SadurSky blog

Od teraz na www.czlowiekpolnocy.blogspot.com!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uphill. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą uphill. Pokaż wszystkie posty

Pierwszy taki uphill

Dzisiaj odbył się pierwszy uphill na nartorolkach z Dusznik Zdroju do Zieleńca. Trasa zawodów miała 12 km długości i 500 m przewyższenia. Zawodnicy biegli stylem dowolnym. Każdy mógł wystartować i zmierzyć się z dystansem. Na starcie stanęło 55 osób, w tym takie znane nazwiska, jak Weronika Nowakowska- Ziemniak, czy Krystyna Guzik (Pałka).

Niestety imprezie nie dopisała pogoda. Padający deszcz z pewnością nie umilił zawodnikom i tak już trudnego wyścigu. Jednak nie to było najważniejsze. Przecież słynny Lysebotn Opp również jest rozgrywany zazwyczaj w deszczu. Dla mnie od zawsze najbardziej liczy się to, w jaki sposób jest promowane narciarstwo biegowe. Jak widać na tym przykładzie, można to czynić z powodzeniem nawet w trakcie lata. Ponadto miło jest widzieć, gdy taki ośrodek, jakim jest Jamrozowa Polana, nie poprzestaje tylko na istnieniu jako takim. W Dusznikach najwidoczniej nie brakuje ludzi, którzy mają coraz więcej pomysłów na ciekawe imprezy. Można wspomnieć choćby niedawno rozegrane zawody w biathlonie na rowerach MTB, czy nadchodzące mistrzostwa Polski w biathlonie na nartorolkach, podczas których będzie również możliwość wystartowania w wyścigu dla amatorów. Każdy więc może znaleźć coś dla siebie, jeżeli lubi mierzyć swoje siły z innymi. Osobiście nie startuję w zawodach, ale jeżeli już miałbym to zrobić, to właśnie w jednej z tego typu imprez. Kto wie, może kiedyś przyjdzie taki czas... Natomiast już teraz obiecuję sobie, że wkrótce odwiedzę Jamrozową Polanę, aby chociaż przyjrzeć się bliżej tym trasom. Rok temu dało mi się jedynie obejrzeć stadion, bo tego dnia biegałem już na nartorolkach w Usti nad Orlici.
Jedyne moje zdjęcie z Jamrozowej Polany.

Mam nadzieję, że pierwszy uphill nie będzie ostatnim. Pierwsze opinie, które znalazłem w internetach, były bardzo przychylne. Z chęcią się do nich przyłączam, mimo 100- kilometrowej odległości dzielącej mnie od startu. Takie zawody mają potencjał i rację bytu. Skoro przybywa wyścigów kolarskich, czego efektem będą naśladowcy Rafała Majki i Michała Kwiatkowskiego, niech przybywa wyścigów na nartorolkach. To coś nowego i interesującego również dla ludzi, którzy dotychczas o czymś takim nie słyszeli, a Weronikę Nowakowską- Ziemniak kojarzyli jedynie z jej karabinem Zbyszkiem (który BTW został zamieniony na Leona). Dla formalności podam zwycięzców. W kategorii kobiet zwyciężyła wspomniana przed chwilą pani Weronika, zaś wśród mężczyzn triumfował Krzysztof Pływaczyk. Wracając do samej imprezy, powiem jeszcze tylko, że zawsze od czegoś trzeba zacząć. Dziś uphill w deszczu, za rok uphill z podwojoną albo i potrojoną liczbą uczestników. I tego właśnie życzę organizatorom tej imprezy. Bo o to w końcu chodzi, żeby nam Południe "spółnocniało".

Jizerka

Wróciłem z wypoczynku w pięknych Bieszczadach wprost do sportowego szaleństwa. Co prawda skończył się Tour de France, ale pod koniec zeszłego tygodnia już mogliśmy podziwiać biathlonistów i biegaczy narciarskich w akcji. Wcale się nie pomyliłem, bo przyszedł czas na coroczny Skifestivalen Blink w Sandnes. Całość rozpoczęła się tradycyjnie wbieganiem na szczyt, czyli Lysebotn Opp. Wśród kobiet wygrała Liz Stephen, a najlepszym w konkurencji mężczyzn okazał się być Maurice Manificat. W piętek i sobotę rozgrywano zawody pokazowe w mieście, takie jak biegi ze startu wspólnego biegaczy i biathlonistów oraz sprinty i super sprinty. Zapraszam do obejrzenia relacji na kanale Emila Hegle Svendsena tutaj. Tymczasem chciałbym pozostać przy tematyce wbiegania pod górę na nartorolkach, bo znalazłem kolejne dobre miejsce na tego typu trening lub zawody- czeską osadę o pięknej nazwie Jizerka.

Jizerka 860 m. n. p. m. to początek kilku szlaków turystycznych. Jednym z nich można dotrzeć do Jakuszyc.

Trasa wiedzie z Horni Polubny do Jizerki. Wspinaczkę najlepiej rozpocząć przy restauracji i kierować się na parking koło Chaty pod Bukovcem.

Początek podjazdu w Horni Polubny. Przepraszam za jakość zdjęcia z komórki, ale będąc na rowerze ciężko zabrać ze sobą aparat.

Tam można zakończyć trening lub kontynuować jeszcze przez kilometr z jedną trudnością w postaci stromego zjazdu.
Widok na zjazd do Jizerki.

Jeżeli chodzi o subiektywne odczucia, to przede wszystkim jest to dłuższy, lecz łagodniejszy podbieg niż w przypadku omawianej wcześniej Przełęczy Rędzińskiej. Muszę przyznać, że wczoraj po raz pierwszy pokonywałem tę trasę rowerem szosowym, więc nie mogę jednoznacznie stwierdzić, jak wygląda to z punktu widzenia nartorolek. Asfalt jest trochę chropowaty, co może dać się we znaki po kilku kilometrach. Na szczęście ostatni kilometr jest bardzo gładki. W dni weekendowe roi się tam jednak od turystów i trzeba na nich uważać. Natomiast pod kątem ruchu samochodowego, całe 6 kilometrów jest idealne. Samochody przejeżdżają tam rzadko, zaś do parkingu kursują specjalne autobusy, którymi można później wrócić do Polubny lub nawet do samego Harrachova.
Początek ostatniego kilometra trasy.

Wjazd na nartorolkach do Jizerki jest też trochę zdradliwy. Po płaskich odcinkach trafiają się takie o nachyleniu nawet około 10%, które na szczęście nie są długie. Na pewno warto spróbować swoich sił na tym terenie. Tym bardziej, że na końcu czekają piękne widoki.
Jizerka. Na końcu trasy znajdziemy między innymi kilka restauracji.

Różnica przewyższeń nie jest imponująca, zwłaszcza w porównaniu do Lysebotn Opp, gdzie na dystansie 7,5 km zawodnicy pokonują 640 m w pionie, co daje średnie nachylenie 8,5%. W przypadku Jizerki dobrym pomysłem byłoby zmierzenie się z tą trasą techniką double poling. Różnica poziomów wynosi bowiem 164 m. Najciekawszy jest fakt, że na ostatnim kilometrze zjazd prowadzi nas na wysokość 860 m, co w porównaniu do startu w Horni Polubny dałoby jedynie 40 m różnicy. Nie ma się więc co sugerować procentami nachylenia, bo w tym przypadku najważniejszy jest dystans.

Jedna z restauracji w Jizerce.

Asfalt w Jizerce z pewnością pozwoli na nartorolki.
Polecam wybrać się do Jizerki na trening. Można tam wjechać choćby na rowerze i podziwiać widoki. Osoby na rowerze górskim mają więcej możliwości, bo istnieją wytyczone trasy, którymi można zagłębić się w Góry Izerskie lub pojechać do Jakuszyc. Przypuszczam, że w Czechach jest jeszcze więcej takich miejsc, które nadają się na nartorolkowy uphill, więc postaram się ich poszukać. Tymczasem podaję najważniejsze dane trasy Horni Polubny - Jizerka:

  • Długość: 6 km
  • Różnica poziomów: 164 m
  • Poziom trudności: łatwy
  • Mapa na stronie Endomondo: link
P.S.: Przepraszam, że musiałem zmienić czcionkę na gorszą w odbiorze, ale dotychczasowa odmówiła nagle współpracy z polskimi znakami bez powodu...

Na nartorolkach przez Przełęcz Rędzińską

Pewnego razu, podczas dalszego wypadu na szosie, znalazłem idealne miejsce na uphill na nartorolkach. W życiu nie przypuszczałem, że przez mieszczącą się pomiędzy Ciechanowicami a Pisarzowicami Przełęcz Rędzińską prowadzi bardzo gładki i równy asfalt. W dodatku sam podjazd jest dość wymagający, a praktyczny brak ruchu samochodów czyni to miejsce pierwszym poważnym kandydatem do dobrego treningu na nartorolkach.

Zamiary najlepiej zamienić w czyn, więc już wczoraj wybrałem się tam pokonać Przełęcz Rędzińską. Najpierw jednak przypomniałem sobie o fotografowaniu pociągów, dzięki czemu powstały dwa poniższe ujęcia w Ciechanowicach.
Pociąg z Wrocławia do Jeleniej Góry opuścił stację w Ciechanowicach.

Szynobus wraca z Kralovca do Jeleniej Góry.
Wracamy jednak do nartorolek. Podjazd zaczyna się w Wieściszowicach. To mała wieś położona w Rudawach Janowickich, znana z Kolorowych Jeziorek. Na jej końcu natomiast zaczyna się idealny asfalt, wiodący aż do Rędzin, przez Przełęcz Rędzińską, która była celem mojego uphillu. Droga, przebiegająca w okolicy Rudawskiego Parku Krajobrazowego, jest naprawdę wymagająca. Wjeżdżając na rowerze można zdrowo się zmęczyć, a na nartorolkach jest to prawdziwa męka. Przekonałem się o tym już podczas pierwszego kilometra. Średnie nachylenie podjazdu wynosi 8%, w dodatku nie można liczyć na odpoczynek czy wypłaszczenie. Dopiero ostatnie 250 m jest nieco łagodniejsze.

Końcowa sekwencja zaczyna się zakrętem o 180 stopni i wiedzie przez widoczny na zdjęciu odcinek.

Jeszcze tylko 200 m i koniec wysiłku.
Ostatni stromy kawałek i trasa zaczyna się wypłaszczać.

Widok na ostatnie metry trasy, Przełęcz Rędzińska.

Motywacji nie dodaje mała liczba zakrętów, przez co wjeżdżając pod górę można zostać przytłoczonym perspektywą ciągłej wspinaczki. W dodatku na niektórych zakrętach leżą małe kamienie, które bardzo przeszkadzają w jeździe na nartorolkach. Na szczęście ruch samochodów jest znikomy i trudności można pokonać praktycznie środkiem drogi. Uphill kończy się przy krzyżu milenijnym na Przełęczy Rędzińskiej.
Taki niewielki krzyż milenijny zwiastuje koniec wspinaczki.
Na koniec dane trasy Uphill Rędziny:
  • Średnie nachylenie: 8%
  • Długość: 2 km
  • Różnica poziomów: 224 m
  • Poziom trudności: średni