SadurSky blog

Od teraz na www.czlowiekpolnocy.blogspot.com!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiadomości z alkowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiadomości z alkowy. Pokaż wszystkie posty

Karaoke i mistrzostwa krajowe, czyli końcówka sezonu zawodowców

Sezon Pucharu Świata się zakończył, co jednak nie oznacza końca jakichkolwiek zawodów biathlonowych i biegowych. W zeszłym tygodniu odbyły się Wojskowe Mistrzostwa Świata, w których Polska zdobyła złoty medal w klasyfikacji drużynowej biathlonistek. Ponadto Krystyna Pałka zdobyła brąz w biegu sprinterskim. Ale zanim zdarzyło się to wszystko, był jeszcze czas na świętowanie zakończenia PŚ w gronie najlepszych. W Oslo mieliśmy więc sporą imprezę z udziałem gwiazd biathlonu. Między innymi działy się tam takie rzeczy, jak w filmie poniżej, czyli karaoke, tańcząca Tiril Eckhoff, a spostrzegawczy dostrzegą nawet przebranego za kobietę Bjoerna Ferrego (czyżby nowe hobby po zakończeniu kariery? ;)). Ale trzeba przyznać, że Johannes i Emil stworzyli świetny duet rockowy. Szczególnie EHS chciał na pewno odreagować średnio udany sezon...



Po wszystkim miały miejsce mistrzostwa krajowe. W Szwajcarii rywalizację zdominowały: Elisa i Selina Gasparin oraz Benjamin Weger, wygrywając sprinty i biegi masowe. Włosi rozegrali te same konkurencje, w których wygrywali odpowiednio: Lukas Hofer i Michaela Ponza oraz Dominik Windisch i Karin Oberhofer. Francja to oczywiście zwycięstwa Martina Fourcade, zaś wśród pań niespodziankę w biegu ze startu wspólnego sprawiła Jaquemine Baud, zdobywając złoto. Mistrzostwami Austrii zakończył swoją karierę Christoph Sumann, pozostając jednak bez medalu. W Norwegii biathloniści walczyli o medale w Voss. W biegach indywidualnych wygrywali: Johannes Thingnes Boe oraz Marte Olsbu. W sprincie triumfował znów młody Boe oraz Tora Berger. Na swoich ostatnich w karierze Mistrzostwach Norwegii Tora zdobyła jeszcze złote medale w biegu masowym i sztafecie. Jasiowi się to nie udało, bo o ile sztafetę wygrał jego klub Sogn og Fjordane SSK, o tyle w biegu ze startu wspólnego nie zdobył żadnego medalu. Zwyciężył Kristoffer Langoeien Skjelvik. Pełne wyniki możecie zobaczyć tu. Warto zwrócić uwagę, że w Mistrzostwach nie startowali: Ole Einar Bjoerndalen, Emil Hegle Svendsen (podobno po dyskotece w Oslo nikt go nie widział, pewnie leczy kaca), Tarjei Boe, Lars Berger oraz Alexander Os. Nieobecność dwóch ostatnich była spowodowana startem w Wojskowych Mistrzostwach Świata, gdzie w biegu na 15 km złoto zdobył właśnie Berger.

Biegacze narciarscy ścigali się w Gålå. Program zawodów obejmował sprinty drużynowe oraz biegi na 30 km i 50 km stylem dowolnym. Niespodzianek nie było. W maratonach triumfowali: Marit Bjoergen przed Therese Johaug i Kristin Stoermer Steirą oraz Martin Johnsrud Sundby, który wyprzedził Daniela Myrmaela Helgestada oraz Simena Andreasa Sveena. Kompletne wyniki znajdują się pod tym linkiem.

Warto odnotować, że również w Stanach Zjednoczonych odbyła się wiosenna seria mistrzostw krajowych w Anchorage. Wśród nich był dobrze nam znany Noah Hoffman, który zwyciężył w biegu na 15 km techniką dowolną oraz był drugi w 50 km klasykiem (co i tak dało mu mistrzostwo, bo wygrał zawodnik spoza USA). Wśród kobiet triumfowały: Kikkan Randall na 10 km oraz Sadie Bjornsen na 30 km. Poza tym odbyły się sprinty klasykiem, które wygrali: Randall i Reese Hanneman.

Wracając do biathlonistów, to czeka ich jeszcze pokazowa impreza Champions' Race w Moskwie. Gwiazdy, jakie zobaczymy 5 kwietnia na stadionie olimpijskim to: Martin Fourcade, Simon Fourcade, Emil Hegle Svendsen, Dominik Landertinger, Simon Schempp, Jakov Fak, Ondrej Moravec, Bjoern Ferry, Tora Berger, Kaisa Makarainen, Darya Domracheva, Gabriela Soukalova, Marie Dorin Habert, Valj Semerenko, Vita Semerenko, Selina Gasparin. Ostatnim punktem w sezonie będzie Puchar Rosji w Tyumieniu z bardzo ciekawymi konkurencjami. A później zasłużony odpoczynek przed powrotem do treningów i letnich zmagań. Nie zabraknie oczywiście Mistrzostw Świata w biathlonie letnim oraz zawodów na nartorolkach w Sandnes, czyli Skifestivalen Blink pod koniec lipca. Wciąż więc będzie wiele emocji.

Wszystko zostaje w rodzinie

Jest kolejny medal dla Norwegii! Brąz zdobyła Tiril Eckhoff w biegu ze startu wspólnego na 12,5 km. Sprawiła wszystkim miłą niespodziankę, choć ja od początku zmagań widziałem w niej kandydatkę do podium. Dokonała tym samym tego, co nie udało się jej starszemu bratu.

Jak zapewne wiecie, dzisiejsza bohaterka jest siostrą byłego biathlonisty Stiana Eckhoffa, który nigdy nie zdobył medalu na Igrzyskach Olimpijskich. Startował w Turynie, gdzie jego najlepszym miejscem była 16. lokata uzyskana w biegu indywidualnym i sprincie (taki przypadek). Biegał w norweskiej sztafecie, z którą na tej imprezie zajął 5. miejsce. Natomiast jedyny posiadany medal Mistrzostw Świata to złoto zdobyte w sztafecie w 2005 roku. Jego najlepszym sezonem był 2004/2005, kiedy to zwyciężył w sprincie w Oestersund, zaś w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata uplasował się na 11. pozycji. Zakończył karierę po nieudanym sezonie 2008/2009 (67. miejsce w PŚ). Nie przypuszczałem, że nazwisko Eckhoff zobaczę jeszcze na czołowych miejscach w najważniejszych zawodach, dopóki nie pojawiła się Tiril.

Stian Eckhoff

Tiril ściga się w Pucharze Świata od sezonu 2011/2012. Już wtedy udało jej się zająć 7. miejsce w biegu ze startu wspólnego w Khanty- Mansiysku. Rok później podobnych wyników było już więcej (6. miejsce w biegu pościgowym w Oslo, 10. w sprincie i pościgowym w Khanty- Mansiysku oraz 11. w sprincie na próbie przedolimpijskiej w Sochi). Wreszcie przyszedł obecny sezon, a wraz z nim Igrzyska Olimpijskie. Młoda już na stałe zawitała do światowej czołówki, notując swoje pierwsze podium w Annecy- Le Grand Bornand oraz liczne miejsca w pierwszej dziesiątce, co dało jej 7. pozycję w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Taki wynik, jeżeli dotrwa do końca sezonu, będzie pobiciem rezultatu brata z najlepszych lat. Nie zapominajmy jednak o jeszcze jednej biathlonistce z nazwiskiem Eckhoff. Kaja- młodsza o 5 lat od Stiana i starsza o 6 od Tiril, jeszcze nie miała okazji wystąpić w Pucharze Świata. Była bardziej zainteresowana swoim związkiem z Emilem Hegle Svendsenem, który niedawno się zakończył.

Dziś Tiril Eckhoff potwierdziła moje nadzieje i przypuszczenia. Brązowy medal Igrzysk Olimpijskich jest ukoronowaniem postępu, jaki uczyniła w tym sezonie. Jej kariera będzie trwała jeszcze długo i oby była pełna podobnych wyników. A co do ewentualnej rywalizacji z bratem, pozostaje jej tylko jedno- prowadzenie w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Stianowi udało się zdobyć żółty numer lidera po zwycięstwie w sprincie inaugurującym sezon 2005/2006. Dla niej natomiast na pewno bardzo ważny będzie przyszły sezon, kiedy to zacznie się rywalizacja o przewodnictwo w reprezentacji po zakończeniu kariery przez Torę Berger. Tak więc, do dzieła Tiril! Lykke til!

P.S.: Znalazłem ładną galerię zdjęć z dzisiejszego biegu, oczywiście z Tiril Eckhoff na wielu zdjęciach. LINK

Znane biathlonowe pary

Dziś coś specjalnie na Walentynki. Zaglądamy do alkowy. Poznamy biathlonowe (i nie tylko) szczęśliwe pary. Tak bywa, że przebywając przez większość sezonu w jednym środowisku, pomiędzy zawodnikami a zawodniczkami tworzą się więzi. Razem trenują, mieszkają w jednych hotelach, stąd trudno się dziwić, że i czas wolny chcą spędzać razem. I właśnie o takich przypadkach będzie dzisiejszy post.

Znamy małżeństwo państwa Poiree. Liv Grete i Raphael to pierwsza taka biathlonowa historia z romantyzmem w tle. Poznali się na Mistrzostwach Świata juniorów w 1992 roku. Czy była to miłość "od pierwszego wejrzenia"? Tego nie wiemy, ale osiem lat później stali się małżeństwem. Zdobywali razem mnóstwo medali na MŚ, między innymi w Oberhofie w 2004 roku. Mówiło się wówczas, że mogliby zajmować wysokie miejsce w klasyfikacji medalowej jako oddzielne państwo. Pięknie im się układała ta wspólna kariera, aż wreszcie ona zakończyła zawodową przygodę z biathlonem w 2006, zaś on w 2007 roku. Wtedy przyszedł czas na dzieci. Do urodzonej w 2003 roku Emmy dołączyły: Anna i Lena. Ale nie można przemilczeć ostatnich problemów państwa Poiree. Jakiś czas po objęciu posady trenera męskiej reprezentacji Białorusi (sezon 2012/2013) przez Raphaela, pojawiła się w internetach informacja o rozwodzie z Liv Grete. No i cały romantyzm prysł. To może inaczej... Ole Einar Bjoerndalen i Nathalie Santer- Bjoerndalen. Historia w zasadzie podobna. Poznali się na biathlonowych trasach, ślub wzięli w 2006 roku i... rozwiedli się całkiem niedawno. Znów nie trafiłem z przykładem.

Teraz obiecuję, że przywołam istniejące jeszcze związki. Z pomocą przyszedł mi rosyjski portal sportowy z głosowaniem internautów na najlepszą biathlonową parę. Ten plebiscyt wygrała ścigająca się dziś w Sochi Marie Dorin- Habert oraz jej mąż Lois Habert. Być może niektórzy pamiętają jeszcze Loisa z zawodów biathlonowego PŚ. Ich małżeństwo to przykład wzorowej integracji w kadrze. Znali się bardzo długo, zaś ślub wzięli w 2011 roku. Koleżanka z reprezentacji- Marie- Laure Brunet upodobała sobie innego Francuza, a jest nim mistrz olimpijski w sprincie z Vancouver- Vincent Jay. Są parą już kilka ładnych lat (byli razem już w 2010 roku) i podobno coraz poważniej myślą o ślubie. Zaraz zostawimy Francję w spokoju, ale nie można nic nie napisać o największych "ciachach" tego zespołu, czyli braciach Fourcade. Od razu ostudzę zapały fanek- tak, są obaj zajęci. Wybranką Simona jest Nastasia z Kamczatki. Martin natomiast nie szukał aż tak daleko i związał się z pewną Francuzką- Helen.
Martin Fourcade i Helen

Teraz udajemy się do Szwajcarii, gdzie mieszka dzisiejsza wicemistrzyni olimpijska w biegu indywidualnym- Selina Gasparin. Najstarsza z sióstr imponuje w tym roku formą. A to wszystko za sprawą jej bliskiej znajomości z rosyjskim biegaczem Ilią Chernousovem. Czyżby jakieś prywatne lekcje techniki biegu? Wspólne treningi pomogły również innej parze, tym razem w biegach narciarskich- Marcusowi Hellnerowi i Charlotte Kalli. Świeżo upieczeni medaliści z Sochi (on brąz w skiathlonie, ona po srebrze w skiathlonie i biegu na 10 km) nigdy nie biegali najlepiej techniką klasyczną. W tym sezonie się to zmieniło, o czym świadczą ich wspólne wyniki. Widocznie oboje stwierdzili, że muszą podszkolić się w klasyku i tak też zrobili.

Sympatia czasem wymaga poświęceń. Tak było w przypadku Andrei Henkel i Tima Burke. Poznali się oczywiście na zawodach Pucharu Świata. Początkowo jednak nie było łatwo rozwinąć tą znajomość, bo Andrea niewiele potrafiła powiedzieć po angielsku. Postanowiła się nauczyć kilku słów więcej specjalnie dla Tima. Opłacało się, bo dziś są szczęśliwą parą i planują ślub. Andrea po zakończeniu kariery przeniesie się do Stanów Zjednoczonych, gdzie planuje życie u boku przyszłego męża.

Andrea Henkel i Tim Burke
Nie można nie wspomnieć o Emilu Hegle Svendsenie, który, podobnie jak bracia Fourcade, ma wiele fanek. Ale je też niestety muszę zmartwić. Jego dziewczyną jest dziennikarka- Samantha Skogrand. Co ciekawe, ostatnio Samantha zrealizowała reportaż dla norweskiej TV2 o kadrze biathlonowej, a co za tym idzie również o Emilu. Od razu pojawiły się opinie, że materiał był zbyt subiektywny i nastawiony tylko na osobę EHS. Nie przesadzajmy, były w końcu filmy bardziej skierowane na Svendsena, jak choćby poniższa reklama.


Na koniec jeszcze coś o mistrzyni olimpijskiej w sprincie- Anastasyi Kuzminie. Jej nazwisko panieńskie brzmi Shipulina i nie przypadkiem kojarzy się z Antonem Shipulinem. Jest bowiem jego siostrą, a co za tym idzie Rosjanką. Reprezentuje obecnie Słowację dlatego, że kilka lat temu wyjechała do tego kraju dla męża- Daniela Kuzmina. Daniel jest jej osobistym trenerem. Razem zapracowali na sukces w Vancouver i powtórkę w Sochi. Można powiedzieć, że jest to małżeństwo z przepisem na sukces. Oby tak pozostało i wiodło się tym biathlonowym parom jak najlepiej, zarówno na zawodach, jak i poza nimi.

Wszystko o motywacji

Zaczął się sezon zimowy. Dla części z Was będzie to czas startów w zawodach i osiągania coraz lepszych wyników, zaś dla innych, preferujących sporty letnie, wręcz przeciwnie- okres przygotowań do kolejnego sezonu. Zatroszczyłem się o coś dla jednych i drugich. Zatem czas na oddanie się tzw. "ryciu bani" w moim wykonaniu. A tak naprawdę mam tu zamiar poruszyć jeden z najważniejszych tematów dotyczących każdego sportu. Chodzi o motywację. Jaka jest jej rola? Jak jej nie stracić? Odpowiedzi na te pytania postaram się znaleźć w poniższym poście. A zatem, Drogi Czytelniku, zapraszam Cię na krótką podróż po zakamarkach sportowej filozofii.

Aby w pełni zrozumieć rolę motywacji w życiu sportowca, najlepiej poznać skutki jej braku. W naszym ulubionym biathlonie mamy wiele przykładów obrazujących tę tezę. Najbardziej znanym, a raczej powinienem napisać znaną, jest Magdalena Neuner. Niemiecka zawodniczka, będąc u szczytu kariery, postanowiła pożegnać się z biathlonem w wieku 25 lat. Tłumaczyła tę decyzję brakiem motywacji. Twierdziła, że osiągnęła wszystko, co mogła, a było tego dużo: złote medale na IO w Vancouver, ogromna liczba medali MŚ i trzykrotne zwycięstwo w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Można zapytać, dlaczego jej kariera trwała tylko niespełna 6 sezonów, skoro mogłaby ciągnąć się jeszcze przez długie lata i obfitować w kolejne zwycięstwa słynnej Leny. Być może dla niej biathlon nie był całym życiem, a jedynie sposobem na zapewnienie sobie bezpiecznej przyszłości? Wydaje się to bardzo przyziemne i nawet mało możliwe, aby tak dobry sportowiec miał jakiś inny sposób na życie, niż poświęcenie się danej dyscyplinie. Nie zrozum mnie jednak źle, Drogi Czytelniku. Nie mam zamiaru oceniać postępowania Magdaleny Neuner, lecz jedynie pokazać, jaki miała pomysł na życie. Obecnie Neuner jest powszechnie znana i szanowana w Niemczech (wystąpiła nawet w kilku reklamach telewizyjnych), udziela się w środowisku biathlonowym, ale, jak sama stwierdza, przede wszystkim żyje normalnie i pozwala sobie na rzeczy, którym musiała dawniej odmawiać. Ciężko jednak nie zadawać sobie tego pytania: "co by było gdyby..." i nie dziwić się tej utracie motywacji.
Magdalena Neuner na mecie biegu pościgowego w Novym Mescie 2012


Podobnie było z Heleną Ekholm. Zakończyła karierę po sezonie 2011/2012, czyli kilka miesięcy wcześniej niż Niemka. Swoją decyzję również tłumaczyła brakiem motywacji do startów i chęcią zajęcia się rodziną. Teraz jest już szczęśliwą mamą i... wraca do biathlonu! Taka informacja całkiem niedawno obiegła cały światek tej dyscypliny sportu. Jednak czegoś zabrakło w życiu Heleny po odwieszeniu karabinu i wróciła tym samym poszukiwana motywacja do startów. W tym przypadku nie można mówić o "przesyceniu" sukcesami. Szwedka zwyciężyła w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata tylko raz, zaś ze wszystkich Mistrzostw Świata, w których startowała, przywiozła łącznie 8 medali wszystkich kolorów. Oczekujemy zatem powrotu Heleny Ekholm na biathlonowe trasy. Najwcześniej będzie ją można zobaczyć na Mistrzostwach Szwecji w biegu sprinterskim.
Od lewej: Helena Ekholm, Tora Berger, Marie Laure Brunet.


Rodzinne perypetie znacznie wpływają na zawodników, co do tego nie ma żadnej wątpliwości. Pamiętacie państwa Poiree? Raphael i jego norweska małżonka Liv Grete (z domu Skjelbreid) byli wzorowym biathlonowym małżeństwem. Od kiedy zacząłem świadomie oglądać biathlon, oni już byli razem. Oboje święcili triumfy na wielkich imprezach, szczególnie na Mistrzostwach Świata w Oberhofie w 2004 roku, kiedy to zdobyli tyle medali, że razem mogliby liczyć się w klasyfikacji medalowej jako oddzielne państwo. Równoczesne wzloty (i czasem też upadki) na pewno ich motywowały w trakcie kolejnych startów. Gdy Liv Grete zakończyła sportową karierę w 2006 roku (spodziewając się drugiego dziecka), Raphael ścigał się jeszcze rok dłużej, po czym dołączył do małżonki na zasłużony odpoczynek. Teraz nie jest już tak różowo. Sprawy potoczyły się tak, że państwo Poiree się rozchodzą. Początkowo Raphael pracował w sztabie trenerskim kadry norweskiej, zaś w ostatnim czasie przeniósł się na Białoruś, gdzie jest jednym z trenerów męskiej drużyny. Liv Grete zaś nie ma zamiaru opuszczać Norwegii i oddała się pracy komentatora biathlonowego dla telewizji NRK.

Inaczej stało się z prawdziwym specjalistą od motywacji- królem biathlonu Ole Einarem Bjoerndalenem. Gdyby on był Magdaleną Neuner, kończyłby karierę już kilka razy. Musi więc znać jakieś sposoby utrzymania tak dużej chęci do startów mimo prawie 40 lat na karku. Cały sekret OEB tkwi właśnie w jego przygotowaniu psychicznym. Jak sam twierdzi, wprowadził kilka zasad w swoim codziennym życiu, aby nie utracić motywacji. Najważniejszą z nich jest wystrzeganie się luksusu i wygody (o używkach nie wspomnę), ponieważ sprawia to poczucie zadowolenia, przez co traci się ochotę do walki. Dawniej nawet sypiał na niewygodnym łóżku w niedogrzanym pokoju. Krążyła opinia, że w trakcie sezonu żyje jak zakonnik. Można i tak. Przypuszczam, że przez te wszystkie lata startów część tych rzeczy uległa zmianie. Przede wszystkim z uwagi na jego ślub z Nathalie Santer w 2006 roku. Później zwycięstwa przybywały już w wolniejszym tempie, aż w końcu zeszły sezon okazał się jego najgorszym od wielu lat. Wieku nie udało się oszukać nawet największą motywacją, ale może i z nią samą nie było najlepiej. Przypomnijmy, że obecnie państwo Bjoerndalen są w trakcie rozwodu. Pojawiły się także plotki o domniemanym romansie Ole Einara z Daryą Domrachevą, przez co cała ta sytuacja mogła przełożyć się na jego występy. Nawet król biathlonu okazał się tylko człowiekiem ze zwykłymi problemami. Tylko co ta Białoruś tak miesza w głowach panów?
Ole Einar Bjoerndalen przed startem do biegu na 12,5 km w Novym Mescie 2012


Wreszcie czas zostawić wielkie postacie sportu i przenieść całą dyskusję na płaszczyznę naszej codzienności. Najlepszym sposobem na utrzymanie motywacji jest przyjęcie postawy pomiędzy Neuner a Bjoerndalenem. Bo przecież oba sposoby mają swoje zalety i wady, a sztuka polega na wydobyciu z nich najlepszych wartości. Od niemieckiej biathlonistki doskonale dowiadujemy się, że to nasze życie i kariera. A co z nimi zrobimy i w jaki sposób wykorzystamy nasze umiejętności, to już jest indywidualna kwestia. Ponadto nic na siłę. Nie tylko sukcesy są w życiu najważniejsze i chyba to jest najbardziej dojrzałe w decyzji Magdaleny. Jeżeli natomiast jesteśmy zdeterminowani, aby poświęcić się ulubionej dyscyplinie sportu, to miejmy świadomość, co tak naprawdę nas w tym wszystkim pociąga. Nigdy nie zapominajmy o tej radości płynącej z każdego zwycięstwa, o emocjach związanych z rywalizacją i o tym, że nasza praca na treningu nie poszła na marne. Oczywiście czasem bywa naprawdę ciężko, ale póki to wszystko ma sens, każda przeszkoda jest do pokonania.

I na koniec jeszcze jedno. Nie chciałbym, Drogi Czytelniku, żebyś pomyślał sobie, że pisze to jakiś gość, który o sporcie słyszał tylko z telewizji i nie wie, jak to jest startować w zawodach i ciężko trenować. Otóż, muszę Ci się przyznać, że SadurSky uprawiał już "zawodowo" pewną dyscyplinę sportu (jaką, to niech pozostanie tajemnicą znaną tylko nielicznym). Dlaczego już tego nie robi? Powód jest bardzo prosty: zabrakło motywacji, o której tak dużo tutaj napisał. Co by było, gdyby ją odnalazł? Tego nie wie i on sam. Na pewno nie pisałby teraz tego posta i nie byłby nawet w połowie tak szczęśliwy, jak teraz. I z tą myślą Ciebie zostawiam, Drogi Czytelniku. Bo nigdy nie wiadomo, gdzie poprowadzi nas życie, a czasem najgorsze wybory okazują się tymi najlepszymi...