łatwo odrobić poniesionych strat. Nie czas jednak na typowanie, kto ma jakie szanse. Dziś kilka słów na temat tras.

Stadion w Ruhpolding położony jest na wysokości 700 m.n.p.m, wśród pięknych widoków na Alpy. Zwykle, gdy zawody rozgrywane są w dzień, w okolicach strzelnicy i trybun panuje cień. Nie ma więc problemu z przestawieniem się z ostrego światła, co miało miejsce w Le Grand Bornand. Jeżeli chodzi o trasy, po których będą poruszali się w ten weekend biathloniści, to są one w takiej samej konfiguracji, jak miało to miejsce na Mistrzostwach Świata w 2012 roku. Stadion został wówczas specjalnie na tą okazję przebudowany dwa lata wcześniej oraz zmieniono kierunek przebiegania pętli biegowej na przeciwny do dotychczasowego. W poniższym filmie możecie dokładnie zobaczyć, jak prezentują się trasy po tych wszystkich zabiegach.



Trasy w Ruhpolding można określić jako trudne. To nie jest już to samo, co w Le Grand Bornand, czy Hochfilzen. Zdecydowanie można odnaleźć wymagające podbiegi, jak i techniczne zjazdy. Zresztą już w Oberhofie widać było, że żarty się skończyły i od tego momentu będzie znacznie trudniej, o czym boleśnie przekonała się choćby Andrea Henkel. Trzeba się więc mieć na baczności, bo nawet najlepszym biegaczom może przydarzyć się upadek, szczególnie na lodowym, sztucznym śniegu.

Jeżeli chodzi o ceny biletów, to w tej kwestii Ruhpolding nie jest szczególnie atrakcyjne. Na dni, kiedy będą rozgrywane pojedyncze konkurencje, czyli sztafety i biegi indywidualne, wstęp na trybuny kosztuje 35 EUR dla dorosłych, zaś 32 EUR dla dzieci. Natomiast pobyt w dzień dwóch biegów pościgowych będzie kosztował 48 EUR (dorośli) i 43 EUR (dzieci). Można zdecydować się na miejsce przy trasie. Cena takiego biletu wynosi odpowiednio 22 EUR dla dorosłych i 20 EUR dla dzieci na sztafety i zmagania indywidualne, zaś 29 EUR dla dorosłych i 26 EUR dla dzieci na biegi pościgowe. Jeżeli chodzi o bilety na cały długi weekend zawodów w Ruhpolding, to ich cena na trybunach wynosi 145 EUR (dorośli) i 130 EUR (dzieci), natomiast przy trasach 90 EUR i 80 EUR odpowiednio dla dorosłych i dzieci. Jest również opcja wykupienia biletu na miejsce przy trasie tylko na zawody rozgrywane od środy do piątku włącznie. Stanowi to wówczas wydatek 48 EUR przy bilecie normalnym i 44 EUR przy ulgowym. Takie ceny biletów stawiają obecnie Ruhpolding na pierwszym miejscu wśród najdroższych z dotychczas porównywanych przeze mnie zawodów.

Zmagania w Ruhpolding zapowiadają się ciekawie. Szczególnie intrygujące są niedzielne pościgi na podstawie wcześniejszych wyników biegów indywidualnych. Wkrótce ukaże się przegląd faworytów tej niecodziennej rywalizacji. Tymczasem nie zapomnijcie o jutrzejszej sztafecie kobiet, która startuje o 14:30.

P.S:
To jeszcze zerknijmy na warunki pogodowe w Ruhpolding. Wszystko wygląda znacznie lepiej, niż w Oberhofie.