SadurSky blog

Od teraz na www.czlowiekpolnocy.blogspot.com!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oestersund. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oestersund. Pokaż wszystkie posty

Amerykański kopciuszek

To, co wydarzyło się na trasie wtorkowego biegu kobiet na 10 km techniką dowolną w Falun, pozostanie w mojej pamięci jako wielka niespodzianka. Choć z pewnością Norwegowie woleliby określenia typu "tragedia" lub "katastrofa". Trudno im się dziwić, bowiem na tym dystansie przez cały sezon zawsze bywała na podium przynajmniej jedna reprezentantka tego kraju. Tymczasem na Mistrzostwach Świata próżno szukać Norweżek w pierwszej, a nawet w drugiej dziesiątce! "Co się stało?", zapyta pewnie każdy, kto nie widział tego biegu. "Czyżby zamknęli wszystkie apteki z lekami na astmę?", zapytają złośliwcy. Odpowiedź zna jednak najbardziej obiektywne źródło, czyli historia.

Zna ona już takie przypadki, w których faworyci zajmowali dalekie miejsca. Książkowym wręcz przykładem takiej sytuacji jest bieg na 15 km techniką dowolną w Sapporo na MŚ w 2007 roku. Wówczas startujący z niższymi numerami zawodnicy, a wśród nich znany nam doskonale biathlonista Lars Berger, biegli w zupełnie normalnych warunkach. Tymczasem tuż przed startem grupy faworytów, rozstawionych z wysokimi numerami, rozpętało się prawdziwe piekło dla serwisantów przygotowujących narty. Zaczął padać gęsty i mokry śnieg. Każdy, kto choć trochę biega na nartach, doskonale wie, co to oznacza. I tak oto, biegnący w normalnych warunkach Lars Berger, został mistrzem świata, a faworyci, tacy jak Vincent Vittoz (i startujący wtedy również Ole Einar Bjoerndalen), nie mieli najmniejszych szans na równą walkę. Ktoś powie, że smarowanie jest rzeczą drugorzędną i jak ktoś jest mocny, to wygra nawet ze słabymi nartami. Niestety, nie na tym poziomie rywalizacji, gdzie stawka jest naprawdę wyrównana. Dla przypomnienia, film poniżej.


Wróćmy jednak do Falun, 24 lutego 2015. Śnieg zaczyna padać nieco po starcie pierwszych zawodniczek. Przy dzisiejszych prognozach pogody, takie coś nie powinno być zaskoczeniem. A na pewno nie dla zespołu najlepszych smarowaczy na świecie, jakim może pochwalić się Norwegia. Jak się jednak okazało, nawet 15 osób znających doskonale swój fach, jest w stanie popełnić błąd. Åge Skinstad, szef kadry Norwegii twierdzi jednak, że tak nieszczęśliwe dobranie sprzętu (struktur i smarów) jest mało prawdopodobne. Inni myślą zupełnie inaczej. Były norweski biegacz- Sindre Wiig Nordby, zdecydowanie obwinia zespół techników, wytykając im błąd niesprawdzenia szczegółowej prognozy pogody. Według serwisu yr.no, z którego korzysta kadra Norwegii, śnieg miał zacząć padać zaraz po starcie zawodów. O ile można było mieć co do tego wątpliwości, bo wcale tak nie wyglądało, o tyle nieprzygotowanie "planu B" jest mocno zastanawiające. Tym bardziej, że norweskie zawodniczki szczególnie odstawały od reszty. Można powiedzieć, że biegły w podobnych warunkach, jak zwyciężczyni Charlotte Kalla. Nie było nawet tak drastycznej zmiany pogody, jaką widzieliśmy w Sapporo przed laty. Tak, czy inaczej, skutek był opłakany- 22. miejsce Heidi Weng, 27. Therese Johaug, 29. Ragnhild Hagi, 31. Marit Bjoergen i 33. Astrid Uhreholdt Jacobsen. Norwegia nie była jedyną nacją, która zaliczyła nieudany występ. Również serwismeni Niemiec popełnili błąd przy doborze smarów.
Te nieprawdopodobne wyniki pozostaną na zawsze w pamięci Norwegów.
Czy można było tego uniknąć? Oczywiście, a najlepszym dowodem jest postawa Amerykanek. Potwierdzają to wiadomości z obozu techników USA oraz, rzecz jasna, wyniki. Startująca z numerem #3, brązowa medalistka Caitlin Gregg nie dość, że miała świetnie przygotowane narty, to jeszcze biegła w dobrych warunkach, kiedy padający śnieg nie zdążył spowolnić trasy. Kolejną medalistką zza oceanu była Jessica Diggins, startująca nieco później, z numerem #37. Jej narty również świetnie jechały, zwłaszcza pod koniec biegu. Ostatnia z reprezentantek USA na liście startowej- Elizabeth Stephen (#53) uplasowała się na 10. miejscu. Biegła już w gorszych warunkach, a mimo to znalazła się w pierwszej dziesiątce, jako ostatnia z zawodniczek z wysokim numerem startowym.
Trzy reprezentantki USA w pierwszej dziesiątce, a czwarta na 15. miejscu (Kikkan Randall). Również niecodzienny widok.
Poza konkurencją wydawała się być we wtorek Charlotte Kalla. Od samego początku narzuciła wysokie tempo i utrzymała je do końca. Nawet warunki jej nie przeszkodziły, a narty były tego dnia przygotowane prawidłowo. Być może nie tak dobrze, jak w przypadku Amerykanek, ale ewentualne niedociągnięcia nadrobiła swoją formą. Wszystko wyglądało podobnie, jak w ostatnim biegu przed Mistrzostwami Świata. W Oestersund Kalla również nie dała szans rywalkom. Tym razem zmieniła się tylko ich narodowość. Norweżki zostały zastąpione przez Amerykanki.
Szczęśliwe podium. Od lewej: Diggins, Kalla, Gregg.
Wielkie imprezy uwielbiają zaskakiwać. Tym razem o zwrot akcji rodem z baśni zatroszczyła się pogoda. Mimo to, kolejna po Igrzyskach Olimpijskich w Sochi wpadka serwisantów Norwegii może zastanawiać. Najwidoczniej czasem nawet najlepszych opuszcza szczęście. Wtedy na nic zdają się gigantyczne nakłady finansowe przeznaczane każdego sezonu na badania śniegu i smarów. Podobnie jak ogromna ciężarówka techników przygotowujących narty, która tym razem przegrała z ciasnym kontenerem Amerykanów.

Bo to jest niebezpieczny sport

W miniony weekend rozpoczął się długo oczekiwany sezon w sportach zimowych. Powróciły zawody Pucharu Świata w biathlonie i biegach narciarskich. Bardziej oczywistego wstępu nie mogłem wymyślić. Teraz jednak zajmę się czymś obok samego faktu, że teraz moje życie poukładane jest pod transmisje z zawodów.

Jak zapewne pamiętacie, biegacze narciarscy rozpoczęli swoje zmagania od prologu w Kuusamo (Ruka). Najpierw rozegrano sprinty stylem klasycznym, zaś następnego dnia biegi na dystansach (10 km i 15 km) również klasykiem. Być może wielu z Was nie przepada za zawodami, których start odbywa się indywidualnie. Można przecież powiedzieć, że nic się zwykle na nich nie dzieje, kamera jedynie skacze z jednego punktu pomiarowego do następnego i każdego zawodnika widzimy średnio przez kilka sekund. Sporo w tym prawdy, bo rzeczywiście przekaz telewizyjny nigdy nie jest w stanie przekazać wszystkich wydarzeń z trasy jednocześnie. Natomiast stwierdzenie, że takie biegi są nudne, jest karygodnym błędem. Powód jest prosty. Często właśnie to, co najciekawsze i decydujące, umyka kamerze. Idealnym przykładem potwierdzającym moje słowa jest właśnie wspomniany bieg na 15 km stylem klasycznym w Kuusamo. W czasie jego trwania na jednym ze zjazdów wywróciło się kilkunastu zawodników. Wśród nich był Noah Hoffman, dla którego upadek zakończył się złamaniem kości śródstopia i wykluczeniem ze ścigania na dłuższy czas. Tę pechową sytuację opisał na swoim blogu:
"Kiedy pokonywałem zjazd na moim trzecim okrążeniu w wyścigu, nie było nikogo obok mnie. Nie starałem się być zbyt agresywny, właściwie to powinienem był poruszać się szybciej. Nie jestem pewien, co dokładnie się stało. Poślizgnąłem się na lodzie, złapałem świeży śnieg na poboczu, przez co straciłem kontrolę i uderzyłem w siatkę ochronną. (...) Jedna narta złamała się w pół, kiedy uderzyła w siatkę, zaś druga przebiła się przez materiał i przeleciała na drugą stronę. (...) Kiedy nadal sunąłem w dół, moja noga, która utknęła w płocie, znacznie się wygięła."
Noah Hoffman podczas zawodów PŚ w Szklarskiej Porębie w zeszłym sezonie.
Noah miał i tak dużo szczęścia, że w trakcie upadku nie biegł obok niego inny zawodnik. Mogłoby wtedy dojść do dużo poważniejszej sytuacji. Podobny pech spotkał innego Amerykanina. Reese Hanneman również wywrócił się na tym samym zjeździe, jednak bez większych obrażeń. Jak sam tłumaczy, wszystko miało miejsce przy dużym ruchu na trasie. "Kilku rozstawionych zawodników dogoniło mnie na trudnym podbiegu, gdy zbliżaliśmy się do zjazdu. Dla jednego z Finów tłok na zjeździe stał się nieznośny, dlatego zaczął krzyczeć na innych. Nie wiedziałem, którą stroną mam jechać."- tłumaczył Reese dla FasterSkier. Dalej nastąpił znany nam już zestaw zdarzeń, czyli złapane pobocze i upadek. Wyścig udało mu się ukończyć na 82. miejscu. Oczywiście przy tej okazji pojawiły się pytania, czy trasy nie są przypadkiem zbyt niebezpieczne, ale takie sytuacje również są częścią tego sportu.

Wracając do Hoffamana, po wypadku został szybko przetransportowany do pobliskiej kliniki, gdzie prześwietlono kontuzjowaną stopę. Następnego dnia wrócił do USA. Wszystko po to, aby jak najszybciej spotkać się ze specjalistą i otrzymać szczegółową diagnozę. Okazało się, że kontuzja wymaga leczenia operacyjnego, dlatego nie dalej jak przedwczoraj Noah przeszedł zabieg. Kość była minimalnie przemieszczona, co nie mogło pozostać bez ingerencji chirurga. Na szczęście wszystko potoczyło się pomyślnie i zawodnik zespołu USA może już myśleć o rehabilitacji, a nawet o powrocie do rywalizacji. Obecnie jeszcze nie mówi się o możliwości jego startu na Mistrzostwach Świata w Falun.

Post bez słowa o biathlonie nie miałby tu prawa bytu. Zwłaszcza, że dużo się działo podczas pierwszych zawodów w Oestersund. Z wnioskami i refleksjami poczekam jednak do końca weekendu. Dziś chciałbym się skupić na fakcie, że w tym sezonie brakuje pewnej istotnej części oglądania biathlonu. Na stronie biathlon.pl nie ma już zabawy w typowanie wyników. Odkąd pamiętam, zawsze brałem w tym udział z większym lub mniejszym szczęściem. Natomiast SadurSky Senior raz nawet tę zabawę wygrał (widać, kto jest prawdziwym ekspertem, tylko mu się pisać nie chce ;-)). Pamiętam te spekulacje przed każdym biegiem, które i tak były weryfikowane przez brutalną biathlonową rzeczywistość. Nie zapomnę dodatkowych emocji związanych z miejscem w klasyfikacji generalnej typujących. Teraz to wszystko się skończyło, miejmy nadzieję, że nie na zawsze. Być może zabrakło czasu i zapału, bo na pewno powodem nie był brak sponsora. W gruncie rzeczy chodziło przecież o dobrą zabawę, choć czasem trafiały się cenne nagrody. Jakby nie patrzeć, był to jedyny aspekt współzawodnictwa w moim "biathlonowym życiu". Będę za tym tęsknił...

Pierwsze strzały

Choć oficjalnie sezon 2014/2015 biathlonowego Pucharu Świata jeszcze się nie zaczął, to większość czołowych biathlonistów oddała już pierwsze strzały na zawodach międzynarodowych. Tradycyjnie w Sjusjoen zawodnicy rozpoczęli zimowe zmagania biegami sprinterskimi oraz ze startu wspólnego. Oprócz szerokiej kadry Norwegii, na starcie stanęło wiele innych mocnych ekip, m. in. Francja z braćmi Fourcade na czele. Te zawody zawsze są okazją do sprawdzenia formy i wytypowania nazwisk, które wystartują w trzech pierwszych odcinkach PŚ. Jak spisali się Norwegowie i jaka jest forma Martina Fourcade? Oto, co wydarzyło się na trasach w Sjusjoen.

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę na to, że reprezentacja Norwegii po raz pierwszy pokazała się w nowych strojach. Stare wzory od Odlo zostały zastąpione przez markę Swix. Trzeba przyznać, że nowy design bardziej nawiązuje do barw narodowych.

Oprócz nowego stroju, Ole Einar Bjoerndalen zaprezentował swoje wygięte kije od Exela, o których pisałem wcześniej. Faktycznie wygląda to dość niecodziennie. Przejdźmy jednak do sedna, czyli biegów. W sobotę odbyły się sprinty. Wśród kobiet mieliśmy bardzo ładne podium i umyślnie używam tego określenia, bo zwyciężyła Włoszka Dorothea Wierer, przed Tiril Eckhoff i swoją rodaczką Karin Oberhofer. Kto choćby raz widział te biathlonistki, zrozumie, o co chodzi. Zaskakujące może być to, że wśród tak zapełnionej Norweżkami stawką, udało się zmieścić na podium aż dwóm reprezentantkom Włoch.
Dorothea Wierer przepytywana przez reporterów NRK.
Bieg mężczyzn zakończył się małą niespodzianką. Kolejny raz przekonaliśmy się, że nie można skreślać weteranów. Alexander Os, który był zmuszony przygotowywać się do sezonu poza kadrą A Norwegii, zwyciężył w imponującym stylu. Bezbłędne strzelanie i szybki bieg, pozwoliły mu wyprzedzić Simona Fourcade oraz Vetle Sjåstad Christiansena. 
Leworęczny Alexander Os w trakcie drugiego strzelania.
Patrząc na wynik Osa i Simona Fourcade, cieszy mnie dobra postawa biathlonistów, którzy byli trochę mniej widoczni w ostatnich sezonach. Klasyfikację pierwszej dziesiątki biegu mężczyzn możecie zobaczyć poniżej.
\Kliknij, aby powiększyć.

Na niedzielę przypadły biegi masowe. Do startu dopuszczana była najlepsza czterdziestka biegów sprinterskich. Nie pomyliłem się. W Sjusjoen jest naprawdę 40 stanowisk na strzelnicy. Wśród kobiet podium ze sprintu prawie się nie zmieniło. Jedynie Karin Oberhofer zamieniła inna Włoszka- Nicole Gontier. Eckhoff i Wierer pokazały, że są w bardzo dobrej formie na początku sezonu. Należy jednak pamiętać, że wszystko to miało miejsce pod nieobecność dwóch znakomitych zawodniczek, bowiem zarówno Darya Domracheva, jak i Kaisa Makarainen, nie startowały. Na pewno więcej wyjaśni się w Oestersund. Tak, czy inaczej wierzę w ogromne możliwości Tiril Ekchoff, zaś cała kobieca kadra Włoch może nas mile zaskoczyć w nadchodzących zawodach Pucharu Świata.
Znany już napis wśród norweskich kibiców dodawał siły Królowi biathlonu.
Bieg ze startu wspólnego mężczyzn był pięknym przypomnieniem siły Ole Einara Bjoerndalena. Król pokazał, o ile smutniejsza byłaby rywalizacja bez niego. Podobnie jak rok temu, zwyciężył w Sjusjoen, wyprzedzając Larsa Helge Birkelanda oraz Emila Hegle Svendsena. Wszystko rozstrzygnęło się na ostatnim strzelaniu, kiedy to tylko Birkeland i OEB byli bezbłędni. Warto zaznaczyć, że podczas tej próby Martin Fourcade spudłował aż trzy razy. Być może forma Francuza nie jest optymalna, choć tego weekendu pokazał, że pod kątem szybkości na trasie nie odstaje od reszty. Bjoerndalen natomiast fantastycznie pobiegł ostatnią rundę. Odrobił 9 sekund straty do Birkelanda, a potem zdołał go zaatakować na ostatnim podbiegu i odnieść pewne zwycięstwo. 

Najprawdopodobniej żadnego innego biathlonisty nie będzie stać na takie wyczyny w wieku 40 lat. Za każdym razem muszę sobie o tym przypominać, bo przecież dla mnie ma on wciąż te trzydzieści kilka lat. Można pójść za redaktorem portalu biathlon.pl i porównać OEB do "Mody na sukces", która nigdy się nie skończy. Jest jednak pewna znaczna różnica- jego zawsze będziemy chcieli oglądać...
Każdy biathlonista zostawił swój podpis na tablicy. Również Ole Einar Bjoerndalen, który potrzebował na to całej kartki ;) Nieskromnie dodam, że mam taki sam na czapeczce.

Aby dopełnić jeszcze formalności odnośnie biegu ze startu wspólnego mężczyzn, poniżej wrzucam klasyfikację pierwszej dziesiątki. Kto nie oglądał transmisji, może nadrobić zaległości na kanale Emila Hegle Svendsena na YouTube.
Kliknij, aby powiększyć.
Po zawodach w Sjusjoen można powiedzieć już nieco więcej na temat formy poszczególnych zawodników i zawodniczek. Do startu Pucharu Świata pozostało już nieco mniej niż dwa tygodnie, więc czas najwyższy, aby przygotować się w pełni do rywalizacji. Cały biathlonowy teatr rusza 30 listopada tradycyjnie sztafetą mieszaną w Oestersund. Następnie biegi indywidualne, sprinty i pościgowe. Wtedy na starcie zobaczymy już wszystkich i okaże się, kto tak naprawdę będzie walczył o najwyższe lokaty. Tak więc, do zobaczenia!

Biathlon w wydaniu ekstremalnym i inne nieszczęścia

Prawdziwie sportowy weekend nam się trafił. Oprócz zawodów biathlonowego Pucharu Świata w szwedzkim Oestersund mieliśmy do dyspozycji biegi narciarskie w Kuusamo, narciarstwo alpejskie w Kanadzie i USA, a nawet ostatni wyścig sezonu serii WEC w Bahrajnie. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

Zacznijmy jednak od biathlonu, który w swojej inauguracji sezonu pokazał prawdziwie ekstremalną odsłonę. Najpierw zaskakująca i wietrzna sztafeta mieszana, później odwołanie i przesunięcie startu biegu indywidualnego kobiet z powodu silnego wiatru, aż w końcu dzisiejszy mini huragan. Przypomnijmy, że bieg pościgowy kobiet rozpoczął się zgodnie z planem, o 11:30. Jednak już na pierwszym strzelaniu widać było, że podmuchy wiatru ze śniegiem znacznie utrudniały strzelanie zawodniczkom. Następne wizyty na strzelnicy były jeszcze gorsze. Trudności sprawiało samo oddawanie strzałów, nie mówiąc już o byciu bezbłędnym. Stąd wszystko zajmowało bardzo dużo czasu, a karnych rund było mnóstwo. Przykładowo, na drugim strzelaniu zwyciężczyni sprintu- Ann Kristin Flatland została prawie oślepiona śniegiem. W dodatku wiatr porwał jej okulary. Możecie zobaczyć tę sytuację w poniższym filmie.



Jak widać, z celnością nie było jeszcze tak źle. Po długim mierzeniu, Norweżce udała się sztuka bezbłędnego strzelania. Jedno pudło Daszy to też dobry wynik. Prawdziwy horror przyszedł na trzecim strzelaniu, w pozycji stojącej. Teraz wyobraźcie sobie sytuację, że przy zmęczeniu dystansem musicie trzymać ponad 3- kilogramowy karabin, walczyć z wiejącym prosto w twarz wiatrem i jeszcze celować do krążków o średnicy 11,5 cm. Dopiero wtedy można zrozumieć to, co spotkało zawodniczki podczas tej wizyty na strzelnicy. Wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie, a wynik 5/5 był prawie nieosiągalny (udało się to tylko Włoszce Wierer). Rosjanka Ekatarina Iourieva spędziła na stanowisku około 3 minuty, a mimo to zaliczyła 3 karne rundy.

Podobnie było z resztą stawki. Dlatego dyrektor zawodów podjął decyzję o przerwaniu biegu i jego anulowaniu. Trzeba przyznać, że werdykt był dość kontrowersyjny. Część zawodniczek przyjęła to ze zrozumieniem, a część z rozczarowaniem. Zwłaszcza prowadząca Darya Domrachyeva i biegnąca za nią Flatland nie ukrywały zdziwienia.

Z jednej strony można zapytać, czemu nie przerwano zawodów wcześniej, kiedy jeszcze nie było żadnych rozstrzygnięć. Z drugiej strony nie można było biernie przyglądać się temu, co działo się na strzelnicy, bo zaczęło się robić nie tylko przypadkowo, ale też niebezpiecznie. Osobiście uważam, że lepiej późno, niż wcale i podjęta decyzja, choć krzywdząca niektóre zawodniczki, była konieczna. W związku z brakiem poprawy warunków atmosferycznych, bieg pościgowy mężczyzn również został odwołany. Liderzy klasyfikacji generalnych się więc nie zmienili. Nadal są nimi Gabriela Soukalova i Martin Fourcade.

Oestersund pożegnało się więc z biathlonistami bardzo nieprzyjemnie. Mam nadzieję, że w Hochfilzen będzie już normalnie i uda się rozegrać wszystkie zaplanowane konkurencje. Takich problemów nie mieli natomiast biegacze narciarscy, którzy dziś kończyli inauguracyjny cykl Ruka Triple. Panie ścigały się na dystansie 10 km, zaś panowie na 15 km. Oba biegi były rozegrane techniką dowolną, a startowano z przewagą wypracowaną w pozostałych biegach całego weekendu. Była to więc pierwsza okazja dla specjalistów od łyżwy, takich jak Therese Johaug, Charlotte Kalli, czy Marcusa Hellnera, na pokazanie się z dobrej strony. Poniekąd im się to udało. Wśród kobiet wygrała Marit Bjoergen przed Kallą i Johaug (Justyna Kowalczyk przybiegła tuż za podium), zaś w rywalizacji mężczyzn triumfował Martin Johnsrud Sundby przed dwoma Rosjanami: Legkovem i Vylegzhaninem. Hellner gonił z dalekiego miejsca, ale zabrakło mu sił na ostatniej pętli i udało się jedynie wskoczyć na 7. lokatę. Dzisiejsi zwycięzcy są jednocześnie liderami klasyfikacji generalnych Pucharu Świata. Potwierdził się niestety znany schemat: u panów rywalizacja jest wyrównana i ciekawa, a u pań wciąż te same nazwiska na czele.

Czas zostawić Europę i udać się do Ameryki Północnej, gdzie swoje pierwsze w tym sezonie konkurencje szybkościowe rozgrywali narciarze alpejscy. Panowie udali się do kanadyjskiego ośrodka w Lake Louise, gdzie czekał na nich zjazd i supergigant. W zjeździe najlepszy okazał się Włoch Dominik Paris. Aksel Lund Svindal był (dopiero) czwarty i na pewno będzie chciał się odegrać. Ma do tego okazję o 19:00 naszego czasu, kiedy rozpocznie się SG. Kobiety natomiast po raz pierwszy mierzyły się z trasami w Beaver Creek w USA, gdzie za rok odbędą się mistrzostwa świata. W zjeździe i supergigancie wygrała ta sama osoba- Lara Gut. Szwajcarka od początku sezonu imponuje formą. Wygrała już inauguracyjny slalom gigant w Soelden a po dobrej postawie w Ameryce umocniła się na prowadzeniu w klasyfikacji generalnej PŚ. Miała jeszcze okazję do zdobycia większej liczby punktów w dzisiejszym slalomie gigancie, ale właśnie wypadła z trasy. Ciekawe, co na poczynania Lary powie Lindsey Vonn, która po odnowieniu kontuzji jeszcze nie powróciła do rywalizacji.

I na koniec coś niezwiązanego ze sportami zimowymi, czyli ostatni wyścig z serii World Endurance Championship. Jako miejsce zakończenia sezonu został wybrany słoneczny Bahrajn. Jeszcze przed wyścigiem było wiadomo, że tytuł mistrzów świata trafi do kierowców Audi: Toma Kristensena, Loica Duvala oraz Allana McNisha. Nie było więc specjalnych emocji. Jedynie Toyota chciała udowodnić, że ma coś do powiedzenia w walce z niemiecką marką. Po szczęśliwej wygranej w Fuji (wyścig przerwany z powodu ulewy) i niepowodzeniu w Szanghaju (wypadek prowadzącego samochodu na godzinę przed końcem) japoński producent wystawił ponownie dwa samochody. Oba spisały się bardzo dobrze w kwalifikacjach, zajmując dwie czołowe pozycje. Wyścig również poszedł po myśli Toyoty. Co prawda samochód #7 musiał wycofać się już po 64 okrążeniach, ale ekipa #8 (Buemi, Davidson, Sarrazin) zwyciężyła po sześciu godzinach rywalizacji. Drugie miejsce przypadło Audi #1 (Lotterer, Treluyer, Fassler), zaś na najniższym stopniu podium znalazła się Oreca 03- Nissan #26 zespołu G- Drive Racing (Rusinov, Martin, Conway) z kategorii LMP2. Stało się tak w wyniku niepowodzenia reszty prototypów LMP1. Jak zawsze spustoszenie na torze siały samochody Lotusa. Już w pierwszych minutach wyścigu zdołały uszkodzić jedno Porsche oraz Morgana po czym zakończyły rywalizację na dwóch ostatnich miejscach. Przynajmniej było śmiesznie...    

Mamy pierwszych liderów

Jesteśmy już po biegach indywidualnych w Oestersund. Nastąpiły pierwsze rozstrzygnięcia. Przede wszystkim mamy pewnego rodzaju niespodziankę wśród kobiet, a jest nią czeska liderka klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. O ile się nie mylę, Gabriela Soukalova jest pierwszą w historii reprezentantką naszych południowych sąsiadów, której udało się wejść w posiadanie żółtej koszulki. Trzeba przyznać, że zwycięstwo w dzisiejszym biegu na 15 km jest jednocześnie piątym z rzędu w zawodach PŚ. Pamiętamy przecież, że Czeszka wygrała wszystkie konkurencje w trakcie zawodów zamknięcia poprzedniego sezonu w Khanty- Mansiysku oraz wraz z resztą drużyny triumfowała w niedzielnej sztafecie mieszanej. Imponująca seria jest zapowiedzią dalszych sukcesów? O tym przekonamy się już jutro, kiedy wieczorem zostanie rozegrany bieg sprinterski. Drugie miejsce trafiło w ręce Anastasyi Kuzminy, zaś trzecia była Marie Laure Brunet. Francuzka miała szansę na zwycięstwo, bo, tak jak przewidywałem, strzelała celnie i poprawiła się w biegu. Podczas ostatniej próby na strzelnicy spudłowała jednak raz, co nie pozwoliło jej walczyć z Czeszką i Słowaczką mimo ich dwóch doliczonych minut. Z dobrej strony pokazała się Darya Domracheva, mając najlepszy biegowy rezultat, oraz Monika Hojnisz, która również świetnie spisała się na trasie. Jedynie strzelanie nieco zawiodło i obie zawodniczki z czterema karnymi minutami nie liczyły się w walce o podium. Podczas sprintu, gdzie są tylko dwa strzelania i biega się karne rundy, będą miały większe szanse. Niespodziewanie słabo pobiegła dziś Kaisa Makarainen, mając dopiero 16. czas pokonania trasy. Potwierdziło się natomiast złe strzelanie Tory Berger, która zaliczyła aż pięć pudeł. Przy jej zeszłorocznej skuteczności jest to niemałe zaskoczenie. Zobaczymy, czy Norweżka poprawi się jeszcze w Oestersund. Najlepszą reprezentantką Norwegii okazała się dziś młoda Tiril Eckhoff, zajmując 5. miejsce. Jej starszy brat i były biathlonista- Stian, na pewno będzie dumny.

W rywalizacji mężczyzn także było ciekawie. Poza zwycięstwem Martina Fourcade, właściwie cała pierwsza dziesiątka jest dość niespodziewana. Liczyło się przede wszystkim dobre strzelanie, a warunki na trasie były trudne, stąd mamy takie, a nie inne wyniki. Martin świetnie zrehabilitował się po niedzielnej wpadce i nie pozostawił wątpliwości co do jego przygotowania. Można też zauważyć dobrą dyspozycję ekipy Austrii, która kryzys z zeszłego sezonu ma już za sobą, co potwierdza zajęcie dwóch miejsc na podium przez Simona Edera i Daniela Mesotitscha. Zaskakująco dobrze strzelał Klemen Bauer, który zazwyczaj pudłuje jak najęty. Inną taktykę przyjął także Włoch Lukas Hofer, który zwykle szybko biegał, a niecelnie strzelał. Tym razem strzelanie poszło mu idealnie, zaś biegowo fatalnie. Do najlepszego czasu samego biegu, należącego do Emila Hegle Svendsena, stracił ponad dwie i pół minuty. Znalazło się też kilka nazwisk, które mogą być zaskoczeniem. Przykładowo czwarte miejsce Kanadyjczyka Le Guellec'a. Widocznie Jean- Philippe czuje się na szwedzkich trasach doskonale, bo rok temu wygrał w Oestersund sprint. W ogólne chciałbym zwrócić uwagę na Kanadyjczyków, bo inny reprezentant tego kraju- Nathan Smith strzelał dzisiaj najszybciej i miał najkrótszy czas pobytu na strzelnicy. Z trzema doliczonymi minutami zajął 16. miejsce. Najlepszym z Norwegów okazał się Vetle Sjastad Christiansen, zajmując 17. lokatę, co też może być zaskoczeniem przy składzie pełnym gwiazd (bracie Boe, Svendsen, Bjoerndalen, L'abee- Lund). Zadecydowało o tym oczywiście strzelanie, które młody Vetle wykonał znacznie lepiej od kolegów. Zobaczymy jak będzie w sobotę, kiedy panowie rozegrają swój bieg sprinterski. Na pętlę, którą będą pokonywali trzykrotnie, zaprasza Alexis Boeuf w poniższym filmie, prezentując ją z perspektywy zawodnika.

Znalezione w internetach- słodka pasja

Ludzie mają różne zainteresowania i sposoby na wypełniania nudy. Nie dla wszystkich aktualne zajęcie jest całym życiem. Czasem trzeba po prostu zwyczajnie odpocząć, zrobić coś innego. Niekiedy wychodzą z tego bardzo ciekawe rzeczy. Znalazłem w internetach idealny przykład na potwierdzenie tej tezy.

Znacie może szwedzką biathlonistkę Elizabeth Högberg? Nie ma specjalnych osiągnięć, ale po zakończeniu kariery Heleny Ekholm ciężko szukać rezultatów nawiązujących do słynnej rodaczki przez jakąkolwiek reprezentantkę Szwecji. Wracając jednak do pani Elizabeth, jej sposób na odpoczynek pomiędzy treningami a startami jest nie tylko interesujący, ale też smaczny. Otóż zajmuje się ona robieniem ciast i tortów. Ale nie takich zwykłych, typu sernik (nie umniejszając w żaden sposób sernikowi). Skoro Högberg jest biathlonistką, postanowiła odwzorować stadion biathlonowy w Oestersund w formie tortu. Efekt możecie podziwiać w filmie poniżej. Oczywiście na degustację zostali zaproszeni wszyscy ludzie związani z obiektem, w tym Helena Ekholm, już jako szczęśliwa mama, pojawiła się z dzieckiem. Nie pozostaje nic innego, jak pogratulować talentu pani Elizabeth i życzyć tak udanych startów, jak ten tort. Można połączyć biathlon z cukiernictwem? Jak się okazało, przy odpowiedniej pracy i zaangażowaniu jest to możliwe. Szkoda tylko, że mnie tam nie było...



Dlatego pamiętajcie Drodzy Czytelnicy, aby rozwijać swoje zainteresowania. Te najważniejsze, zajmujące pierwsze miejsce w Waszym życiu, ale także inne, urozmaicające codzienne życie i nadające mu dodatkowego kolorytu. Bo nie ma nic bardziej dołującego niż pasja zamieniona w rutynę.

Mój typ- zawody w Oestersund cz.2

Czas powrócić do typowania przed zawodami Pucharu Świata w Oestersund. Tym razem przyjrzymy się faworytkom. Muszę przyznać, że zawsze trudniej było przewidzieć rywalizację kobiet. Wydaje się, że jest grono tzw. "betoniarek", które ciągle zajmują (betonują) miejsca na podium, czasem tylko zmieniając kolejność. Stąd postanowiłem zaczekać z typowaniem aż do dzisiejszej sztafety mieszanej. I tak, już jesteśmy wszyscy mądrzejsi w kwestii formy niektórych zawodniczek.

No chyba, że ktoś wolał oglądać kilkugodzinną transmisję na żywo z pokazywania twarzy Waltera Hofera rozmawiającego przez krótkofalówkę (czytaj: skoki narciarskie). Swoją drogą, zaczynam dostrzegać pewne objawy skretynienia w FIS. Już sam wybór Klingenthal, jako miejsca startu PŚ, był mocno nieprzemyślany. Chyba lepiej byłoby skakać na śniegu, niż na igielicie pokrytym czymś w rodzaju mąki ziemniaczanej (bo nazwanie tego śniegiem byłoby obrazą). Do tego jeszcze te zabawy z wiatrem, przelicznikiem, belką i fæn wie jeszcze czym. W efekcie mamy nudne konkursy, protesty, odwołania i w sumie nie wiadomo, kto wygrał i czy będzie druga seria, czy konkurs zostanie wstrzymany na kolejne 12 godzin, żeby wszyscy razem mogli sobie do woli pojeździć tą fajną windą. Zaczyna się robić cyrk, a przez to transmisje innych sportów są zrzucane, tak jak dzisiaj było z biathlonem na Eurosporcie. Wróćmy jednak do tej właściwej dyscypliny sportu. Po dzisiejszej sztafecie mieszanej wiemy, że w Rosji niezbyt dobrze się dzieje, Tora Berger ma problemy ze strzelaniem, a Martin Fourcade ma problemy z liczeniem do trzech, przez co Francja dostała karę 2 minut. Kto oglądał, ten wie. A kto nie, niech żałuje, bo działo się wiele. Wygrali Czesi przed Norwegami i Ukrainą (przesuniętą w wyniku kary Francuzów). Po raz kolejny sprawdziła się zasada, że nie ma nic pewnego, dopóki nie przekroczy się linii mety, a czasem nawet i to nie wystarcza. W każdym razie można przystąpić do wskazania zawodniczek, które będą liczyły się w rywalizacji indywidualnej.

1. Murowane faworytki:

  • Tora Berger- doskonale pamiętamy, jak zdominowała zeszłoroczną walkę w Pucharze Świata. Celne strzelanie i szybki bieg były jej niezwykle mocną stroną w każdej konkurencji. Zdobywczyni dużej kryształowej kuli oraz zwyciężczyni wszystkich "małych" klasyfikacji jest najpewniejszą biathlonistką do typowania na czołowych miejscach. Jedynie na sprawdzianie przedsezonowym w Sjusjøen i w dzisiejszej sztafecie coś nie grało w strzelaniu Tory. Czy tak doświadczona zawodniczka będzie potrafiła się odpowiednio skoncentrować, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik przed biegiem indywidualnym w Oestersund? Zobaczymy już w środę.
  • Andrea Henkel- dziś bez rewelacji, ale jej dobra postawa w Sjusjøen i doświadczenie pozwalają wskazać ją jako faworytkę w biegu na 15 km. Przypomnijmy, że tam za każdy niecelny strzał doliczana jest minuta do czasu biegu, więc Andrea będzie musiała szczególnie dobrze spisać się na strzelnicy.

2. Drugie skrzypce:

  • Kaisa Makarainen- zawsze uzyskuje bardzo szybkie czasy biegowe. Jedynie ze strzelaniem bywa różnie, choć dzisiaj zaprezentowała się z dobrej strony. Zdarzało jej się wygrywać biegi indywidualne, choć osobiście upatruję większych szans w sprincie.
  • Darya Domracheva- wielka niewiadoma. Czasem prezentuje się świetnie w strzelaniu i biegu, a innym razem zupełnie zawala jeden z elementów. Ciężko określić, jak będzie w Oestersund, ale powinna być blisko zwycięstwa. W końcu jest jedną z "betoniarek".

    3. Czarny koń rywalizacji:

    • Marie Laure Brunet- jeżeli ktoś może zamieszać w gronie "betoniar" w biegu indywidualnym, to może być tym kimś świetnie strzelająca Francuzka. Dużo mówi się o poprawieniu czasów biegowych przez całą kobiecą część reprezentacji. Pamiętamy przecież, że uzyskiwane rezultaty przez Brunet były w zeszłym sezonie fatalne. Po dzisiejszej sztafecie można przypuszczać, że rzeczywiście coś zmieniło się na lepsze. Ale czy wystarczająco, aby w biegu indywidualnym Marie Laure rzeczywiście mogła wedrzeć się choćby na podium? Wszystko będzie zależało od jej dyspozycji na trasie, bo bezbłędne strzelanie jest chyba oczywiste...   
    Sezon, który właśnie się zaczął z pewnością będzie interesujący, z uwagi na Igrzyska Olimpijskie. Czy jednak nie będzie znów sytuacji "zabetonowania" podium przez grono faworytek? A może znajdzie się jakaś nowa siła, która przełamie monopol znanych nazwisk? Czy Polskie zawodniczki zaczną regularnie zaglądać do ścisłej czołówki? Odpowiedzi na te pytania będziemy znali już po zawodach w Oestersund.

      Witamy w Oestersund

      Oestersund. To szwedzkie miasto po raz kolejny gości zawody otwarcia biathlonowego Pucharu Świata, stąd jest ono dobrze znane wielu sympatykom tego sportu. Przed rozpoczęciem zmagań przyjrzymy się jednak dokładniej temu miejscu. Zobaczymy, jak wygląda trasa z perspektywy zawodnika oraz ile kosztują bilety wstępu na trybuny.

      Zacznijmy od cen biletów. Wydawać by się mogło, że Skandynawia jest droga, więc i wstęp na zawody znacznie odchudzi nasz portfel. Nie do końca jest to prawdą. Bilet na niedzielę (sztafeta mieszana) kosztuje 100 koron szwedzkich, co jest równowartością około 50 zł. Studenci i seniorzy objęci są dodatkowo 50% zniżką, a młodzież do 16 roku życia ma zapewniony wstęp darmowy. Te same ceny obejmują rozgrywki indywidualne w trakcie tygodnia, czyli biegi indywidualne i sprinty. Wyjątkiem jest niedziela, kiedy zostaną rozegrane dwa biegi pościgowe. Wówczas wstęp będzie kosztował 200 SEK dla dorosłych i 100 SEK dla studentów i seniorów. Porównując przykładowo z biletami na takie same konkurencje PŚ w Novym Mescie w 2012 roku, cena w Oestersund jest około dwukrotnie wyższa. Jeżeli natomiast weźmiemy pod uwagę zeszłoroczne Mistrzostwa Świata i również dzień biegów pościgowych, to okaże się, że na imprezę wyższej rangi można było wejść płacąc niewiele więcej (równowartość około 15 zł) niż w tym roku na zawodach otwarcia. Taka różnica cen daje do myślenia, że na biathlon lepiej wybrać się do Czech, bo w końcu bliżej i taniej. Jednak w tym sezonie Puchar Świata nie zawita na Morawy, dlatego trzeba poszukać innego miejsca do zobaczenia najlepszych zawodników w akcji. Porównajmy zatem ceny biletów w Szwecji z obowiązującymi podczas finału PŚ w Oslo. Tam stawki na dwa biegi pościgowe oraz biegi ze startu wspólnego zaczynają się od 162 NOK (równowartość około 80 zł), przy czym jest to cena promocyjna. Za dobre miejsca na trybunach stadionowych trzeba jednak zapłacić 367 NOK, czyli około 190 zł. Widać więc, że Norwegia jest droższa i zapewne nie jest to tylko zasługą faktu zakończenia Pucharu Świata. Warto jeszcze dodać, że karnet wstępu na cały tydzień zawodów w Oestersund kosztuje 440 SEK, czyli około 210 zł, zaś ze zniżką o połowę taniej.

      Wiadomo już wszystko o cenach biletów na pierwsze zawody Pucharu Świata. Na przestrzeni całego sezonu ukażą się podobne posty dotyczące innych miejsc, do których zawitają biathloniści. A teraz czas poruszyć temat trasy biegowej w Oestersund. Znamy ją doskonale z poprzednich lat. Szczególnie ostatni zjazd przed stadionem potrafi sprawiać problemy najlepszym, jak choćby w 2010 roku, kiedy upadek pozbawił zwycięstwa Ole Einara Bjoerndalena. Oczywiście jest wiele wariantów, które będą wykorzystywane w nadchodzącym tygodniu. Najdłuższym z nich będzie 4- kilometrowa pętla biegu indywidualnego mężczyzn, po której rok temu oprowadzał Borut Nunar. Zobaczmy zatem nagranie z jego przejazdu.



      Jak widać, trasa w swoim najdłuższym wydaniu jest wymagająca. Na pewno dobre przygotowanie nart będzie kluczowe na długich i technicznych zjazdach. O ile konfiguracja nie ulegnie zmianie, identyczne wrażenia czekają na biathlonistów w czwartek. Być może wcześniej pojawi się jeszcze "wycieczka" po jednej z krótszych pętli, jak na przykład 3- kilometrowej do biegu indywidualnego kobiet.

      Mój typ- zawody w Oestersund cz.1

      Już za tydzień rozpocznie się biathlonowy Puchar Świata. Jak zapewne widzieliście w poprzednich postach, pierwsze zawody odbędą się tradycyjnie w Oestersund. Większość ekip jest gotowa do sezonu i bierze udział w "sprawdzianach" przed rozpoczęciem walki o punkty w klasyfikacji generalnej. Najlepszych można zobaczyć w norweskim Sjusjøen oraz szwedzkim Idre. Jest to więc dobry czas, aby przedstawić kandydatów do założenia koszulki lidera PŚ.

      Pierwszą konkurencją będzie sztafeta mieszana, jednak to indywidualna rywalizacja interesuje nas bardziej w kontekście całego sezonu. Pierwszym tego typu biegiem będzie 20 km mężczyzn i 15 km kobiet. Za każdy niecelny strzał doliczana jest minuta do czasu biegu. To ważne, bo szybko biegającym zawodnikom nie będzie tak łatwo odrobić tej straty, w porównaniu do przebiegnięcia karnej rundy. Kto więc może zostać pierwszym liderem klasyfikacji generalnej? Odpowiedź wydaje się prosta zarówno w gronie mężczyzn, jak i kobiet, a brzmi ona: Martin Fourcade i Tora Berger. Wskazanie zdobywców kryształowej kuli w zeszłym sezonie jest jednak pójściem na łatwiznę. Trzeba to poprzeć odpowiednimi faktami. Nie można zapominać o innych zawodnikach, a także o tzw. "czarnych koniach" rywalizacji, których zwycięstwa są zawsze zaskoczeniem. Zacznijmy więc od wytypowania faworytów w gronie mężczyzn.


      1. Murowani faworyci:

      • Martin Fourcade- zwyciężył w zawodach otwarcia już dwa razy z rzędu i zawsze był to bieg indywidualny. Wydaje się, że Francuz znalazł receptę na rozłożenie sił pomiędzy celne strzelanie a dobry bieg. Na tym długim dystansie trzeba rozegrać wszystko spokojnie, bez niepotrzebnych błędów. Pamiętajmy jednak, że w Oestersund zostaną również rozegrane biegi sprinterskie i pościgowe, co wcale nie musi oznaczać posiadania koszulki lidera przez Martina po całych zawodach. Tym bardziej, że w sprincie w Sjusjøen nie zaprezentował się najlepiej.
      • Emil Hegle Svendsen- pierwszy z biegów w Oestersund nie jest jego mocną stroną. Należy tutaj przypomnieć, że od ponad 1000 dni EHS nie zaliczył zawodów, w których strzelałby "na czysto", co w biegu indywidualnym zdecydowanie gra na jego niekorzyść. Nie można natomiast odmówić mu świetnej formy biegowej, którą zaprezentował w Sjusjøen. Mając 1 karną rundę na koncie zwyciężył w sprincie, wyprzedzając bezbłędnego Bjoerndalena i dokładając Martinowi Fourcade ponad 20 sekund w samym biegu. 
      Podsumowując zestawienie murowanych faworytów, typuję Fourcade w biegu indywidualnym, a Svendsena na sprint i pościgowy.


      2. Drugie skrzypce, czyli kto może być blisko zwycięstwa:

      • Andreas Birnbacher- zeszły sezon był jego najlepszym w karierze. Wydaje się, że i w tym Niemiec będzie chciał wedrzeć się do ścisłej czołówki. Doświadczenia mu nie brakuje, bywał już na podium PŚ, zaś w Oestersund jego najlepszym rezultatem było drugie miejsce w biegu indywidualnym w sezonie 2006/2007. Dosyć dawno temu, ale od tego czasu jego forma znacznie się polepszyła. W biegu indywidualnym potrzeba przede wszystkim dobrego strzelania, na które stać Birnbachera. 
      • Tarjei Boe- raczej kandydat do sprintu i biegu pościgowego. Po świetnym sezonie 2010/2011, w którym młody Norweg wygrał klasyfikację generalną przyszły trochę gorsze czasy. Ostatnio do stawki najlepszych dołączył jego młodszy brat- Johannes Thingnes. Kto wie, czy presja wywarta na Tarjei nie zadziała motywująco.
      • Dominik Landertinger- Austriak zapewnia, że nigdy nie był lepiej przygotowany do sezonu. To daleko idące deklaracje, tym bardziej, że w zeszłym roku reprezentacja Austrii przeżywała niewielki kryzys. Nie przeszkodziło to jednak młodemu Landertingerowi w zajęciu trzeciego miejsca w klasyfikacji generalnej PŚ. Być może kryzys się skończył i już w Oestersund zobaczymy dobre wyniki Dominika i jego kolegów z drużyny. 
      • Ole Einar Bjoerndalen- nie byłbym sobą, gdybym na niego nie stawiał. Może nawet nie powinien być wspominany jako drugie skrzypce, tylko czarny koń rywalizacji, ale jego forma przed rozpoczęciem sezonu jest naprawdę obiecująca. W Sjusjøen był drugi w sprincie i wygrał bieg ze startu wspólnego. Dawniej wygrywał wielokrotnie w Oestersund, ostatni raz w sezonie 2010/2011. Nie lubi biegów indywidualnych, więc raczej nie uplasuje się wysoko w tej konkurencji, ale już sprint i bieg pościgowy są jak najbardziej w jego zasięgu. 
      W drugich skrzypcach większe szanse dla Birnbachera i Landertingera w biegu indywidualnym, zaś dla Boe i Bjoerndalena w sprincie. 


      3. Czarny koń rywalizacji, czyli jego zwycięstwa nikt się nie spodziewa:

      • Simon Desthieux- nowa nadzieja francuskiej drużyny. Po dobrym występie w Sjusjøen jest wyraźna szansa na zaistnienie młodego Simona w Pucharze Świata. Startował już w zeszłym sezonie bez większych sukcesów, ale z wieloma punktowanymi miejscami na koncie. Jeżeli przygotowania do sezonu przepracował odpowiednio ciężko, możemy go zobaczyć w czołówce już w pierwszych zawodach.
      Wiemy już, czego możemy spodziewać się w biegu indywidualnym mężczyzn w Oestersund, a także w dalszych konkurencjach. Jeżeli chodzi o inne szczegóły zbliżającego się sezonu, warto odnotować, że Francja i Austria na pewno zaprezentują się w nowych strojach. W przypadku Martina Fourcade i spółki będzie to następca znanego i lubianego stroju Mia Figura firmy One Way. Mio Fulmine, bo tak nazwano nowy design, możecie zobaczyć na profilu facebookowym SadurSky. Według mnie, mógłby wyglądać lepiej. Może z czasem się przekonam, ale to nie jest takie samo zaskoczenie, jak w przypadku, gdy weszła Mia Figura. Ponadto Simon Fourcade zapuścił brodę w stylu arabskiego terrorysty, a Christoph Sumann zapowiedział, że będzie to jego ostatni sezon. Tyle w temacie spekulacji przed zawodami. Walka o pierwsze punkty do klasyfikacji generalnej PŚ rozpocznie się już 28 listopada.