"Witam Państwa w ometkowanym świecie...". Tym razem sprawdzimy, jak spisują się najnowsze buty One Way Premio 9 Skate. Mówiąc szczerze, to razem z ich pierwszym użyciem, swoją szansę na prawdziwy test dostały również narty tego samego modelu fińskiego producenta. Czekały długo, bo od stycznia zeszłego roku. Cierpliwość się opłaciła? Zobaczmy.
6 stycznia, Polana Jakuszycka. Słonecznie i mroźno, a ostatnio o podobną pogodę nawet w Jakuszycach było trudno. Takie warunki oraz dzień wolny od pracy z pewnością przyciągnęły turystów, którzy wylegli na trasy w tak dużej liczbie, że miejscami ciężko było się przebić. Sprawy nie ułatwiało wciąż dające o sobie znać kolano. Czego jednak nie robi się dla chwil na nartach? Zawsze można spędzić trochę mniej czasu, wybrać bardziej płaski teren, przechodzić co jakiś czas na double poling. Wszystko to pozwoliło sprawdzić zestaw Premio 9. Pierwsze, co rzuca się w oczy ze strony butów to ich sztywność. Wcześniej biegałem w Salomonach Equipe 8 Skate, o segment niższych od obecnych. Trudno więc porównywać cokolwiek, bo przy Premio 9 ich sztywność przypomina kapcie. Zastosowanie twardszego korpusu oraz podeszwy z włókna węglowego powoduje, że zmiana jest zauważalna. Obecnie stopa jest odpowiednio trzymana, dzięki czemu każdy ruch może być odpowiednio kontrolowany. Podobnie jest z pozycją. System podeszwy, o który tak się martwiłem wcześniej, to SNS Pilot 3. Dokładnie jak przypuszczałem, nie odczułem zmiany w kontroli nart, podobnie jak w wygodzie wyprowadzania kroków. Jest po prostu dobrze. Jedynie przy wpinaniu do wiązań można było stwierdzić, że rzeczywiście belka mocująca została przesunięta w tył. Sporą poprawę natomiast odczuły moje piszczele. Sławne problemy, które przeżywa Justyna Kowalczyk, w moim przypadku rozwiązały się za sprawą lepszych butów. Choć trzeba przyznać, że w lecie pracowałem trochę nad techniką, co mogło wspomóc usunięcie tej przypadłości. Tak czy inaczej, w funkcji przytrzymywania części ponad kostką, Premio 9 spisują się również bardzo dobrze.
Narty miały okazję dotknąć śniegu pod koniec zeszłego beznadziejnego sezonu. Nie było jednak mowy o czymś więcej poza pierwszymi odczuciami. Tu możecie je przeczytać. Podczas normalnych warunków mogłem wykorzystać ich zalety w stu procentach. Wciąż najbardziej cieszy mnie ich niska masa. Czuć to przede wszystkim na podbiegach. W połączeniu z właściwymi butami, wszystko idzie znacznie lepiej niż dawniej.
Kończąc, mogę tylko zapytać sam siebie, dlaczego wybrałem akurat buty Premio 9. Odpowiedź nie może być prostsza niż taka, że pasują do nart. Czegokolwiek od nich oczekiwałem, dostałem to. Są wygodne, lekkie, z urzekającym designem i logo... Czego chcieć więcej?
"Bo to ważne, żeby mieć logo
Stać dumnie wyprostowany,
A nie garbić się jak Quasi Modo."
SadurSky blog
Od teraz na www.czlowiekpolnocy.blogspot.com!
Pocztówka z Oberhofu
Pogoda po raz kolejny pokazała, że nienawidzi biathlonistów. Na przykład na Jamrozowej Polanie postanowiła zgotować organizatorom prawdziwy koszmar z padającym deszczem i temperaturą powyżej zera, przez co mimo starań i szczerych chęci nie udało się rozegrać niedzielnych biegów na dochodzenie w ramach Pucharu IBU. Niemniej jednak dwa wcześniejsze dni, czyli sprinty w piątek i sobotę, potoczyły się zgodnie z planem. Jak potwierdzają opinie zawodników, władz IBU oraz kibiców, impreza się udała, mimo tak trudnych warunków. A w przyszłych latach będzie jeszcze lepiej.
Jeszcze większe problemy mają organizatorzy następnego odcinka Pucharu IBU. W Langdorf, gdzie powinny odbyć się kolejne zawody, panują tak złe warunki atmosferyczne, że już teraz poinformowano o braku możliwości ich przeprowadzenia. Wymusza to ich przeniesienie do Ridnaun- Val Ridanna. Przy tym, Duszniki- Zdrój wypadły lepiej.
Puchar Świata natomiast gościł jak zawsze chimeryczny Oberhof. Mgła, deszcz i wiatr to norma w tym miejscu. Czasem zastanawiam się, czy jest sens corocznego rozgrywania tu zawodów takiej rangi, skoro i tak zwykle nic nie widzą zarówno kibice na stadionie, jak i ci przed telewizorem. Za potwierdzenie moich słów może posłużyć sytuacja z czwartkowej sztafety mężczyzn, której start stał pod znakiem zapytania, aż w końcu został przełożony. Podobnie było ze sprintem w sobotę, tym razem przełożonym o kilka godzin. Powód jednak był ten sam, co zwykle. Opinia publiczna oraz sami zawodnicy zaczynają mieć tego wszystkiego dość. Darya Domracheva zdecydowanie wypowiedziała się na ten temat, twierdząc, że Oberhof powinien zniknąć z kalendarza PŚ. Martin Fourcade natomiast proponował zmianę terminu zawodów w tej lokalizacji na taki, w którym klimat byłby łaskawszy dla wszystkich. Inną kwestią są jeszcze trasy, które nawet w normalnych warunkach sprawiają dużo trudności najbardziej doświadczonym zawodnikom. Szczególnie "uwielbianym" miejscem jest znany zakręt na zjeździe, na którym padło tak wiele upadków, że postanowiłem je wszystkie zebrać w jednym filmie. Prawda, że jest to "piękna" pocztówka z Oberhofu?
Jeszcze większe problemy mają organizatorzy następnego odcinka Pucharu IBU. W Langdorf, gdzie powinny odbyć się kolejne zawody, panują tak złe warunki atmosferyczne, że już teraz poinformowano o braku możliwości ich przeprowadzenia. Wymusza to ich przeniesienie do Ridnaun- Val Ridanna. Przy tym, Duszniki- Zdrój wypadły lepiej.
![]() |
| Standardowy widok z transmisji biathlonowego PŚ w Oberhofie. |
Tour de Spina
Powitaliśmy z hukiem 2015 rok, co mogę potwierdzić, bo do teraz słyszę jego echo. Wraz z nim przyszły kolejne zawody PŚ. Między innymi Tour de Ski. Tak naprawdę to jedyny taki cykl, który bardzo lubię. Trudno nie oprzeć się jedynemu w swoim rodzaju etapowi z Toblach do Cortiny d'Ampezzo (35 km), nie mówiąc już o słynnej wspinaczce pod Alpe Cermis. W tym roku jednak pierwszy z wymienionych został zamieniony na 25 km wokół Toblach. Jakby tego było mało, tegoroczna edycja mieni się tak różnymi barwami pod kątem emocji, że nawet mnie jest ciężko zmierzyć się z tym tematem. Jednym słowem wyczuwam ogólną "spinę" i to nawet nie jedną.
Przede wszystkim chciałbym zwrócić uwagę, jak bardzo różni się rywalizacja w gronie mężczyzn od tego, co dzieje się wśród pań. W pierwszym przypadku mamy czterech kandydatów do zwycięstwa: Northuga, Sundby, Halfvarssona i Belova. Szczególnie ten ostatni stanowi niespodziankę tegorocznej edycji TdS. Rosjanin nigdy tak naprawdę nie osiągał większych sukcesów w imprezach Pucharu Świata, tymczasem ma szansę na wygraną w najważniejszym cyklu sezonu. Wszystko rozstrzygnie się na ostatnich etapach, których już teraz nie mogę się doczekać. Rywalizacja kobiet wydaje się być jednak rozstrzygnięta. 100% dotychczasowych etapów wygrała Marit Bjoergen, zyskując tym samym olbrzymią przewagę nad resztą. Mówiono o norweskiej dominacji, ale teraz już nawet sama Therese Johaug wydaje się być załamana faktem, że nie może nawiązać walki ze starszą koleżanką. A skoro już o wieku mowa, to Marit Bjoergen, mimo 34 lat, wkrótce będzie miała szansę na zrównanie się z rekordem zwycięstw w zawodach PŚ, który przez wiele lat był ustalany przez niewątpliwie legendarnego Ole Einara Bjoerndalena. Obawiam się takiej sytuacji, ale w tej chwili wolę po prostu o tym nie myśleć. Może kiedy indziej o tym napiszę, a póki co mogę tylko winić obecny stan biegów kobiecych za powstałą sytuację. Nie wątpię w czystość Bjoergen i w to, że nie stosuje dopingu. Nie stanowi ona jednak tak wielkiej legendy, na jaką zapracował Bjoerndalen przez wszystkie swoje sezony. Jej seria zwycięstw bierze się po prostu z braku konkurencji.
Konkurencji z pewnością nie boi się Petter Northug. Jak na razie lider Tour de Ski stosuje konsekwentnie swoją taktykę w biegach dystansowych, czyli ciągle trzyma się z tyłu grupy, w której biegnie. Nigdy nie wychodzi na prowadzenie. No, może poza ostatnimi metrami, na których wszystkich wyprzedza i wygrywa. Taka sytuacja powtórzyła się po raz kolejny we wczorajszym biegu na 25 km w Toblach. Szczerze mówiąc, przy takim dystansie, brak prowadzenia choć przez kilometr jest zachowaniem mocno dyskusyjnym. Nie lubią go przez to inni biegacze, a ja zaryzykuję stwierdzenie, że taka postawa odbiera prawo do nazwania się Człowiekiem Północy. Jak się dokładniej przyjrzeć, będzie to złamanie zasady nr 18 "How to be nordic", która głosi: "Człowiek Północy zawsze pomaga innym, zwłaszcza w kwestiach związanych z narciarstwem biegowym". Inny incydent miał natomiast miejsce z udziałem Martina Johnsrud Sundby, który w prologu TdS pobiegł minimalnie inną trasą, za co miał zostać ukarany. Chodzi o fakt, że Norweg pokonał ostatni podbieg nie z tej strony, co trzeba. Skutkiem tego, miała zostać na niego nałożona kara czasowa w wymiarze 3 minut. Tak się jednak nie stało, bo zapewne zdaniem jury, ta nieznaczna zmiana trasy nie przysporzyła korzyści Martinowi. Innego zdania był Dario Cologna, zwycięzca tego biegu, który zdecydowanie sugerował karę dla Sundby. Zarówno w sytuacji, w której kara 3 minut stałaby się faktem, można by było uargumentować ją pomyleniem trasy. W rzeczywistości, gdzie Norwega nie ukarano, również nie trzeba doszukiwać się fałszu, bowiem rzeczywiście zmiana trasy nie pomogła mu, a wręcz przeszkodziła. Spina zupełnie nie potrzebna w takim razie, choć Dario Cologna jak najbardziej miał prawo do takiej reakcji.
Kończąc całą listę tegorocznych spin muszę poruszyć temat komentatorów. Faktem jest, że duet Eurosportu Merk/Chruścicki nie jest ideałem. Zapewne każdy z nas, siedząc przed telewizorem, myśli sobie "zrobiłbym to lepiej". W takim razie droga wolna. To tylko z naszej kanapy wydaje się, że nie ma nic prostszego niż komentowanie naszej ulubionej dyscypliny sportu. Tymczasem prawda jest inna. Trzeba potrafić mówić i mieć o czym w każdej chwili. Najlepiej na temat związany z transmisją. Polecam spróbować, można się zaskoczyć, jak szybko człowiek się zacina i nie wie, co powiedzieć. Z drugiej strony mnie też czasem irytują proste błędy i dająca się czasem we znaki słaba wiedza, ale czy nie lepiej wobec wszystkiego powiedzieć czasami "nie walczę z wiatrakami, nie wytępię ciemnoty..."?
A moja osobista spina? Bo w końcu każdy taką czasem ma. Nie będzie mi dane obejrzeć wymarzonych zawodów Pucharu IBU w Dusznikach- Zdroju. Bardzo chciałem zobaczyć imprezę tej rangi na Jamrozowej Polanie. Planowałem zapodać Wam tu obszerną relację z centrum wydarzeń (coś na kształt zeszłorocznych postów o Pucharze Świata w Szklarskiej Porębie). Niestety, wszystko się posypało w chwili, gdy moja uczelnia postanowiła, że piątek stanie się wtorkiem ten jeden jedyny raz, czyli 9 stycznia. (teraz każdy z PWr powinien porozumiewawczo się uśmiechnąć) I tak oto zamiast dnia wolnego, który byłby idealny na wyjazd do Dusznik i pozostanie tam przez jakiś czas, będą zajęcia do późna. Nawet na sobotę nie uda się wrócić. Pozostanę więc o te sto kilometrów z hakiem, tylko tym razem w innym kierunku od Jamrozowej Polany i dowiem się zapewne z internetów o kolejnym sukcesie organizacyjnym Centrum Polskiego Biathlonu. Tak, już teraz jestem pewien, że zakończy się to właśnie w taki sposób, przeglądając pierwsze wrażenia zawodników. Innej opcji zresztą nie ma po tym, jak grono ochotników pomagało zgarniać śnieg na trasy, aby wszystko się udało. I na pewno się uda, za co trzymam kciuki od samego początku, bo tylko to mi pozostało. Najważniejsze jednak, aby się nie denerwować, prawda?
P.S: Pierwsze biegi sprinterskie w Dusznikach już dzisiaj. W sobotę odbędą się kolejne sprinty, zaś w niedzielę biegi pościgowe. Wyniki możecie śledzić na biathlonresults.com, a zapewne wkrótce będzie można obejrzeć relację z zawodów tu.
![]() |
| Marit Bjoergen po kolejnym zwycięstwie w tegorocznym Tour de Ski. |
![]() |
| Northug po raz kolejny ograł wszystkich na ostatnich metrach. |
![]() |
| Dario Cologna stracił dużo czasu podczas wczorajszego biegu na 25 km stylem łyżwowym, co odbiera mu szansę na walkę o zwycięstwo w Tour de Ski. |
A moja osobista spina? Bo w końcu każdy taką czasem ma. Nie będzie mi dane obejrzeć wymarzonych zawodów Pucharu IBU w Dusznikach- Zdroju. Bardzo chciałem zobaczyć imprezę tej rangi na Jamrozowej Polanie. Planowałem zapodać Wam tu obszerną relację z centrum wydarzeń (coś na kształt zeszłorocznych postów o Pucharze Świata w Szklarskiej Porębie). Niestety, wszystko się posypało w chwili, gdy moja uczelnia postanowiła, że piątek stanie się wtorkiem ten jeden jedyny raz, czyli 9 stycznia. (teraz każdy z PWr powinien porozumiewawczo się uśmiechnąć) I tak oto zamiast dnia wolnego, który byłby idealny na wyjazd do Dusznik i pozostanie tam przez jakiś czas, będą zajęcia do późna. Nawet na sobotę nie uda się wrócić. Pozostanę więc o te sto kilometrów z hakiem, tylko tym razem w innym kierunku od Jamrozowej Polany i dowiem się zapewne z internetów o kolejnym sukcesie organizacyjnym Centrum Polskiego Biathlonu. Tak, już teraz jestem pewien, że zakończy się to właśnie w taki sposób, przeglądając pierwsze wrażenia zawodników. Innej opcji zresztą nie ma po tym, jak grono ochotników pomagało zgarniać śnieg na trasy, aby wszystko się udało. I na pewno się uda, za co trzymam kciuki od samego początku, bo tylko to mi pozostało. Najważniejsze jednak, aby się nie denerwować, prawda?
P.S: Pierwsze biegi sprinterskie w Dusznikach już dzisiaj. W sobotę odbędą się kolejne sprinty, zaś w niedzielę biegi pościgowe. Wyniki możecie śledzić na biathlonresults.com, a zapewne wkrótce będzie można obejrzeć relację z zawodów tu.
Zawsze może być gorzej
Spodziewaliście się pewnie tekstu typu: "Zima wróciła! Sezon rozpoczęty, więc ruszamy na trasy". W takim razie muszę Was rozczarować. Co prawda, w Jakuszycach sezon faktycznie się rozpoczął, a wkrótce nastąpi to na Jamrozowej Polanie, ale nie dla mnie. Tym razem powodem jest prawe kolano, które odmawia współpracy. Co jakiś czas przypomina mi tym samym o moim bardzo dawnym już zajęciu, jakim był... taniec towarzyski. I tu zostawiam czas na przeczytanie jeszcze raz, otrząśnięcie się z szoku, czy co tam kto preferuje. Tak, czy inaczej, na razie mogę zapomnieć o bieganiu. Zawsze może być jednak gorzej.
Bezczynność nudzi, a już na pewno nie motywuje do pracy. Część winy można na pewno zrzucić na minione Święta. Taki czas służy jednak przemyśleniom na różne tematy. A trochę ich było. Przykładowo IBU ujawniło, że u kolejnej osoby stwierdzono stosowanie dopingu. Danych biathlonisty/biathlonistki podejrzanego/podejrzanej o stosowanie EPO jeszcze nie ujawniono. Wszystko rozstrzygnie się po ponownym przebadaniu próbki, czyli najprawdopodobniej w styczniu. Wiadomo jednak, że osoba, o której mowa, została zawieszona 15 grudnia, czyli nie startowała w zawodach PŚ w Pokljuce lub Pucharu IBU w Obertilliach. To już kolejny taki przypadek w tym sezonie, po wpadce Loginova. Wtedy myślałem, że z dopingiem znów jest źle. Zwłaszcza, jeśli chodzi o rosyjskich biathlonistów. W tym momencie wiem, że zawsze może być gorzej.
Tradycyjnie dzień po Świętach mogliśmy oglądać biathlonowe zawody World Team Challenge na stadionie Schalke 04 Gelsenkirchen. Śniegu jak zawsze było mało, ale organizatorom udało się przygotować niedługą pętlę. Tej imprezie nie można odmówić atrakcyjności. Zwroty akcji, dzięki wielu wizytom na strzelnicy oraz tylko 10 zespołów na starcie to zestaw idealny dla każdego, kto nawet nie interesuje się biathlonem. Pierwszą część rywalizacji, czyli bieg masowy wygrała para włoska- Dorothea Wierer i Lukas Hofer. Bieg pościgowy padł łupem duetu z Ukrainy w składzie: Valj Semerenko i Serhiy Semenov. Za każdym razem blisko zwycięstwa były pary niemieckie, najpierw Dahlmeier i Graf, a później Hildebrand i Lesser. Obie musiały jednak zadowolić się drugim miejscem w poszczególnych biegach. Zawsze jednak mogło być gorzej.
Szklarska Poręba nie zorganizuje już Pucharu Świata w biegach narciarskich. Taką informację podało ostatnio Polskie Radio Wrocław. Powodem jest brak funduszy miasta na finansowanie tak kosztownej imprezy. A przypomnijmy, że jeszcze niedawno mówiło się o zorganizowaniu mikrocyklu (bo to przecież w modzie) wraz z Harrachovem. Warto dodać, że strona czeska również wypowiedziała się negatywnie w tej sprawie. Mówi się też o niewielkiej (!) popularności biegów w Polsce, przez co sprzedaż biletów nie zapewniłaby odpowiedniego pokrycia kosztów. Może Was zaskoczę, ale po części się z tym zgadzam. Pamiętam, jak w ubiegłym sezonie na zawody PŚ w Jakuszycach przyszła ogromna liczba kibiców. Szkoda tylko, że ledwie połowa z nich była tam w czasie biegów męskich. A obecna sytuacja i jej tłumaczenie potwierdza tylko moje słowa. Mało kto zainteresuje się imprezą, podczas której nie wygra Justyna Kowalczyk lub inny z naszych reprezentantów. Patrząc w takich kategoriach, zwyczajnie się to wszystko nie opłaca i akurat w tym przypadku ciężko winić władze. Natomiast każdemu, kto rozczarował się postawą Szklarskiej Poręby, proponuję: wyślij sobie pocztówkę stamtąd, bo "tam gdzie ją wyślesz prawdopodobnie jest znacznie gorzej". Inną sprawą jest, że taki Puchar Świata sam w sobie byłby świetną pocztówką Jakuszyc (tylko trochę droższą), obok Biegu Piastów zaliczanego do serii Worldloppet. Mamy zatem do czynienia z pewnego rodzaju strzałem w kolano. A właśnie, moje kolano, co za pech...
Jakby nie patrzeć, to jednak taka przerwa od wszystkiego czemuś służy. Czasem warto zwolnić tempo, bo nigdy nie wiadomo, czy w tej ciągłej serii zdarzeń nie zapomnieliśmy o czymś najważniejszym. I właśnie takiego "zwolnienia" mogę Wam życzyć w przyszłym roku. Oby był on znacznie lepszy od tego. W końcu nie zawsze musi być gorzej...
Bezczynność nudzi, a już na pewno nie motywuje do pracy. Część winy można na pewno zrzucić na minione Święta. Taki czas służy jednak przemyśleniom na różne tematy. A trochę ich było. Przykładowo IBU ujawniło, że u kolejnej osoby stwierdzono stosowanie dopingu. Danych biathlonisty/biathlonistki podejrzanego/podejrzanej o stosowanie EPO jeszcze nie ujawniono. Wszystko rozstrzygnie się po ponownym przebadaniu próbki, czyli najprawdopodobniej w styczniu. Wiadomo jednak, że osoba, o której mowa, została zawieszona 15 grudnia, czyli nie startowała w zawodach PŚ w Pokljuce lub Pucharu IBU w Obertilliach. To już kolejny taki przypadek w tym sezonie, po wpadce Loginova. Wtedy myślałem, że z dopingiem znów jest źle. Zwłaszcza, jeśli chodzi o rosyjskich biathlonistów. W tym momencie wiem, że zawsze może być gorzej.
Tradycyjnie dzień po Świętach mogliśmy oglądać biathlonowe zawody World Team Challenge na stadionie Schalke 04 Gelsenkirchen. Śniegu jak zawsze było mało, ale organizatorom udało się przygotować niedługą pętlę. Tej imprezie nie można odmówić atrakcyjności. Zwroty akcji, dzięki wielu wizytom na strzelnicy oraz tylko 10 zespołów na starcie to zestaw idealny dla każdego, kto nawet nie interesuje się biathlonem. Pierwszą część rywalizacji, czyli bieg masowy wygrała para włoska- Dorothea Wierer i Lukas Hofer. Bieg pościgowy padł łupem duetu z Ukrainy w składzie: Valj Semerenko i Serhiy Semenov. Za każdym razem blisko zwycięstwa były pary niemieckie, najpierw Dahlmeier i Graf, a później Hildebrand i Lesser. Obie musiały jednak zadowolić się drugim miejscem w poszczególnych biegach. Zawsze jednak mogło być gorzej.
| Puchar Świata w biegach narciarskich ostatni raz zawitał do Szklarskiej Poręby w 2014 roku. Czy już nigdy się to nie powtórzy? |
| Widok z trybun podczas zawodów PŚ w Szklarskiej Porębie w sezonie 2013/2014. Podobnych obrazków już nie zobaczymy. |
Zmęczenie psychiczne i nie tylko
Wbrew tytułowi nie będzie tu nic z psychologii sportu. Zakończyły się ostatnie zawody biathlonowego Pucharu Świata w 2014 roku. Czeka nas więc odpoczynek od zmagań, co najbardziej cieszy zapewne Martina Fourcade. Francuz przyznawał jeszcze przed zawodami w Pokljuce, że czuje się już zmęczony psychicznie. Nie za wcześnie na takie deklaracje? Wszystko wyczuli zapewne jego rywale, którzy nie pozwolili mu odnieść ani jednego zwycięstwa w ten weekend. Mówi się o kompleksie niewygrywania Martina na słoweńskiej ziemi, a raczej robi to namiętnie Patryk Mirosławski, który komentował ostatnie zawody w Eurosporcie. Na szczęście nie był sam...
A teraz do rzeczy. Co działo się w ten weekend na trasach w Pokljuce? Nic, bo nie było Ole Einara Bjoerndalena. Żartuję, choć fakt, że zabrakło króla biathlonu (powodem było przeziębienie), odebrał mi część widowiska. O resztę zatroszczyli się jednak Emil Hegle Svendsen oraz Anton Shipulin. Ten pierwszy wyjechał ze Słowenii jako lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Po 3. miejscu w sprincie i fantastycznym zwycięstwie w biegu pościgowym, wyszedł na prowadzenie przed Martina Fourcade, lecz stracił je przez 17. miejsce w mass starcie. Zakończenie roku w żółtej koszulce jest zawsze czymś wyjątkowym, na czym zależało Martinowi. Z tego samego faktu może cieszyć się Kaisa Makarainen, która zaimponowała szczególnie świetnym biegiem w niedzielę, kiedy to na ostatniej rundzie odrobiła 18- sekundową stratę do Anais Bescond i zdołała wygrać.
Królem Pokljuki można jednak nazwać Antona Shipulina. Po zwycięstwie w sprincie, był drugi w biegu na dochodzenie i ponownie wygrał w starcie wspólnym. Końcówka ostatniego z biegów przysporzyła dużo emocji i kontrowersji. Na finałowej rundzie w walce o zwycięstwo liczyło się aż pięciu zawodników. Na ostatnim podbiegu zaatakowali Francuzi- Martin Fourcade i Jean Guillaume Beatrix. Z nimi utrzymał się jedynie Shipulin, który skontrował na szczycie wzniesienia. W tym momencie wywrócił się Beatrix, zatrzymując praktycznie Fourcade. Nikt nie zdołał dogonić Rosjanina na zjeździe i prostej do mety. Martin przybiegł po wszystkim na drugim miejscu, zaś jego kolega z reprezentacji skończył na piątej pozycji. Można by powiedzieć "shit happens" i pójść dalej, jednak Francuzi postanowili złożyć protest. Umotywowali to faktem, że podobno Shipulin wykonał niebezpieczny manewr i podciął Beatrix, powodując jego upadek. Sędziowie sprawę oddalili, co jednak nie zakończyło kontrowersji wokół niej. Shipulin odpowiedział na wszystko, że być może było w tym trochę jego winy, ale w końcu sportu nie można odciąć od takich zdarzeń. Najbardziej poszkodowany Beatrix dodał, że Rosjanin nie powinien mimo wszystko atakować w taki niebezpieczny sposób. Fourcade załagodził sprawę stwierdzeniem: "Anton nie zrobił tego specjalnie. (...) Za całą sytuację mogę obwiniać tylko siebie". Ciekawą rzecz natomiast powiedział Tarjei Boe: "Ostatnie 100 metrów trasy jest po prostu parodią. Mógłbym na mecie wyprzedzić nawet Pettera Northuga, gdybym był pierwszy na ostatnim podbiegu. (...) Ten, kto będzie tam pierwszy, ma zwycięstwo w kieszeni". W sumie to chciałbym zobaczyć taki pojedynek Boe vs. Northug. Wracając jeszcze do nieprzyjemnych zdarzeń, to Pokljuki nie będzie dobrze wspominać Darya Domracheva. Podczas wbiegania na karną rundę w niedzielnym biegu masowym, zahaczyła o inną zawodniczkę i upadła w spektakularny sposób. Karabin został uszkodzony, przez co dalsza walka była niemożliwa i bezsensowna. Po raz kolejny: "shit happens".
Pamiętacie może moje wywody na temat kombinowania w biegach klasykiem? W skrócie chodzi o używanie sprzętu do łyżwy w takich wyścigach, czyli zdanie się tylko na siłę pchnięcia (double poling). Okazało się, że nie tylko ja zainteresowałem się tym tematem. Po ostatnim wyścigu na 15 km w Davos, sprawie postanowili się przyjrzeć studenci z filii Finnmarksfakultetet Arktycznego Uniwersytetu w Tromsø. Ich badania mają wskazać, jak wiele siły i wytrzymałości górnych partii ciała wymaga przebiegnięcie takiego dystansu w ten sposób. Dzięki temu, będziemy mogli sprawdzić, czy czasem warto zaryzykować i nie smarować nart na trzymanie, zyskując na zjazdach i płaskich odcinkach.
Biegi narciarskie pozostały w Davos. Jednego dnia zmieniono tylko styl na dowolny. Panie ścigały się na 10 km, zaś panowie na 15 km. Tym razem wszystkich zaskoczył Anders Gloeersen, uchodzący raczej za sprintera. Dobre rozłożenie sił pomogło mu jednak odnieść zwycięstwo na dystansie. Drugi był Petter Northug (wreszcie coś pokazał), zaś trzeci Chris Andre Jespersen. Szkoda jedynie Dario Cologni, który po raz kolejny nie wygrał przed własną publicznością. Trudno wciąż znaleźć jakąkolwiek formę u Legkova i Poltoranina, stąd też nie dziwi kolejne norweskie podium. Sytuacja zmieniła się w niedzielę, kiedy rozegrano sprinty techniką łyżwową. Najlepszy okazał się Włoch Federico Pellegrino (po raz pierwszy w karierze), wygrywając przed Alexeyem Petukhovem. Jedynym Norwegiem na podium był Finn Haagen Krogh. W ogóle tylko dwóch reprezentantów tego kraju znalazło się w finale. Oprócz Krogha biegł również Sondre Turvoll Fossli. Widocznie reszta postanowiła nie przemęczać się przed przerwą świąteczną i Tour de Ski lub posłuchała rozpaczliwych apeli o "skończenie dominacji". Tak czy inaczej, wszyscy sfrustrowani telewidzowie mogą wrócić do oglądania biegów męskich. Chociaż w sumie to i tak pewnie nikt ich nie oglądał wcześniej, bo nie ścigała się tam Justyna Kowalczyk, a dobrych zawodników przecież nie mamy (Maciej Staręga w ćwierćfinale sprintu to widocznie za mało). Patrząc w tej kategorii, to nikt już chyba nie ogląda jakichkolwiek biegów, bo przecież Kowalczyk startuje gdzieś w niższej rangi zawodach FIS. Jakby tego było mało, wygrywa Marit Bjoergen, która ustrzeliła w Davos dublet. Już widzę tę lawinę "hejtów" spadających na Norweżkę, koniecznie z wciśniętym Caps Lockiem i nielimitowaną liczbą wykrzykników (i jedynek też, jak kogoś nadzwyczajnie poniosą emocję). W sumie, jeżeli ktoś taki czyta ten post, niech wyleje na mnie swoją garść frustracji, podobno to pomaga. Radzę jednak pamiętać o jednym: nikogo to nie obchodzi, naprawdę.
To skoro nam się taka atmosfera zrobiła, rozładuję ją życzeniami z okazji Bożego Narodzenia. Oczywiście po norwesku: God Jul!!!!!!!1111111stojedenaście.
A teraz do rzeczy. Co działo się w ten weekend na trasach w Pokljuce? Nic, bo nie było Ole Einara Bjoerndalena. Żartuję, choć fakt, że zabrakło króla biathlonu (powodem było przeziębienie), odebrał mi część widowiska. O resztę zatroszczyli się jednak Emil Hegle Svendsen oraz Anton Shipulin. Ten pierwszy wyjechał ze Słowenii jako lider klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Po 3. miejscu w sprincie i fantastycznym zwycięstwie w biegu pościgowym, wyszedł na prowadzenie przed Martina Fourcade, lecz stracił je przez 17. miejsce w mass starcie. Zakończenie roku w żółtej koszulce jest zawsze czymś wyjątkowym, na czym zależało Martinowi. Z tego samego faktu może cieszyć się Kaisa Makarainen, która zaimponowała szczególnie świetnym biegiem w niedzielę, kiedy to na ostatniej rundzie odrobiła 18- sekundową stratę do Anais Bescond i zdołała wygrać.
![]() |
| Emil Hegle Svendsen |
Pamiętacie może moje wywody na temat kombinowania w biegach klasykiem? W skrócie chodzi o używanie sprzętu do łyżwy w takich wyścigach, czyli zdanie się tylko na siłę pchnięcia (double poling). Okazało się, że nie tylko ja zainteresowałem się tym tematem. Po ostatnim wyścigu na 15 km w Davos, sprawie postanowili się przyjrzeć studenci z filii Finnmarksfakultetet Arktycznego Uniwersytetu w Tromsø. Ich badania mają wskazać, jak wiele siły i wytrzymałości górnych partii ciała wymaga przebiegnięcie takiego dystansu w ten sposób. Dzięki temu, będziemy mogli sprawdzić, czy czasem warto zaryzykować i nie smarować nart na trzymanie, zyskując na zjazdach i płaskich odcinkach.
Biegi narciarskie pozostały w Davos. Jednego dnia zmieniono tylko styl na dowolny. Panie ścigały się na 10 km, zaś panowie na 15 km. Tym razem wszystkich zaskoczył Anders Gloeersen, uchodzący raczej za sprintera. Dobre rozłożenie sił pomogło mu jednak odnieść zwycięstwo na dystansie. Drugi był Petter Northug (wreszcie coś pokazał), zaś trzeci Chris Andre Jespersen. Szkoda jedynie Dario Cologni, który po raz kolejny nie wygrał przed własną publicznością. Trudno wciąż znaleźć jakąkolwiek formę u Legkova i Poltoranina, stąd też nie dziwi kolejne norweskie podium. Sytuacja zmieniła się w niedzielę, kiedy rozegrano sprinty techniką łyżwową. Najlepszy okazał się Włoch Federico Pellegrino (po raz pierwszy w karierze), wygrywając przed Alexeyem Petukhovem. Jedynym Norwegiem na podium był Finn Haagen Krogh. W ogóle tylko dwóch reprezentantów tego kraju znalazło się w finale. Oprócz Krogha biegł również Sondre Turvoll Fossli. Widocznie reszta postanowiła nie przemęczać się przed przerwą świąteczną i Tour de Ski lub posłuchała rozpaczliwych apeli o "skończenie dominacji". Tak czy inaczej, wszyscy sfrustrowani telewidzowie mogą wrócić do oglądania biegów męskich. Chociaż w sumie to i tak pewnie nikt ich nie oglądał wcześniej, bo nie ścigała się tam Justyna Kowalczyk, a dobrych zawodników przecież nie mamy (Maciej Staręga w ćwierćfinale sprintu to widocznie za mało). Patrząc w tej kategorii, to nikt już chyba nie ogląda jakichkolwiek biegów, bo przecież Kowalczyk startuje gdzieś w niższej rangi zawodach FIS. Jakby tego było mało, wygrywa Marit Bjoergen, która ustrzeliła w Davos dublet. Już widzę tę lawinę "hejtów" spadających na Norweżkę, koniecznie z wciśniętym Caps Lockiem i nielimitowaną liczbą wykrzykników (i jedynek też, jak kogoś nadzwyczajnie poniosą emocję). W sumie, jeżeli ktoś taki czyta ten post, niech wyleje na mnie swoją garść frustracji, podobno to pomaga. Radzę jednak pamiętać o jednym: nikogo to nie obchodzi, naprawdę.
To skoro nam się taka atmosfera zrobiła, rozładuję ją życzeniami z okazji Bożego Narodzenia. Oczywiście po norwesku: God Jul!!!!!!!1111111stojedenaście.
Mikołaj przychodzi z Finlandii
Ależ odkrywcze stwierdzenie w tytule. Każdy przecież wie, że Święty Mikołaj ma swoją siedzibę w Finlandii na dalekiej Północy. Gdzie dokładnie? W Vantaa, bo tam mieści się oficjalny sklep One Way Sport ;). Poza tym adresem, można spróbować jeszcze na owstore.fi. Właśnie stamtąd przyszły do mnie pierwsze bożonarodzeniowe prezenty. A jak powszechnie wiadomo, najbardziej trafione prezenty to te, które sami sobie wybieramy. I tak oto kilka dni po zamówieniu, otrzymałem solidną paczkę prosto z Finlandii. W niej zaś nowe buty Premio 9 Skate oraz T- shirt z najnowszej kolekcji ubrań Endless Winter.
Nie będzie to zaskoczenie, że nie udało mi się jeszcze przetestować moich nowych butów w akcji. Po przymiarce mogę jedynie powiedzieć, że są bardzo sztywne, co zapewne wpłynie na lepszą kontrolę nart. O tym przekonamy się jednak później, gdy wyleczę drobny uraz stopy i przede wszystkim spadnie wreszcie śnieg. Nie wiem, czy ktoś z Was zdążył zauważyć, że mamy już końcówkę grudnia, a wciąż rozpoczęcie sezonu w każdym możliwym miejscu w Polsce jest odkładane na później. Sytuacja co najmniej dziwna i niepokojąca. Dlatego zostawiam Wam jedynie zdjęcia moich Premio 9 w świątecznej oprawie.
Więcej można powiedzieć natomiast o T- shircie. Polar, bo tak brzmi jego nazwa, należy do nowej kolekcji ubrań Endless Winter od One Way. Dla wszystkich, którzy jeszcze nie słyszeli o tym rodzaju produktów, należy się wyjaśnienie. Fińskiej marce zależało na stworzeniu ubrań codziennego użytku, które nawiązują do skandynawskich, północnych klimatów. Stąd na kurtkach, swetrach i bluzach, znalazły się charakterystyczne dla Skandynawii wzory. Trzeba przyznać, że wygląda to ciekawie. Więcej produktów, jak i szczegółowy opis kolekcji Endless Winter, znajdziecie tu. Wracając do koszulki, jej design oddaje dokładnie zamierzenia One Way. Nadruk ze zdjęciami polarnych krajobrazów oraz wyhaftowana mapa Półwyspu Skandynawskiego to esencja Endless Winter. W oczy rzuca się również pewnego rodzaju odznaka z napisem "Nordic Champion 2014". Całość jest wykonana w bardzo dobrej jakości, zaś materiał stanowi bawełna. Cena 29,90 EUR jest porównywalna do T- shirtów innych producentów. Jeżeli jeszcze nie masz prezentu dla bliskiej osoby, która lubi skandynawskie klimaty lub po prostu nie lubisz stać w sklepowych kolejkach, może warto wybrać właśnie coś z Endless Winter? T- shirt Polar możecie zamówić przez Internet tu. W sklepie znajdziecie również inne ubrania z kolekcji. Radzę się spieszyć, bo Święta coraz bliżej. Ponadto One Way wprowadziło z tej okazji darmową wysyłkę dla wszystkich zamówień w obrębie całej Unii Europejskiej. Aby dowiedzieć się więcej i poznać kod promocyjny, potrzebny przy składaniu zamówienia, polecam odwiedzić profil facebookowy One Way tu. Nie przegapcie okazji na podarowanie czegoś unikalnego.
![]() |
| One Way Polar T- shirt. |
Więcej można powiedzieć natomiast o T- shircie. Polar, bo tak brzmi jego nazwa, należy do nowej kolekcji ubrań Endless Winter od One Way. Dla wszystkich, którzy jeszcze nie słyszeli o tym rodzaju produktów, należy się wyjaśnienie. Fińskiej marce zależało na stworzeniu ubrań codziennego użytku, które nawiązują do skandynawskich, północnych klimatów. Stąd na kurtkach, swetrach i bluzach, znalazły się charakterystyczne dla Skandynawii wzory. Trzeba przyznać, że wygląda to ciekawie. Więcej produktów, jak i szczegółowy opis kolekcji Endless Winter, znajdziecie tu. Wracając do koszulki, jej design oddaje dokładnie zamierzenia One Way. Nadruk ze zdjęciami polarnych krajobrazów oraz wyhaftowana mapa Półwyspu Skandynawskiego to esencja Endless Winter. W oczy rzuca się również pewnego rodzaju odznaka z napisem "Nordic Champion 2014". Całość jest wykonana w bardzo dobrej jakości, zaś materiał stanowi bawełna. Cena 29,90 EUR jest porównywalna do T- shirtów innych producentów. Jeżeli jeszcze nie masz prezentu dla bliskiej osoby, która lubi skandynawskie klimaty lub po prostu nie lubisz stać w sklepowych kolejkach, może warto wybrać właśnie coś z Endless Winter? T- shirt Polar możecie zamówić przez Internet tu. W sklepie znajdziecie również inne ubrania z kolekcji. Radzę się spieszyć, bo Święta coraz bliżej. Ponadto One Way wprowadziło z tej okazji darmową wysyłkę dla wszystkich zamówień w obrębie całej Unii Europejskiej. Aby dowiedzieć się więcej i poznać kod promocyjny, potrzebny przy składaniu zamówienia, polecam odwiedzić profil facebookowy One Way tu. Nie przegapcie okazji na podarowanie czegoś unikalnego.
Kombinowanie nie zawsze popłaca
"Strasznie pan kombinuje..."- powiedział do mnie w czwartek mój wykładowca od algebry. "Ale jak nie kombinować przy wyznaczaniu macierzy odwrotnych?"- pomyślałem, a chwilę później było już po ćwiczeniach. Zadania nie dokończyłem, ale koniec oznaczał, że nie musiałem już zaprzątać sobie głowy podobnymi rzeczami, bo dla mnie zaczął się weekend. Wraz z nim czekały kolejne zawody, a wśród nich biathlon w Hochfilzen i biegi narciarskie w Davos. Znacznie przyjemniej jest myśleć o takich rzeczach.
Rywalizacja w biathlonie rozpoczęła się w piątek biegami sprinterskimi. Warto zauważyć, że z powodu słabych warunków śniegowych, została przygotowana tylko 2,5- kilometrowa runda biegowa. Przez to panowie musieli zmienić nieco formułę zawodów. Zamiast biec trzy 3,3- kilometrowe rundy, przed pierwszym strzelaniem pokonywali 2,5 kilometra, później przebiegali 5 km (mijając strzelnicę bez strzelania) i dopiero po tym ponownie odwiedzali strzelnicę. Dalej pozostawało tylko finałowe okrążenie do mety. Jak widać, nie tylko ja musiałem kombinować w tym tygodniu. Trochę niecodziennie to wyglądało, kiedy zawodnik przebiegał obojętnie obok stanowisk i zapewne wymagało mądrego rozłożenia sił w biegu z racji na nierówne dystanse pomiędzy strzelaniem. Najlepiej udało się to Johannesowi Thingnes Boe, który był zdecydowanie najszybszy na trasie, a w dodatku bezbłędnie strzelał. Większość faworytów startowała w pierwszej grupie z niskimi numerami. Jedynie Ole Einar Bjoerndalen oraz bracia Fourcade postanowili wyłamać się od tej zasady, licząc na poprawę warunków (większy mróz) w późniejszej fazie rywalizacji. Wybrali więc końcowe numery startowe. Nie wyszło im to jednak na dobre. Martin Fourcade, mimo bezbłędnego strzelania, zajął 7. miejsce. Nie czuł się najlepiej na trasie lub prognozy serwisantów się nie sprawdziły. Jeszcze gorzej skończył Simon na 30. miejscu. Niestety najgorzej z tej trójki wypadł Ole Einar Bjoerndalen, który popełnił aż trzy błędy na strzelnicy i skończył na 40. pozycji. W dodatku dopadło go jakieś przeziębienie, przez co nie wystartował w sobotniej sztafecie.
Biegi pań potwierdziły natomiast wysoką dyspozycję Tiril Eckhoff, co bardzo mnie cieszy. Norweżka zajęła 3. miejsce w piątkowym sprincie oraz w sobotę wyprowadziła norweską sztafetę na swojej zmianie z 12. na 5. pozycję, ustalając tym samym najlepszy czas pojedynczego odcinka. Wracając do sprintów, to po raz kolejny świetnie pobiegła Kaisa Makarainen, wygrywając zawody. Swoją dobrą formę pokazała również kolejna z Włoszek- Karin Oberhofer. Darya Domracheva po raz kolejny nie popisała się niestety na strzelnicy (podobnie jak OEB, przypadek?:-)), przez co z dwoma pudłami zajęła 8. lokatę. Z Polek najlepiej spisała się Weronika Nowakowska- Ziemniak (12. miejsce). Na uwagę szczególnie zasługuje krótki czas pobytu na strzelnicy naszej zawodniczki. W sztafecie było podobnie, kiedy ustanowiła najlepszy na swojej zmianie. Oby tak dalej. Jedyne, co może martwić, to nieco gorsze rezultaty indywidualne Moniki Hojnisz od początku sezonu. W Oestersund było tragicznie- bez punktów, a nawet poza czołową 60. w sprincie. W Hochfilzen natomiast widać pewną poprawę. Zakwalifikowała się do biegu pościgowego na 40. pozycji, a w sztafecie spisała się dobrze, przyprowadzając nasz zespół na 6. miejscu. Być może to tylko taki niemiły wstęp do sezonu w wykonaniu naszej młodej i obiecującej zawodniczki, więc teraz wszystko będzie szło lepiej. O wszystkim przekonamy się w niedzielnych biegach pościgowych.
W biegach narciarskich sytuacja nieco się zmieniła po słynnym "pogromie" w Lillehammer. Może nie wśród pań, ale tego nie można było oczekiwać. Panowie natomiast najwyraźniej szykują swoją formę tak, aby wygrać przed własną publicznością. Tak przecież było z Finami w Kuusamo, którzy w dzisiejszym biegu na 15 km klasykiem spisali się już gorzej, niż u siebie. Zwłaszcza od występu Iivo Niskanena, lidera klasyfikacji PŚ do lat 23, można było oczekiwać więcej niż 26. miejsca. W Lillehammer Norwegowie wzorowo się zaprezentowali, zaś w Davos wygrać chciał zapewne Dario Cologna. Widać było, ze jego dyspozycja była bardzo dobra. Niestety, Szwajcar najprawdopodobniej przekombinował z wyborem sprzętu. Na dość wymagającą trasę postanowił wybrać narty i buty do stylu łyżwowego, a przypomnę, że bieg odbywał się techniką klasyczną. A jak zapewne wiecie z kilku poprzednich tekstów, taki wybór skazuje zawodnika na pokonanie trasy praktycznie tylko bezkrokiem (double poling), z powodu braku smarowania na odbicie. Zaryzykował, chcąc być szybszym na trudnych zjazdach. Nie wytrzymał jednak siłowo, co doskonale było widać na ostatnim podbiegu, kiedy dogonił go Alex Harvey, używający tradycyjnej techniki. Tym samym stracił trochę czasu i zwycięstwo, bowiem wyprzedzili go dwaj Norwegowie. Na szczęście Dario będzie miał jeszcze kilka okazji do zwycięstwa na swoim gruncie, bowiem Puchar Świata zostaje w przyszłym tygodniu w Davos w zastępstwie za La Clusaz. Ostatecznie dzisiejszy bieg wygrał Martin Johnsrud Sundby, prezentujący jako jedyny w stawce bardzo równą formę, zaś drugie miejsce zajął Didrik Toenseth. Tym samym kolejny młody Norweg zgłosił aspiracje do pierwszego składu reprezentacji, w którym niedługo nie będzie miejsca dla Pettera Northuga. W tym biegu utytułowany biegacz postąpił podobnie jak Cologna, wybierając sprzęt do łyżwy. Sił w rękach starczyło mu jednak tylko na 10. pozycję. W dodatku konflikty sponsorskie oraz wypadek spowodowany pod wpływem alkoholu nie działają na korzyść norweskiej gwiazdy. Petter zapewne będzie musiał się w końcu zastanowić, czy ma zamiar być celebrytą, czy sportowcem. Zwłaszcza, że po sezonie będzie miał na to dużo wolnych wieczorów, które spędzi w domowym więzieniu w ramach kary za wspomniane już wcześniej wykroczenie. Zobaczcie jeszcze pierwszą piątkę klasyfikacji generalnych Pucharu Świata w biegach narciarskich, gdyby ktoś miał co do tego jakieś wątpliwości. Wśród pań:
Wśród panów:
Rywalizacja w biathlonie rozpoczęła się w piątek biegami sprinterskimi. Warto zauważyć, że z powodu słabych warunków śniegowych, została przygotowana tylko 2,5- kilometrowa runda biegowa. Przez to panowie musieli zmienić nieco formułę zawodów. Zamiast biec trzy 3,3- kilometrowe rundy, przed pierwszym strzelaniem pokonywali 2,5 kilometra, później przebiegali 5 km (mijając strzelnicę bez strzelania) i dopiero po tym ponownie odwiedzali strzelnicę. Dalej pozostawało tylko finałowe okrążenie do mety. Jak widać, nie tylko ja musiałem kombinować w tym tygodniu. Trochę niecodziennie to wyglądało, kiedy zawodnik przebiegał obojętnie obok stanowisk i zapewne wymagało mądrego rozłożenia sił w biegu z racji na nierówne dystanse pomiędzy strzelaniem. Najlepiej udało się to Johannesowi Thingnes Boe, który był zdecydowanie najszybszy na trasie, a w dodatku bezbłędnie strzelał. Większość faworytów startowała w pierwszej grupie z niskimi numerami. Jedynie Ole Einar Bjoerndalen oraz bracia Fourcade postanowili wyłamać się od tej zasady, licząc na poprawę warunków (większy mróz) w późniejszej fazie rywalizacji. Wybrali więc końcowe numery startowe. Nie wyszło im to jednak na dobre. Martin Fourcade, mimo bezbłędnego strzelania, zajął 7. miejsce. Nie czuł się najlepiej na trasie lub prognozy serwisantów się nie sprawdziły. Jeszcze gorzej skończył Simon na 30. miejscu. Niestety najgorzej z tej trójki wypadł Ole Einar Bjoerndalen, który popełnił aż trzy błędy na strzelnicy i skończył na 40. pozycji. W dodatku dopadło go jakieś przeziębienie, przez co nie wystartował w sobotniej sztafecie.
![]() |
| Martin Fourcade przez biegiem masowym w Sjusjoen na rozpoczęcie sezonu. |
W biegach narciarskich sytuacja nieco się zmieniła po słynnym "pogromie" w Lillehammer. Może nie wśród pań, ale tego nie można było oczekiwać. Panowie natomiast najwyraźniej szykują swoją formę tak, aby wygrać przed własną publicznością. Tak przecież było z Finami w Kuusamo, którzy w dzisiejszym biegu na 15 km klasykiem spisali się już gorzej, niż u siebie. Zwłaszcza od występu Iivo Niskanena, lidera klasyfikacji PŚ do lat 23, można było oczekiwać więcej niż 26. miejsca. W Lillehammer Norwegowie wzorowo się zaprezentowali, zaś w Davos wygrać chciał zapewne Dario Cologna. Widać było, ze jego dyspozycja była bardzo dobra. Niestety, Szwajcar najprawdopodobniej przekombinował z wyborem sprzętu. Na dość wymagającą trasę postanowił wybrać narty i buty do stylu łyżwowego, a przypomnę, że bieg odbywał się techniką klasyczną. A jak zapewne wiecie z kilku poprzednich tekstów, taki wybór skazuje zawodnika na pokonanie trasy praktycznie tylko bezkrokiem (double poling), z powodu braku smarowania na odbicie. Zaryzykował, chcąc być szybszym na trudnych zjazdach. Nie wytrzymał jednak siłowo, co doskonale było widać na ostatnim podbiegu, kiedy dogonił go Alex Harvey, używający tradycyjnej techniki. Tym samym stracił trochę czasu i zwycięstwo, bowiem wyprzedzili go dwaj Norwegowie. Na szczęście Dario będzie miał jeszcze kilka okazji do zwycięstwa na swoim gruncie, bowiem Puchar Świata zostaje w przyszłym tygodniu w Davos w zastępstwie za La Clusaz. Ostatecznie dzisiejszy bieg wygrał Martin Johnsrud Sundby, prezentujący jako jedyny w stawce bardzo równą formę, zaś drugie miejsce zajął Didrik Toenseth. Tym samym kolejny młody Norweg zgłosił aspiracje do pierwszego składu reprezentacji, w którym niedługo nie będzie miejsca dla Pettera Northuga. W tym biegu utytułowany biegacz postąpił podobnie jak Cologna, wybierając sprzęt do łyżwy. Sił w rękach starczyło mu jednak tylko na 10. pozycję. W dodatku konflikty sponsorskie oraz wypadek spowodowany pod wpływem alkoholu nie działają na korzyść norweskiej gwiazdy. Petter zapewne będzie musiał się w końcu zastanowić, czy ma zamiar być celebrytą, czy sportowcem. Zwłaszcza, że po sezonie będzie miał na to dużo wolnych wieczorów, które spędzi w domowym więzieniu w ramach kary za wspomniane już wcześniej wykroczenie. Zobaczcie jeszcze pierwszą piątkę klasyfikacji generalnych Pucharu Świata w biegach narciarskich, gdyby ktoś miał co do tego jakieś wątpliwości. Wśród pań:
| Rank | Athlete | Country | Points |
|---|---|---|---|
| 1 | ![]() NOR | 599 | |
| 2 | ![]() NOR | 488 | |
| 3 | ![]() NOR | 344 | |
| 4 | ![]() NOR | 304 | |
| 5 | ![]() SWE | 246 |
Wśród panów:
| Rank | Athlete | Country | Points |
|---|---|---|---|
| 1 | ![]() NOR | 491 | |
| 2 | ![]() NOR | 309 | |
| 3 | ![]() NOR | 258 | |
| 4 | ![]() NOR | 253 | |
| 5 | ![]() NOR | 230 |
Ładnie to wygląda, prawda? Najbardziej cieszy mnie drugie miejsce Finna Haagen Krogha, który pochodzi z Alty- miasta na bardzo dalekiej Północy. A tak się składa, że być może wkrótce to miasto stanie mi się całkiem bliskie. Na razie jednak czekają nas kolejne zawody w nadchodzącym tygodniu oraz tyle samo okazji do kombinowania, zarówno dla mnie, jak i naszych bohaterów. Na koniec polecam jeszcze obejrzeć ciekawy filmik z wizyty Ole Einara Bjoerndalena w Madshus Academy. Ktoś dostrzega coś nietypowego w wyglądzie Króla? Wśród innych filmów znajdziecie między innymi wywiad ze znanym nam Noah Hoffmanem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













