SadurSky blog

Od teraz na www.czlowiekpolnocy.blogspot.com!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hoffman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hoffman. Pokaż wszystkie posty

Pewnych rzeczy się nie zmienia

Każdy gdzieś w głębi serca lubi rzeczy, które się nie zmieniają. Wybieramy Merce, bo nie zmienia się ich jakość i renoma, tak samo jak Johana Olssona niezmiennie dręczą choroby, pozwalając na zwyciężanie tylko na wielkich imprezach. Podobnie jest z niesłabnącą klasą takich zawodników, jak Anders Soedergren. Oznacza to po prostu pewność, a przecież czasem nam jej potrzeba. Zwłaszcza, gdy na przykład bierzemy udział w konkursie, wybierając 8 zawodniczek do drużyny, która podczas MŚ będzie dla nas zbierać punkty. Mogły one dać wygraną nawet w postaci nart Madshus Nanosonic Skate za pierwsze miejsce. Wszystko to zorganizował Noah Hoffman wraz ze swoimi sponsorami. Zwycięski team wyglądał tak: Marit Bjørgen, Maiken Caspersen Falla, Therese Johaug, Charlotte Kalla, Stina Nilsson, Kerttu Niskanen, Ingvild Flugstad Østberg i Heidi Weng. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy okazało się, że miałem prawie wszystkie te zawodniczki w swoim zespole. Zabrakło w nim jedynie Stiny Nilsson, którą, jak się okazało, niesłusznie zastąpiłem Justyną Kowalczyk. Tak więc jej nieudana "trzydziestka" była również moją, choć muszę też przyznać się do błędu. Zwiodło mnie sugerowanie się nazwiskiem, zamiast realnymi szansami na punkty.

Wróćmy jednak do sedna, czyli wspomnianego wcześniej Soedergrena. 37- letniego Szweda mogliśmy oglądać wczoraj podczas królewskiego dystansu 50 km stylem klasycznym, zamykającego Mistrzostwa Świata w Falun. Kto ogląda biegi męskie dłużej niż od tygodnia doskonale wie, jakie dokonania godne podziwu posiada on na swoim koncie. Dla tych drugich przypomnę, że Anders wygrał w 2008 roku pięćdziesiątkę stylem dowolnym w Oslo. I to nie byle jaką, bo ostatnią w historii rozegraną w formule startu indywidualnego. O ile nadal dla wielu biegaczy zwycięstwo w tym konkretnym biegu na Holmenkollen jest cenniejsze niż zdobycie mistrzostwa świata, o tyle wcześniej było to jeszcze większe osiągnięcie. Wystarczy wyobrazić sobie, jak to jest biec w pojedynkę przez 50 km. Wczoraj natomiast, parę dobrych lat po tym wydarzeniu, Soedergren pojawił się na starcie, choć wielu wróżyło mu już zniknięcie z tras. Takiemu doświadczeniu na wielkich imprezach nie można jednak odmówić. Tym bardziej, że wraz z broniącym tytułu z 2013 roku Johanem Olssonem, Szwedzi mogli wystawić 5 zawodników. Dzięki temu obejrzeliśmy świetną akcję około 40. kilometra, kiedy to Anders próbował oderwać się od reszty stawki. Nie była to żadna nowość, bo widywaliśmy go na czele również rok temu w Sochi i w wielu podobnych biegach. Nie zaskoczyła więc także słabsza końcówka w jego wykonaniu. Lata nie pozwalają na walkę na ostatnich metrach w stylu Northuga.
Typowy Northug na mecie.
Inny 37- latek poradził sobie lepiej. Lukas Bauer wykazał się niesamowitym doświadczeniem w ciężkich warunkach, które panowały wczoraj w Falun. Dzięki atakowi na około 2 kilometry przed metą zdobył srebrny medal. Na ostatnich metrach nie miał oczywiście szans z wystrzelonym jak z procy Petterem. Nadrobiona przewaga pozwoliła mu jednak stanąć na podium. Bardzo miło było zobaczyć kolejnego weterana w akcji, tym razem udanej. Tak się sentymentalnie i czesko zrobiło, że tylko Nohavicy brakuje. A jeżeli ktoś nie oglądał tej świetnej końcówki w wykonaniu Northuga, może obejrzeć ją na poniższym filmie.


Pięćdziesiątka w Falun już zapisała się w historii narciarstwa biegowego, jako jedna z najtrudniejszych i najwolniejszych. Czas zwycięzcy wyniósł ponad 2 godziny i 26 minut. Dla porównania, dwa lata temu w Val di Fiemme, bieg tą samą techniką na tym dystansie zajął Johanowi Olssonowi prawie 15 minut mniej. Tym razem Szwedowi starczyło siły na brązowy medal.

Cały tekst się produkowałem, że brak zmian jest dobry i lubimy wracać do przeszłości. Tymczasem na samym końcu chciałbym powiadomić, że ten post był ostatnim napisanym na blogu o nazwie SadurSky. Następny ukaże się już pod nazwą: Północny Punkt Widzenia. Adres na razie pozostanie ten sam, ale wkrótce również się to zmieni. Mam nadzieję, że mimo tego, pozostaniecie przy czytaniu nowych postów. A dlaczego zmieniam nazwę? Odpowiedź w tym linku ;-).

Kombinowanie nie zawsze popłaca

"Strasznie pan kombinuje..."- powiedział do mnie w czwartek mój wykładowca od algebry. "Ale jak nie kombinować przy wyznaczaniu macierzy odwrotnych?"- pomyślałem, a chwilę później było już po ćwiczeniach. Zadania nie dokończyłem, ale koniec oznaczał, że nie musiałem już zaprzątać sobie głowy podobnymi rzeczami, bo dla mnie zaczął się weekend. Wraz z nim czekały kolejne zawody, a wśród nich biathlon w Hochfilzen i biegi narciarskie w Davos. Znacznie przyjemniej jest myśleć o takich rzeczach.

Rywalizacja w biathlonie rozpoczęła się w piątek biegami sprinterskimi. Warto zauważyć, że z powodu słabych warunków śniegowych, została przygotowana tylko 2,5- kilometrowa runda biegowa. Przez to panowie musieli zmienić nieco formułę zawodów. Zamiast biec trzy 3,3- kilometrowe rundy, przed pierwszym strzelaniem pokonywali 2,5 kilometra, później przebiegali 5 km (mijając strzelnicę bez strzelania) i dopiero po tym ponownie odwiedzali strzelnicę. Dalej pozostawało tylko finałowe okrążenie do mety. Jak widać, nie tylko ja musiałem kombinować w tym tygodniu. Trochę niecodziennie to wyglądało, kiedy zawodnik przebiegał obojętnie obok stanowisk i zapewne wymagało mądrego rozłożenia sił w biegu z racji na nierówne dystanse pomiędzy strzelaniem. Najlepiej udało się to Johannesowi Thingnes Boe, który był zdecydowanie najszybszy na trasie, a w dodatku bezbłędnie strzelał. Większość faworytów startowała w pierwszej grupie z niskimi numerami. Jedynie Ole Einar Bjoerndalen oraz bracia Fourcade postanowili wyłamać się od tej zasady, licząc na poprawę warunków (większy mróz) w późniejszej fazie rywalizacji. Wybrali więc końcowe numery startowe. Nie wyszło im to jednak na dobre. Martin Fourcade, mimo bezbłędnego strzelania, zajął 7. miejsce. Nie czuł się najlepiej na trasie lub prognozy serwisantów się nie sprawdziły. Jeszcze gorzej skończył Simon na 30. miejscu. Niestety najgorzej z tej trójki wypadł Ole Einar Bjoerndalen, który popełnił aż trzy błędy na strzelnicy i skończył na 40. pozycji. W dodatku dopadło go jakieś przeziębienie, przez co nie wystartował w sobotniej sztafecie.
Martin Fourcade przez biegiem masowym w Sjusjoen na rozpoczęcie sezonu.
Biegi pań potwierdziły natomiast wysoką dyspozycję Tiril Eckhoff, co bardzo mnie cieszy. Norweżka zajęła 3. miejsce w piątkowym sprincie oraz w sobotę wyprowadziła norweską sztafetę na swojej zmianie z 12. na 5. pozycję, ustalając tym samym najlepszy czas pojedynczego odcinka. Wracając do sprintów, to po raz kolejny świetnie pobiegła Kaisa Makarainen, wygrywając zawody. Swoją dobrą formę pokazała również kolejna z Włoszek- Karin Oberhofer. Darya Domracheva po raz kolejny nie popisała się niestety na strzelnicy (podobnie jak OEB, przypadek?:-)), przez co z dwoma pudłami zajęła 8. lokatę. Z Polek najlepiej spisała się Weronika Nowakowska- Ziemniak (12. miejsce). Na uwagę szczególnie zasługuje krótki czas pobytu na strzelnicy naszej zawodniczki. W sztafecie było podobnie, kiedy ustanowiła najlepszy na swojej zmianie. Oby tak dalej. Jedyne, co może martwić, to nieco gorsze rezultaty indywidualne Moniki Hojnisz od początku sezonu. W Oestersund było tragicznie- bez punktów, a nawet poza czołową 60. w sprincie. W Hochfilzen natomiast widać pewną poprawę. Zakwalifikowała się do biegu pościgowego na 40. pozycji, a w sztafecie spisała się dobrze, przyprowadzając nasz zespół na 6. miejscu. Być może to tylko taki niemiły wstęp do sezonu w wykonaniu naszej młodej i obiecującej zawodniczki, więc teraz wszystko będzie szło lepiej. O wszystkim przekonamy się w niedzielnych biegach pościgowych.

W biegach narciarskich sytuacja nieco się zmieniła po słynnym "pogromie" w Lillehammer. Może nie wśród pań, ale tego nie można było oczekiwać. Panowie natomiast najwyraźniej szykują swoją formę tak, aby wygrać przed własną publicznością. Tak przecież było z Finami w Kuusamo, którzy w dzisiejszym biegu na 15 km klasykiem spisali się już gorzej, niż u siebie. Zwłaszcza od występu Iivo Niskanena, lidera klasyfikacji PŚ do lat 23, można było oczekiwać więcej niż 26. miejsca. W Lillehammer Norwegowie wzorowo się zaprezentowali, zaś w Davos wygrać chciał zapewne Dario Cologna. Widać było, ze jego dyspozycja była bardzo dobra. Niestety, Szwajcar najprawdopodobniej przekombinował z wyborem sprzętu. Na dość wymagającą trasę postanowił wybrać narty i buty do stylu łyżwowego, a przypomnę, że bieg odbywał się techniką klasyczną. A jak zapewne wiecie z kilku poprzednich tekstów, taki wybór skazuje zawodnika na pokonanie trasy praktycznie tylko bezkrokiem (double poling), z powodu braku smarowania na odbicie. Zaryzykował, chcąc być szybszym na trudnych zjazdach. Nie wytrzymał jednak siłowo, co doskonale było widać na ostatnim podbiegu, kiedy dogonił go Alex Harvey, używający tradycyjnej techniki. Tym samym stracił trochę czasu i zwycięstwo, bowiem wyprzedzili go dwaj Norwegowie. Na szczęście Dario będzie miał jeszcze kilka okazji do zwycięstwa na swoim gruncie, bowiem Puchar Świata zostaje w przyszłym tygodniu w Davos w zastępstwie za La Clusaz. Ostatecznie dzisiejszy bieg wygrał Martin Johnsrud Sundby, prezentujący jako jedyny w stawce bardzo równą formę, zaś drugie miejsce zajął Didrik Toenseth. Tym samym kolejny młody Norweg zgłosił aspiracje do pierwszego składu reprezentacji, w którym niedługo nie będzie miejsca dla Pettera Northuga. W tym biegu utytułowany biegacz postąpił podobnie jak Cologna, wybierając sprzęt do łyżwy. Sił w rękach starczyło mu jednak tylko na 10. pozycję. W dodatku konflikty sponsorskie oraz wypadek spowodowany pod wpływem alkoholu nie działają na korzyść norweskiej gwiazdy. Petter zapewne będzie musiał się w końcu zastanowić, czy ma zamiar być celebrytą, czy sportowcem. Zwłaszcza, że po sezonie będzie miał na to dużo wolnych wieczorów, które spędzi w domowym więzieniu w ramach kary za wspomniane już wcześniej wykroczenie. Zobaczcie jeszcze pierwszą piątkę klasyfikacji generalnych Pucharu Świata w biegach narciarskich, gdyby ktoś miał co do tego jakieś wątpliwości. Wśród pań:
RankAthleteCountryPoints
1
NOR
NOR
599
2
NOR
NOR
488
3
NOR
NOR
344
4
NOR
NOR
304
5
SWE
SWE
246

Wśród panów: 
RankAthleteCountryPoints
1
NOR
NOR
491
2
NOR
NOR
309
3
NOR
NOR
258
4
NOR
NOR
253
5
NOR
NOR
230
Ładnie to wygląda, prawda? Najbardziej cieszy mnie drugie miejsce Finna Haagen Krogha, który pochodzi z Alty- miasta na bardzo dalekiej Północy. A tak się składa, że być może wkrótce to miasto stanie mi się całkiem bliskie. Na razie jednak czekają nas kolejne zawody w nadchodzącym tygodniu oraz tyle samo okazji do kombinowania, zarówno dla mnie, jak i naszych bohaterów. Na koniec polecam jeszcze obejrzeć ciekawy filmik z wizyty Ole Einara Bjoerndalena w Madshus Academy. Ktoś dostrzega coś nietypowego w wyglądzie Króla? Wśród innych filmów znajdziecie między innymi wywiad ze znanym nam Noah Hoffmanem. 

Bo to jest niebezpieczny sport

W miniony weekend rozpoczął się długo oczekiwany sezon w sportach zimowych. Powróciły zawody Pucharu Świata w biathlonie i biegach narciarskich. Bardziej oczywistego wstępu nie mogłem wymyślić. Teraz jednak zajmę się czymś obok samego faktu, że teraz moje życie poukładane jest pod transmisje z zawodów.

Jak zapewne pamiętacie, biegacze narciarscy rozpoczęli swoje zmagania od prologu w Kuusamo (Ruka). Najpierw rozegrano sprinty stylem klasycznym, zaś następnego dnia biegi na dystansach (10 km i 15 km) również klasykiem. Być może wielu z Was nie przepada za zawodami, których start odbywa się indywidualnie. Można przecież powiedzieć, że nic się zwykle na nich nie dzieje, kamera jedynie skacze z jednego punktu pomiarowego do następnego i każdego zawodnika widzimy średnio przez kilka sekund. Sporo w tym prawdy, bo rzeczywiście przekaz telewizyjny nigdy nie jest w stanie przekazać wszystkich wydarzeń z trasy jednocześnie. Natomiast stwierdzenie, że takie biegi są nudne, jest karygodnym błędem. Powód jest prosty. Często właśnie to, co najciekawsze i decydujące, umyka kamerze. Idealnym przykładem potwierdzającym moje słowa jest właśnie wspomniany bieg na 15 km stylem klasycznym w Kuusamo. W czasie jego trwania na jednym ze zjazdów wywróciło się kilkunastu zawodników. Wśród nich był Noah Hoffman, dla którego upadek zakończył się złamaniem kości śródstopia i wykluczeniem ze ścigania na dłuższy czas. Tę pechową sytuację opisał na swoim blogu:
"Kiedy pokonywałem zjazd na moim trzecim okrążeniu w wyścigu, nie było nikogo obok mnie. Nie starałem się być zbyt agresywny, właściwie to powinienem był poruszać się szybciej. Nie jestem pewien, co dokładnie się stało. Poślizgnąłem się na lodzie, złapałem świeży śnieg na poboczu, przez co straciłem kontrolę i uderzyłem w siatkę ochronną. (...) Jedna narta złamała się w pół, kiedy uderzyła w siatkę, zaś druga przebiła się przez materiał i przeleciała na drugą stronę. (...) Kiedy nadal sunąłem w dół, moja noga, która utknęła w płocie, znacznie się wygięła."
Noah Hoffman podczas zawodów PŚ w Szklarskiej Porębie w zeszłym sezonie.
Noah miał i tak dużo szczęścia, że w trakcie upadku nie biegł obok niego inny zawodnik. Mogłoby wtedy dojść do dużo poważniejszej sytuacji. Podobny pech spotkał innego Amerykanina. Reese Hanneman również wywrócił się na tym samym zjeździe, jednak bez większych obrażeń. Jak sam tłumaczy, wszystko miało miejsce przy dużym ruchu na trasie. "Kilku rozstawionych zawodników dogoniło mnie na trudnym podbiegu, gdy zbliżaliśmy się do zjazdu. Dla jednego z Finów tłok na zjeździe stał się nieznośny, dlatego zaczął krzyczeć na innych. Nie wiedziałem, którą stroną mam jechać."- tłumaczył Reese dla FasterSkier. Dalej nastąpił znany nam już zestaw zdarzeń, czyli złapane pobocze i upadek. Wyścig udało mu się ukończyć na 82. miejscu. Oczywiście przy tej okazji pojawiły się pytania, czy trasy nie są przypadkiem zbyt niebezpieczne, ale takie sytuacje również są częścią tego sportu.

Wracając do Hoffamana, po wypadku został szybko przetransportowany do pobliskiej kliniki, gdzie prześwietlono kontuzjowaną stopę. Następnego dnia wrócił do USA. Wszystko po to, aby jak najszybciej spotkać się ze specjalistą i otrzymać szczegółową diagnozę. Okazało się, że kontuzja wymaga leczenia operacyjnego, dlatego nie dalej jak przedwczoraj Noah przeszedł zabieg. Kość była minimalnie przemieszczona, co nie mogło pozostać bez ingerencji chirurga. Na szczęście wszystko potoczyło się pomyślnie i zawodnik zespołu USA może już myśleć o rehabilitacji, a nawet o powrocie do rywalizacji. Obecnie jeszcze nie mówi się o możliwości jego startu na Mistrzostwach Świata w Falun.

Post bez słowa o biathlonie nie miałby tu prawa bytu. Zwłaszcza, że dużo się działo podczas pierwszych zawodów w Oestersund. Z wnioskami i refleksjami poczekam jednak do końca weekendu. Dziś chciałbym się skupić na fakcie, że w tym sezonie brakuje pewnej istotnej części oglądania biathlonu. Na stronie biathlon.pl nie ma już zabawy w typowanie wyników. Odkąd pamiętam, zawsze brałem w tym udział z większym lub mniejszym szczęściem. Natomiast SadurSky Senior raz nawet tę zabawę wygrał (widać, kto jest prawdziwym ekspertem, tylko mu się pisać nie chce ;-)). Pamiętam te spekulacje przed każdym biegiem, które i tak były weryfikowane przez brutalną biathlonową rzeczywistość. Nie zapomnę dodatkowych emocji związanych z miejscem w klasyfikacji generalnej typujących. Teraz to wszystko się skończyło, miejmy nadzieję, że nie na zawsze. Być może zabrakło czasu i zapału, bo na pewno powodem nie był brak sponsora. W gruncie rzeczy chodziło przecież o dobrą zabawę, choć czasem trafiały się cenne nagrody. Jakby nie patrzeć, był to jedyny aspekt współzawodnictwa w moim "biathlonowym życiu". Będę za tym tęsknił...

Money makes the world go round

Nie od dziś wiadomo, że pieniądz rządzi światem, również tym sportowym. Przyjrzymy się więc dwóm przypadkom działania tego mechanizmu w narciarstwie biegowym na najwyższym poziomie. Chodzi o wszystko, co prowadzi do sukcesu i w ogóle pozwala na starty w Pucharze Świata.

Wiadomo, że do startów w zawodach potrzebny jest sztab trenerski, serwisowy oraz techniczny. Ponadto oczywiście sprzęt. Zwykle w kadrze A danego kraju jest to finansowane przez odpowiedni związek (organizację). Czyli przykładowo w Polsce, pieniądze na przygotowania i starty biathlonistów pochodzą od PZBiath, a dokładniej od jego sponsorów. Nietrudno się więc domyślić, że tych środków nie jest nieskończenie wiele, stąd nie każdy kraj może sobie pozwolić na szeroką kadrę trenującą na najwyższym poziomie. Po to każdy sportowiec musi spełnić dane kryterium (np. być powyżej konkretnego miejsca w klasyfikacji końcowej Pucharu Świata), aby zapewnić sobie miejsce w reprezentacji. Jednak to nie wszystko. Po pierwsze, nie każdy zawodnik występujący w barwach danego kraju musi być w jego kadrze (trochę dziwne, prawda?). Tak było z Alexandrem Osem i Larsem Bergerem, którzy przed sezonem 2013/2014 trenowali poza kadrą. Po drugie, zawodnik może mieć swoich indywidualnych sponsorów i tu po raz kolejny posłużę się przykładem wyżej wymienionych Norwegów. Dzięki wsparciu, mogli przygotowywać się do startów bez ingerencji Norweskiego Związku Biathlonowego.

I tak oto przechodzimy do naszego pierwszego dzisiejszego bohatera. Jest nim Noah Hoffman. Sezon 2013/2014 zakończył na 31. pozycji w klasyfikacji dystansów w Pucharze Świata. Nie zmieścił się tym samym do tak zwanej Czerwonej Grupy, jaką jest najlepsza trzydziestka tej listy. Był to warunek na dostanie się do kadry A Stanów Zjednoczonych, czyli uzyskanie pełnego finansowania jego przygotowań i startów. W związku z tym musi liczyć na wsparcie własnych sponsorów. Całą sytuację opisał na swoim blogu w tym poście. I jak się okazało, nie na wszystko wystarczyło funduszy. A konkretniej na wysłanie technika od smarowania nart na szkolenie do Madshusa. Można powiedzieć, że to nic ważnego i nie trzeba się tym nawet przejmować. Prawda jest natomiast taka, że z każdym sezonem zmieniają się zarówno smary, jak i narty. Przy bieganiu na światowym poziomie, dobra znajomość struktury ślizgu każdego producenta jest na wagę złota i wymiernie wpływa na wyniki. A przecież narty, w zależności od marki, różnią się między sobą. Dość opowiadać, że od razu po sezonie odbywają się sesje testowe sprzętu z udziałem najlepszych przedstawicieli firmy. Przykładowo Madshus urządził testy w śnieżnym Beitostølen a One Way w Gålå. Dlatego szkolenie dla serwisanta to istotny element przygotowania do startów. Każdy może pomóc Hoffmanowi w osiągnięciu celu, przekazując dowolną sumę w podanym poniżej serwisie na podróż technika do Norwegii. Do końca akcji pozostał jeszcze miesiąc. Być może warto się dołożyć, bo, jak wiadomo, sukces ma wielu ojców i Ty możesz być jednym z nich.


Ale są też tacy, którzy z miejsca w kadrze narodowej rezygnują z własnej woli. Tak było z Petterem Northugiem. Norweg znany jest ze swojej charyzmy, więc i w tym przypadku zwrócił na siebie uwagę. W zeszłym roku wystąpił z reprezentacji. Był to czas przygotowań do Igrzysk Olimpijskich, dlatego wielu kibiców zaniepokoiła ta decyzja. Podobnie zaskoczony był Norweski Związek Narciarski, który zagroził nawet Northugowi wykluczeniem ze startu w Pucharze Świata i również na IO. Jakby tego było mało, Petter przeszedł pod skrzydła Red Bulla, co też nie spodobało się władzom. Odejście takiej gwiazdy wiązało się z potencjalnymi stratami oficjalnego sponsora reprezentacji i mogło zniechęcić inne firmy od wspierania związku. Dotychczas było dozwolone posiadanie własnych sponsorów, ale jako dodatek do wsparcia zespołu narodowego (jeżeli zawodnik się do niego kwalifikował), nie zaś jako jedyne źródło finansowania. Sam zainteresowany tłumaczył, że zmiana wynikała z potrzeby do zwiększenia motywacji, nie zaś zwiększenia zarobków. Jak był tego efekt? O tym przekonaliśmy się w minionym sezonie, który nie był udany dla Northuga. Przypuszczam, że faktycznie na koncie gwiazdy biegów narciarskich pojawiło się więcej NOK i to wcale nie przez wyniki. Całą sytuację opisuje najlepiej stwierdzenie Åge Skinstada: "Narciarstwo biegowe to dużo więcej, niż Petter Northug. Marit Bjoergen jest najpopularniejszą przedstawicielką tego sportu w kraju, a Therese Johaug jest tak samo znana, jak Petter. Żaden sportowiec jednak nie może być większy od całej kadry.". Pozostaje tylko pytanie, czy narciarstwo biegowe to dużo więcej, niż pieniądze, bo przy dwóch powyższych przykładach można odnieść wrażenie, że są one niekiedy najważniejsze.

Petter Northug. Foto: SkiStar 

Puchar Świata w Szklarskiej Porębie, odc. 3

Czas na ostatni obiecany odcinek relacji z zawodów Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie. Tym razem będzie krótko i na temat, bez większych refleksji, czego dopuściłem się ostatnio. A to dlatego, że chyba większość z Was zdążyła już o całej imprezie zapomnieć, a i bieżące sprawy nie mogą pozostać bez komentarza. Tak więc na początek kilka słów o tym, jak w Polsce czuli się zawodnicy, a konkretnie Noah Hoffman i jego znajomi.
Noah Hoffman dobiega do mety biegu na 15 km stylem klasycznym.

Noah Hoffman prowadzi bloga, na którym umieszcza zwykle jakieś ciekawe informacje o swoich treningach i zawodach. Tak było również w wypadku Szklarskiej Poręby. Swoją relację z pobytu "u nas" wzbogacił kilkoma zdjęciami. Możecie to zobaczyć tutaj. Pierwszego dnia, który był przeznaczony na treningi, wszystkich przytłoczyły warunki na trasach. I tak bardzo dobrze się stało, że w ogóle był śnieg, lecz był on bez porównania gorszy od tego, na którym mieli okazję jeszcze nie tak dawno trenować we Włoszech. Wielu zawodników zadecydowało startować w Jakuszycach na starszych nartach, niż zwykle, z uwagi na kamienie, przedzierające się przez warstwę śniegu. Dużo mówiło się o braku czołowych zawodników z krajów skandynawskich. Powodowało to dziwne uczucie, że zawody nie przypominają prawdziwego Pucharu Świata. Nie mniej jednak, wciąż były do zgarnięcia punkty do klasyfikacji generalnej. Ponadto, co ciekawe, Noah zwrócił uwagę na zapach panujący na dworze. Skarżył się na dym z opalanych węglem domów. Inni zawodnicy obawiali się również jakości wody z kranów, dlatego decydowali się na używanie butelkowanej. Na plus natomiast ocenił zaplecze, jakie oddano do dyspozycji ekipom. Przeznaczono bowiem aż 3 kontenery dla serwisantów nart i zawodników z USA. Dni zawodów były już bardziej pozytywne pod kątem pogody. Trasy zostały wyczyszczone przez ciężko pracujących wolontariuszy. Zasypano je świeżym śniegiem znajdującym się obok. Ponadto zawodnikom podobały się reakcje zgromadzonej publiczności, zwłaszcza na sprintach. Amerykanie i Kanadyjczycy będą również dobrze wspominać hotele, w których przebywali. Przykładowo Kikkan Randall otrzymała drobny prezent od obsługi w postaci kryształowej wazy. Tak więc z punktu widzenia zawodnika, impreza w Szklarskiej Porębie była udana.

A teraz kilka słów o pracy wolontariuszy. Tej grupie osób należą się największe słowa uznania. Zwykle to właśnie jakość wykonania "czarnej roboty" świadczy o powodzeniu całego przedsięwzięcia. Tak było i tym razem. W dzień treningów, czyli w piątek, wszyscy wolontariusze przerzucali łopatami czysty śnieg, leżący poza trasami, aby pokryć jego brudną warstwę. Ponadto jeszcze tydzień wcześniej dowożono śnieg z wyższych partii gór, który usypywali zwyczajni ludzie chętni do pomocy. Atmosfera była napięta, bo bez tego wszystkiego, o udanych zawodach PŚ moglibyśmy tylko pomarzyć. Dni biegów to już inne zadania i obowiązki, a wśród nich kontrola antydopingowa. Bez zbytniego wdawania się w szczegóły, chodziło o przydzielenie wolontariusza do danego zawodnika, aby pilnował go aż do czasu przyprowadzenia do punktu kontroli antydopingowej. Ponadto każdy wolontariusz posiadał akredytację, umożliwiającą wstęp w każde miejsce Polany Jakuszyckiej. Była to dobra okazja do dowiedzenia się czegoś o zawodnikach. A jako, że SadurSky ma swoich ludzi nawet tam, to wszedł w posiadanie kilku informacji. Otóż, mężczyźni znacznie luźniej podchodzą do startów i wszystkiego, co się dzieje wokół. Nie ma żadnych problemów z rozmową, czy autografem. Panie natomiast raczej się spinają, nie są otwarte na fanów. Jedynie Amerykanki można uznać za w miarę miłe. Nawet Justyna Kowalczyk na rodzimej ziemi, po wygranym biegu nie emanowała jakimś szczególnym ciepłem w kierunku wolontariuszy. Widocznie takimi prawami rządzi się to środowisko. Bardzo jestem ciekaw, jak wyglądałaby sytuacja, gdyby Szklarską Porębę odwiedziły kadry Norwegii, Szwecji i Finlandii. No cóż, może innym razem.

Pracy było dużo, ale wszyscy wykonali powierzone obowiązki. Po wszystkim pozostanie świadomość, że dzięki każdemu pojedynczemu elementowi zawody Pucharu Świata w Szklarskiej Porębie odbyły się na takim poziomie, jaki chcieli zobaczyć zawodnicy, kibice oraz działacze FIS. Dotarliśmy tym samym do końca relacji z tego wyjątkowego wydarzenia. Aż chciałoby się powiedzieć: i ja tam z nimi byłem, a com widział i słyszał w posty umieściłem.

P.S: Na koniec ważna wiadomość. Ole Einar Bjoerndalen kończy dziś 40 lat. Z tej okazji życzmy wszyscy Królowi Biathlonu jak najlepszego występu na Igrzyskach Olimpijskich w Soczi i jeszcze wielu zwycięstw. Niech nam żyje i panuje 100 lat. Gratulerer med dagen Ole Einar! Lykke til i Sochi!
 

SadurSky udaje się natomiast na krótki odpoczynek po tym, jak jego Fischery zostały poważnie ranne i musi coś na to zaradzić.